Weranda literacka

Irys


W domu Alicji  panowała rozpacz.  Ala zalewała się łzami i wychodziła pytać sąsiadów, czy nie widzieli Batmana, który zniknął parę dni temu. Zdarzało mu się nieraz uciekać na krótki spacerek po okolicy, gdy furtka była niedomknięta, ale nigdy na  tak długo.
-Ktoś mi go ukradł! – łkała Alicja.
-Daj spokój, Alka, kto by kradł starego, nierasowego psa? – Wilk zachował trzeźwość umysłu.
-To na pewno zemsta, paru osobom się naraziłam- powiedziała.
Wilk pojechał wkrótce rowerem do miasteczka, specjalnie skręcił w stronę lasu. Pies leżał martwy tuż niedaleko ścieżki. Wacław wrócił, żeby pogrzebać  go w ogródku,  tak robili mieszkańcy z kotami i psami, które odeszły na  „drugą stronę”.
- Pies wpadł pod koła jakiegoś  pojazdu- objaśnił Alicję. Potem objął mocno płaczącą głośno i pocieszał, wspominając o możliwości przygarnięcia jakiegoś pieska ze schroniska.
-Nie chcę żadnego innego psa, wzięliśmy  Batmana z mężem jako szczeniaka, był dla nas jak dziecko… Znowu się rozpłakała. Piotr nie żył od lat, ale nagle wróciły wspomnienia młodości i szczęśliwych  chwil małżeństwa z nim.
- Chcesz to ożenię się z tobą- zaproponował Wacław. Będziesz znowu mieć męża.
Alicja uśmiechnęła się do niego. Wyglądał tak miło i nieporadnie, naprawdę chciał ją pocieszyć.
- Jesteś wdową, ja starym kawalerem- co stoi na przeszkodzie? – zapytał.
- Dobrze, pomyślimy o tym- powiedziała.
Tymczasem doszły ją wieści, że szykuje się ślub Kamila. Zadzwoniła do szwagra z zapytaniem, czy to prawda. Odpowiedział, ze owszem Kamil bierze ślub z Irką na Boże Narodzenie. Irka wyzdrowiała po tym upadku ze schodów i  chcą się pobrać.
- Tylko nie licz, że Luiza cię zaprosi. Ona ciebie wini za wszystkie nieszczęścia, jakie nas spotkały. Najpierw  przez ciebie osadzono w więzieniu  naszą córkę, to żona uważa, że gdyby nie ty, nie znaleziono by sprawcy zabójstwa i sprawa byłaby niewyjaśniona.  Potem to ty sprowadziłaś tę Marcelinę, która ubzdurała sobie, że  Kamil będzie jej mężem, oświadczyła mu się i narzucała, jak sam nam powiedział. Luiza pewna jest, że to z zemsty Marcelina  zepchnęła ze schodów Irkę. Tak więc Luiza nie chce cię widzieć.
- A  ty jak uważasz? – zapytała Alicja.  Myślisz, że rację ma Luiza ? .
-Ja nie obwiniam ciebie o to, co się w naszej rodzinie stało. Może siebie, że nie umiałem dobrze wychować dzieci. Ale kto tak naprawdę to potrafi?- zadał pytanie retoryczne. -A  co u ciebie, Alicjo?
- Zamierzamy się z Wacławem pobrać, tylko jeszcze nie ustaliliśmy daty. Na pewno zaproszę ciebie i Luizę, liczę, że ty przynajmniej będziesz obecny. Może w Wielkanoc, jak się uda, zorganizujemy ślub i wesele. Oczywiście, skromnie.
Tymczasem zrobiło się ponuro i ciemno, jak to w listopadzie. Deszcz i wiatr tworzyły swoją muzykę, której przyjemnie było słuchać siedząc przy kominku. Spory zapas książek wypełniał czas Alicji  i Wilkowi. Obydwoje lubili spacery, więc trochę im ich brakowało. Ale kiedyś wyszli z parasolami by zaczerpnąć świeżego  powietrza i spotkali Helenę, która zaraz zaprosiła ich na herbatkę. Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie podała świeżo upieczonego ciasta. Karola nie było, ale dom zmienił się pod wpływem Heleny i jej matki, która zamieszkała z nimi, gdy Daria pojechała do Poznania, do Karola córki. Na wszystkich możliwych płaskich powierzchniach leżały serwetki szydełkowe, z różnokolorowych włóczek.
-Dobra dziewczyna ta Marcela- powiedziała Helena. Postarała się o znanego specjalistę i dowiedzieliśmy się, że  Daria   wkrótce będzie mieć operację wszczepienia implantu słuchowego. W klinice, w Poznaniu. Do tego bezpłatnie. Marcela ma znajomego lekarza w tej klinice, zresztą jest pielęgniarką i zna sporo lekarzy. Wyobraźcie sobie, że wynajęła kawalerkę w tym mieście i zamieszkały wspólnie. Bardzo się polubiły. Mąż wspiera je finansowo i pomógł im załatwić formalności. Mama moja mieszka teraz tu, w naszym domu, a domek nasz w Grabinie wynajęliśmy pewnej rodzinie.
Alicja słuchała uradowana. Dobre wieści przyprawiły ją o dobry humor.
-Alicjo, wiem o twoim psie, przykro mi.  Może popytać znajomych czy mają jakiegoś pieska do wydania?
-Nie, Heleno, to był wyjątkowy pies, ten Batman. A poza tym nie chcę przeżywać bólu, gdy znów odejdzie.
Pożegnali się i odeszli z Wacławem w stronę kościoła, żeby zebrać informacje na temat  warunków  zawarcia ślubu. Pierwszy ślub Alicji był tylko cywilny, w tamtych czasach to niektórym wystarczało. Ale Wilk nalegał na ślub w kościele. – Zawsze o takim marzyłem. Ale dopiero teraz mam odpowiednią kobietę-powiedział.
W kościele na chwilę zajaśniało- przez kolorowe witraże dostały się promienie słońca i roztoczyła się aura  mistyki i wieczności,  w której wierni nakazom Boga będą przebywać w rajskich ogrodach.
Ksiądz okazał się wyrozumiały, wystarczy dokumenty wymagane przy ślubie dostarczyć, odbyć przypisane nauki i można się pobrać, w Wielkanoc, w przyszłym roku.
Wrócili zadumani, trzymając się za ręce. W skrzynce przy bramie oprócz gazet była ozdobna koperta. To był list od Jana i zaproszenie na ślub!
- Niewiarygodne! On też się żeni!- zawołał Wacław. -Patrz- data- koniec grudnia, to już niedługo.  Ale ślub cywilny, bo Jan jest po rozwodzie. A przyjęcie, dla paru osób przygotują w domu. Będziemy tylko my i córka Jana, przyjedzie z Berlina.
Jan wyglądał jak człowiek, który szczęśliwie dobił do portu. Jola wyglądała olśniewająco w czerwonej , długiej sukni, z bukietem storczyków, jej ulubionych kwiatów. Zrobiła naprawdę wyśmienitą  kolację, tort weselny był z jednej z  najlepszych cukierni w mieście. Ale najbardziej ucieszyło wszystkich  pojawienie się córki Jana, Aleksandry, która  przyjechała z Berlina, gdzie mieszkała i pracowała. Wysoka, szczupła blondynka w okularach, z miłym  uśmiechem, ukazującym olśniewająco  białe zęby, nie wiadomo czy dar natury, czy piękna robota stomatologa. Okazało się, że niewiele  wiedziała o swoim ojcu, a właściwie  same złe rzeczy, zapamiętała tylko wieczne awantury z dzieciństwa, pijanego ojca, którego się bała, choć nigdy jej fizycznie nie skrzywdził i płaczącą matkę. Potem był wyjazd do Niemiec, trudne pierwsze lata w obcym kraju, pojawienie się partnera matki, potem urodziny  przyrodnich braci. Było spokojnie, ale niedługo. Śmierć Janka, jej starszego brata była dla rodziny pierwszą tragedią.  Ją zły los dopadł później, kiedy chłopak, którego pokochała pierwszą, bezwarunkową miłością trafił do więzienia. Zabił człowieka. To była jakaś awantura w knajpie, nie znał  go, czymś mu się ten obcy naraził i na oczach wszystkich zadał mu cios nożem, okazało się że śmiertelny. Od tego czasu jest sama ale radzi sobie dobrze.   Cieszy się, że Jan się  do niej odezwał, że jest z powrotem w kraju swego dzieciństwa.
-  Córeczko, jaki ja jestem teraz szczęśliwy, aż się boję, ze to nie dzieje się naprawdę. Mam ciebie, mam ukochaną kobietę- wszystko , co sobie mógłbym  zamarzyć. Jan miał w oczach łzy.
To były naprawdę piękne dni. Przywitano Nowy Rok  szampanem i życzeniami, aby wszystkim dobrze się działo.
-Teraz kochani kolej na was- powiedziała Jola. Kiedy wasz ślub?
 -Zaprosimy was, jak będziemy znali  datę, na razie nic nie ustalono- powiedziała ostrożnie Alicja.
Wracali w piękną zimową aurę. Pociąg mknął przez ośnieżone pola, na drzewach wisiały  białe kiście. Zimę spędzili w domu, sporo było książek do przeczytania, płyt do słuchania. Ani się spostrzegli, gdy przyszła wiosna. Zaczęły się prace w ogrodzie, słońce chociaż wczesne, ładnie grzało w plecy. Alicja zmęczona porządkowaniem ogrodu  na chwilę weszła do domu, by napić się kawy.
 I wtedy to się stało. Usłyszała pisk opon i odjeżdżające auto. Samochody rzadko jeździły ścieżką przed jej domem, toteż była  nieco zdziwiona.
-Wilku, czy to jakaś przesyłka dla nas? – zapytała. Zamawiałeś coś?
- Nie, nie zamawiałem, ale coś jest, ktoś wyrzucił coś z okna samochodu. Chodź prędko, Alka!
Alicja wybiegła. Wacław trzymał w rękach białe pudełko, ale chyba nie buty były wewnątrz. Zajrzała - patrzyły na nią czarne  błyszczące ślepka szczeniaka. Oniemiała z wrażenia.
-Co my z nim zrobimy? -spytał Wilk.
Szczeniak rozczulająco piszczał. Nie sposób było zrobić nic innego poza zabraniem go do domu. Tak też Alicja  zrobiła. Do miseczki nalała mleka i patrzyła, jak piesek chłepcze, jaki jest głodny.
-Chodź, zobacz, jaki jest  śliczny, taka brązowa puchata kulka. Ciekawe, jaka to rasa a może to kundelek? Nazwę go Irys, bo wylądował na grządce z tymi kwiatami. Swoją drogą, dlaczego akurat nam podrzucili tego szczeniaka…?
Wacław też się zdziwił i powiedział, że pójdzie do sąsiadów zapytać, czy widzieli samochód i jego kierowcę.
Napotkał Karola, który też widział to zdarzenie. Widział dokładniej – a mianowicie i kierowcę i pasażera.
-Nie zgadłbyś, ale autem kierował Kamil, a obok siedziała jego matka, Luiza i to ona wyrzuciła pakunek-oznajmił Karol.
Wacław Wilk chwilę się zastanawiał. Potem powiedział do Karola:
- Mam taka teorię, graniczącą z pewnością. Otóż jej szwagierka z zemsty za postępek Marceliny naszego Batmana zabiła, zginął przecież pod kołami jakiegoś pojazdu. A teraz, gdy sprawy z Kamilem potoczyły się pomyślnie ruszyło ją sumienie i postanowiła uradować Alicję w taki  właśnie sposób. A może to był pomysł Kamila? Ale chyba udało się sprawić jej radość, Alicja będzie miała nową miłość, o którą nie będę zazdrosny- uśmiechnął się. Tylko nie mówmy jej o niczym. Bo nie chciałbym  waśni rodzinnych. Batmana już nie wskrzesimy, zresztą był już mocno stary.
Wacław wrócił do domu.  W oczach Ali, trzymającej na kolanach Irysa zobaczył radość.
- Popatrz Wilku, prawie jak dziecko. Nie było mi dane być  matką, ale instynkt dbania o jakąś małą istotkę zawsze miałam. Wiesz, dzwoniła do mnie Helena. Była w Grabinie i usłyszała w sklepie , który prowadzą Luiza i Jerzy, że zostaną  dziadkami. Powiedziała to pracownica, którą ostatnio zatrudnili. Irka po tym wypadku, gdy straciła dziecko, znowu jest w ciąży. To  dobrze, prawda?

Zdzisława Wenska

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.