Weranda literacka

Jego historia



Na długim, jesiennym spacerze z psem Alicja rozmyślała o swoim pochopnym, jak jej się teraz zdawało, zaproszeniu Wacława do siebie.

- A jak się okaże , że to jakiś  psychopata o morderczych skłonnościach?- zadawała sobie w duchu pytanie. Wyglądał co prawda dobrodusznie, ale pozory często mylą. Miała przed oczami jego niewysoką, korpulentną  postać, z siwą  brodą i szarymi oczami, o trochę nieśmiałym spojrzeniu. Nie może być złym człowiekiem- zadecydowała. Ale z drugiej strony przyzwyczaiła się do życia w pojedynkę i lubiła nawet tę swoją samotność i towarzystwo psa. A jeszcze było w niej przekonanie, że Piotr, jej mąż, był tym jedynym i niezastąpionym i że nie ma w niej miejsca na nową miłość.
Wacław  pojawił się w umówionym terminie. Przyjechał trochę zdezelowanym fordem, z małą walizeczką, uśmiechnięty, wręczył jej bukiet żółtych róż i ucałował.  Alicja była zaskoczona- skąd wiedział, że to jej ulubiony kolor róż? Tylko to imię- Wacław… Jak do niego mówić Wacek? Wacuś?  Trochę śmiesznie…

- Mów do mnie” Wilku”, tak do mnie koledzy mówią, bo nazywam się Wilk. Wacław, to imię mam po dziadku, był Czechem.

Rozglądał się dookoła i podziwiał jej ogródek. Przywitał się z Batmanem. W domu pochwalił gustowne wnętrze i zjadł z apetytem ciastko, popijając kawą.

Następnie wyszli na spacer w kierunku miasteczka i Wilk chwalił  wygląd tej Grabiny, która jej się wydawała raczej zaniedbana. Nadal była podejrzliwa co do jego zamiarów. Jego wieczne zadowolenie zaczęło ją irytować.

- Nasze miasteczko pozostawia dużo do życzenia. Zobacz, ile tu  brzydkich, odrapanych domów. I te chodniki dziurawe- powiedziała.
- Ile tu pięknych, starych drzew, jakie urocze ogródki !- odpowiedział.
W miasteczku odwiedziła Luizę, swoją szwagierkę, załamaną po wyroku skazującym jej córkę  za zabójstwo. Miała nadzieję, że zajdą okoliczności  łagodzące surowy wyrok  piętnastu  lat więzienia. Oprócz Luizy nie było nikogo w domu, jej mąż i syn wyjechali na jakąś  wycieczkę z biurem podróży.
- Są w Egipcie, wracają za tydzień. Ja wolałam tu sobie wypoczywać- powiedziała Luiza. Ja muszę jakoś się  pozbierać po tej strasznej sprawie w naszej rodzinie…
- Miło mi poznać pana, panie Wacławie- przywitała się z gościem Alicji. Pocałował w rękę Luizę, tak jak uprzednio Alicję.
Luiza, jako świetna gospodyni,  zawsze była przygotowana na wypadek gości, więc podała pieczoną pierś indyka, własnej roboty konfiturę z żurawiny i szarlotkę. Zresztą Alicja uprzedziła szwagierkę o przyjeździe swojego znajomego z Kołobrzegu. Teraz była ciekawa opinii na jego temat. Wyszły obie z naczyniami do kuchni.
- Wydaje się  miły, nawet przystojny. Na długo przyjechał?
- Nie wiem, nie pytałam. Mam nadzieję, że na niezbyt długo.
-Moim zdaniem, on nie ma złych zamiarów- stwierdziła Luiza.
Alicja, uspokojona  nieco, oprowadziła jeszcze gościa po okolicy.
- Cieszysz się, że przyjechałem?- zapytał Wacław. Bo ja ogromnie chciałem cię znowu zobaczyć. Jestem taki samotny teraz, na emeryturze, gdy wracam do pustego domu…
-Od razu mi się spodobałaś, wydawało mi się, że znam  cię od dawna…
Alicja słuchała zaciekawiona. -To znaczy że kogoś ci przypominam? zapytała.
Wilk spojrzał na nią i powiedział patrząc jej w oczy.
- Tak, przypominasz  mi osobę, którą naprawdę kochałem. Jesteś podobna do mojej matki.
Alicja osłupiała. Nie spodziewała się takiego wyznania.  Ale nie było jej przykro, zastanawiała się tylko, co dalej  Wacław jej powie.
- Moja mama  tragicznie zginęła wiele lat temu, gdy jeszcze byłem studentem Szkoły Morskiej w Gdyni. Zabiła się, spadając ze schodów w kamienicy, w której mieszkaliśmy, w Poznaniu.
-  Ty jesteś do niej podobna, odrobinę starsza rzecz jasna, mama odeszła z tego świata  w wieku czterdziestu sześciu lat, ja miałem wtedy dwadzieścia…
Alicji  zrobiło się przykro, więc wyraziła swoje współczucie. Jej rodzice też nie żyli, ale ona już była dojrzałą kobietą wtedy i  pożegnała się z nimi ze smutkiem, ale nie rozpaczając.
Trochę spłoszona myślała:  -Mam teraz matkować temu starszemu już przecież facetowi? Absolutnie nie miała takiego zamiaru.
Wacław wyjął pudełeczko i wręczył je Alicji.
- Zauważyłem, że nosisz kolczyki. To jest pamiątka po mojej mamie .
Kolczyki były złote, z małymi chyba rubinkami, piękne.
-  Ale ja nie mogę przyjąć tak cennego prezentu- powiedziała.
- Możesz, nikt inny nie zasługuje na pamiątkę po mojej mamie- powiedział.
Uściskała Wacława i zapytała: - A jak mama miała na imię?
- Alicja, Alka mówił do niej ojciec.
To był rzeczywiście dziwny zbieg okoliczności.
W nocy Alicja długo rozmyślała nad całą sprawą i czuła, że wpakowała się w kłopoty. Owszem, polubiła tego Wilka ale nie na tyle, żeby snuć  z nim plany  na przyszłość . 
Przecież to już za późno na  miłość i małżeństwo- powtarzała sobie. A do tego – mam niańczyć dorosłego człowieka?
Rano ustalili, że Wilk zostanie u niej kilka dni, a potem pojadą do Poznania, gdzie mieszka starszy brat Wacława, Jan.
Wacław był pogodny, nie stwarzał problemów swoją obecnością. Oboje lubili spacery, gość znał się na roślinach  i rozpoznawał różne okazy nieznanych Alicji  ziół i  krzewów. Opowiadał też o swoich rejsach do południowej Ameryki. W trakcie jego zwierzeń Alicja zapytała go o sprawy sercowe. Okazało się, że przeżył niejedną przygodę miłosną, nawet już miał poślubić pewną  Brazylijkę, ale stchórzył w ostatniej chwili i zakończył romans. Płacił kilkanaście lat alimenty na córkę, którą widział dwa razy w życiu i która nie chciała go znać.
Alicja nie miała ochoty zwierzać się tak otwarcie Wacławowi, poinformowała go tylko, że jej mąż był pierwszym i ostatnim chłopakiem w jej życiu i że  bardzo go kochała.
- Czy ja ci nie przeszkadzam  moją obecnością? – zapytał.
- Nie skąd, ubarwiasz moją codzienność- odpowiedziała zgodnie z prawdą.
-Zakochałem się w tobie - oznajmił .

Chciała być szczera, więc odpowiedziała:- Pochlebia mi twoje wyznanie, ale wybacz, to się dzieje za szybko.
Już wiedziała, że Wacław nie ma złych zamiarów, ale jego wyznanie ją oszołomiło. Polubiła go na pewno, już  podczas jej urlopu w Kołobrzegu, ale z natury była nieufna i  obawiała się trochę tej znajomości. Był tak inny od Piotra…  Piotra  znała bardzo długo, był jej młodzieńczą miłością, czuły, poważny i opiekuńczy.  Zawsze wszystko wiedział, to on decydował za nią a ona wiedziała, że robi to dla ich wspólnego dobra.
 Wacław czekał  na decyzję Alicji w sprawia wyjazdu do Poznania.

I tak Alicja wyznaczyła dzień, w którym odwiedzą starszego brata Jana, z którym Wacław od dłuższego czasu utrzymywał  więź tylko telefoniczną.

Na miejsce pojechali  autem Wilka. Alicja wkrótce pożałowała tego kroku. Samochód był w kiepskim stanie i jazda był męcząca.

 Mieszkanie znajdowało się  w odrapanej kamienicy na Wildzie, przy ulicy Kosińskiego. Drzwi otworzył człowiek, który w niczym nie przypominał swojego młodszego brata.
- Boże, on wygląda jak stary sęp- pomyślała Alicja. Z tą łysą czaszką, nosem jak dziób i czerwoną cienką szyją.
Jan był wyraźnie wzruszony.
- Bracie, jak ja się cieszę, że cię jeszcze zobaczyłem przed śmiercią!- powiedział.
- Co ty Janek opowiadasz -zaprotestował Wacław. Ale widać, że był trochę wystraszony jego wyglądem .
- Chyba schudłeś, chory jesteś? Nic nie mówiłeś.
- No nie czuję się najlepiej, serce mi wysiadło- powiedział Jan.
Poczęstował ich herbatą i ciastem. Alicja rozglądała się po pokoju. Widać było, że rodzina żyła bardzo skromnie, meble były stare, ale nie antyki, tylko kiepskie wyroby sprzed pół wieku.

Jan skomplementował wygląd Alicji, brat uprzedził go, że przyjedzie z przyjaciółką i był uradowany, że Wacław nie jest już sam. Z powodu braku miejsca – były tylko dwa pokoje goście musieli spać w jednym pokoju, na jednej kanapie.
Chory Jan wstawał często w nocy i nie chciał  bratu przeszkadzać.
I tej nocy Alicja spała w objęciach Wilka i bardzo jej było z tym dobrze…

Następnego dnia Wacław wyszedł  aby uzupełnić braki w lodówce brata i Alicja została sama z Janem. Brat Wacława poprosił ją o chwilę rozmowy. Usiedli z filiżankami cienkiej herbaty.  Mężczyzna patrzył na nią wyraźnie przygnębiony.  Wyglądał naprawdę źle.
- Muszę ci coś powiedzieć, ale obiecaj, że nie powtórzysz tego Wackowi. Obiecała.
- Z naszą rodziną związana jest wielka tragedia, a może jakieś fatum. Jak wiesz, straciliśmy matkę w wypadku, zabiła się spadając ze schodów. Matka była piękną kobietą, jesteś do niej trochę  podobna, choć nie była ruda, tylko szatynka.
-To nie jest mój naturalny kolor, farbuję włosy od lat, z natury jestem brunetką- sprostowała Alicja.
- Ojciec matkę bardzo kochał i był o nią mocno zazdrosny-kontynuował . On był robotnikiem, pracował na trzy zmiany u Cegielskiego, mimo to ciągle brakowało nam pieniędzy. Mama  podjęła pracę jako kelnerka  i wtedy zaczęły się awantury. O to, że za bardzo o siebie dba, że pewnie ma kochanka. Wacław już był wtedy w szkole morskiej w  Gdyni, ja mieszkałem z rodzicami i słuchałem ich kłótni.

-To się zdarzyło w grudniu, ciemno już było, choć godzina nie była późna, pewnie koło ósmej. Kłótnia była straszna, matka krzyczała, że ma dość wszystkiego, że odchodzi do innego i wybiegła z  mieszkania. Po chwili  usłyszałem  łoskot i krzyk mamy a potem ciszę. Wyskoczyłem na klatkę schodową, a tam na dole  mama leży a ojciec nad nią jak skamieniały. W karetce lekarz stwierdził zgon.

 Ojciec zaczął pić po pogrzebie matki i nie przestał już do śmierci.  Najgorsze, że ja też dałem się wciągnąć w nałóg. Piliśmy obaj. Ojca wyrzucili z pracy, ja pracowałem jeszcze jakiś czas, Wacek jak już zaczął pływać na statku jako marynarz, przysyłał nam pieniądze, bo tych ciągle brakowało. Ale najgorsze przyszło potem. Ojciec zmarł na zawał, ale przed śmiercią wyjawił mi, że mama nie spadła ze schodów nieszczęśliwie tego strasznego wieczoru. On ją zepchnął!

 Jak się później okazało, mama owszem była zalotna, podobała się mężczyznom, ale nigdy go nie zdradziła, o czym poinformowała  mnie ciocia, siostra mamy.

-Ta sprawa zaciążyła też na moim życiu. Ożeniłem się, mam dwoje dzieci, ale z powodu mojego  pijaństwa żona ode mnie uciekła, nie chce utrzymywać ze mną żadnych kontaktów. Gdzieś wyjechała, zabrała dzieci i tak zostałem sam na stare lata. Mam tylko  brata.

Wacław się pojawił z zakupami i Alicja zadecydowała:
- Wilku, muszę wracać, Batman jest chory, dzwonił do mnie sąsiad- zmyśliła bajeczkę. Ty sobie pobądź trochę z Janem a ja wrócę do Grabiny. Pociągiem do Wrocławia, a potem zobaczę jak dalej, pewnie pekaesem.
- Myślałem, ze razem wrócimy- zaprotestował . 
-Nie, ja sobie poradzę, a ty zajmij się  bratem- stanowczo  oznajmiła Alicja.
- To przynajmniej odwiozę cię na dworzec- powiedział.
Wyruszyła pociągiem z dziwacznego poznańskiego  dworca kolejowego, który był mało znaczącą doczepką do galerii handlowej.  Do Grabiny zawiózł ją szwagier,  okazało się, że był akurat we Wrocławiu w sprawach firmy, którą prowadził.
Wacław dzwonił do niej często, rozmawiali czule, ale na razie nie było mowy o jego powrocie. Postanowił zająć się zdrowiem Jana. Był z nim u paru lekarzy, uspokoił się, że chorobę można powstrzymać odpowiednią dietą, opieką i zmianą klimatu.

- Wyobraź sobie Alu, że Jan wraca ze mną do Kołobrzegu, bo zawsze marzył, że będzie mógł zamieszkać nad morzem, tylko nie miał odwagi poprosić mnie, żebym go do siebie zabrał…
I co ty na to? Nie gniewasz się, ze nie wrócę na razie do ciebie?
- Ale skąd!- zaprzeczyła.

Teraz, gdy zaczynała myśleć o nim jako swoim mężczyźnie musiała „ odstąpić” go na  jakiś czas choremu bratu.  Nie wiadomo, na jak długo. Ale przecież sama zdecydowała, że Jan musi mieć opiekę kogoś  bliskiego.

Jan czuł się coraz lepiej, jak informował ją Wacław, ale wracać do Poznania, do tej ponurej kamienicy nie chciał. Mieszkanie  nie było jego własnością i po prostu oznajmił właścicielowi kamienicy, że nie wróci. Osobiste pamiątki zabrał jadąc z Wacławem do Kołobrzegu, do mebli nie był przywiązany.

Alicja czekała na przyjazd Wilka, z początku niecierpliwie, ale po upływie połowy roku przestało jej  tak zależeć na tej znajomości. Czuła się w jakiś sposób oszukana. Mimo, że Wacław zapewniał ją o swoich uczuciach.

- Nie  mogę na razie zostawić brata samego- tak się tłumaczył.
 Jan bardzo się zmienił. Na przysłanej fotce już nie przypominał wygłodzonego sępa, twarz mu się wypełniła, uśmiechał się.
- Cieszę się bardzo, że Jan zdrowieje- powiedziała Alicja.
- Przyjadę do ciebie za dwa tygodnie. Czy tego chcesz? – zapytał.
- Ciebie zawsze chętnie będę widziała- powiedziała.
Życie nadal miało dla niej swoje uroki- spacery z psem, pielęgnacja ogródka. Z  atrakcji miasteczkowych czekało na nią zaproszenie na ślub Heleny Stebnickiej z Karolem, sąsiadem Alicji.
- Ja w żaden sposób nie mogłabym wyjść za mąż za Wilka - śmiała się kiedyś. Nazywam się Sarna.

Zdzisława Wenska

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.