Weranda literacka

Jezioro Moczydło

Jesień tego roku była taka, jakiej się zwykle oczekuje. Poranne mgły unosiły się z wolna, by ukazać złoto i czerwień liści drzew, jeszcze zieloną trawę i późne kwiaty w ogródku Alicji.

Kupili drugi rower, aby razem jeździć na wycieczki. Wacław na przedzie, Alicja za nim zwiedzali okolice Grabiny.  Alicja z pewnym trudem dała się przekonać do jazdy, kilkadziesiąt lat minęło od jej ostatniej eskapady tym pojazdem. Ale było naprawdę wesoło, Wacław umiał wprowadzić ją w dobry nastrój, znał różne anegdoty  o znanych ludziach i ciekawostki ze świata przyrody. Raz co prawda spadła z roweru podczas skręcania  na boczną ścieżkę, ale nie zniechęciło to jej do dalszych wyjazdów.

Wacław na razie zamieszkał u Alicji, nie spieszył się z powrotem  do Kołobrzegu. Jego brat wypytywał go co prawda o datę powrotu, ale on zbywał Jana wymijającymi odpowiedziami.

W końcu Jan oznajmił, że musi pojechać do Poznania, żeby załatwić formalności związane z jego dawnym mieszkaniem.
- Może was odwiedzę, przy okazji- powiedział.
Oczywiście, zapewnili, że bardzo się z tego cieszą, ale nie była to prawda. Dobrze było im we dwoje. Alicji trudno byłoby sobie wyobrazić dalsze życie w samotności. Tak samo jak  ciężko byłoby jej z nieść dłuższy pobyt drugiego Wilka.
Podczas jednej z wycieczek Alicja i Wacław dotarli do  wsi o nazwie Mokre. Trafili na zbiegowisko ludzi u brzegu jeziora.
- Ktoś się  utopił- zawyrokowała Alicja.
- Nie mam ochoty oglądać topielca- powiedział Wacław. Jedźmy dalej- poprosił.
Ale ona podeszła do grupki gapiów.  Kobieta, na oko pięćdziesięcioletnia rozpaczała głośno.
-Synku, co oni ci zrobili! Łotry i mordercy! Zapłacą mi za to!
- Mamo, uspokój się- zwracał się do kobiety jakiś chłopak. Nie wiadomo co się stało- może sam się utopił?
- Robert? Nigdy w życiu! To ona i jej kochanek go zabili!
Wacław poprosił Alicję: - Kochana, chodźmy stąd. To jest dla mnie za trudne. Więc odjechali w stronę Grabiny.
Ale Alicji ta sprawa nie dawała spokoju. Następnego dnia, pod pozorem zrobienia zakupów w miasteczku, pojechała sama do Mokrego, gdzie z jeziora Moczydło wyłowiono młodego  mieszkańca tej wsi.
Udając dziennikarkę zapukała do drzwi jednego z domów. Wieś była niewielka i  miała nadzieję dowiedzieć się czegoś na temat tego  nieszczęśliwego  wypadku. Rozmawiała z młodym rolnikiem, który znał denata i nie miał o nim dobrej opinii.
- To był pijak i awanturnik. Znęcał się nad żoną, uciekała przed nim po nocach… A dzieci do babci, czyli jego matki. Wiem coś o tym, bo do mnie uciekała…  Alicja uważnie spojrzała na swego rozmówcę.  Duży, barczysty,  z  okrągłą twarzą o rysach dziecka, budził zaufanie. Więc to u niego chroniła się maltretowana żona denata?
- Czy pan podejrzewa kogoś o zbrodnię?  Mówiono, że znaleziono utopionego z kamieniem przywiązanym do nóg. Trudno sobie wyobrazić, że nie było w tej  śmierci udziału osób trzecich.
Mężczyzna wydawał się zdenerwowany. Krzyknął do Alicji:
-Robert groził mi, że mnie zabije, jak się będę wtrącał w jego sprawy. Ja się go nie bałem, jestem silniejszy i znam sztuki walki, on był raczej cherlawy. Zresztą do kieliszka lubił zaglądać jeszcze przed ślubem z Marysią. Ale ja mu krzywdy nie zrobiłem. Litowałem się nad jego żoną, a potem miedzy mną a Marysią nawiązało się uczucie…
-Myśli pan, że miał jakichś wrogów?- zapytała Alicja.
-Tego nie wiem, może jakiś kumpel od kieliszka miał do niego jakąś sprawę i to się źle skończyło. Ja jestem niewinny, choć matka Roberta mnie oskarża.
- Czy mógłby pan pokazać mi, gdzie jest dom rodziców Roberta?
-Dom jego matki  i brata, ojciec nie żyje.
Stremowana Alicja podeszła pod ładny, nieduży domek wskazany jej przez rozmówcę, Pawła. Kobieta w żałobie, zapłakana siedziała na tarasie z pustką w oczach.
- Dzień dobry, jestem dziennikarką lokalnej gazety. Czy mogę zamienić z panią parę słów?
Kobieta wstała nagle i krzyknęła- Niech się pani wynosi! Nie potrzeba tu prasy! Wystarczyło, że policja mnie wypytywała! Już mówiłam, że to sprawka tej zdziry, mojej synowej! Znalazła sobie kochanka i oboje zamordowali mojego Roberta!
Alicja ponowiła próbę rozpoznania sprawy kilka dni później, przez żonę aspiranta policji, z którą widywała się u Heleny, sąsiadki. Było podejrzenie udziału osób trzecich w śmierci Roberta Nowaka. Sąsiedzi słyszeli  kłótnie Roberta i jego żony przed domem. On ją lżył i popychał, ona płakała i życzyła mu nagłej śmierci. Widziała to kobieta, która mieszkała niedaleko,  kiedy wracała z wiejskiego sklepu. Do tego matka denata oskarżała synową, że zabójstwa dokonali synowa z kochankiem, Andrzejem, u którego pomieszkiwała.
Annę zaaresztowano, Andrzeja potem też. Nie sposób było związać w  pojedynkę dorosłego człowieka, zwłaszcza, że Anna była kobietą filigranową.
W domu  na Alicję czekały nowiny. Nie była zadowolona, ale udawała, że się cieszy. Wacław oznajmił, że Jan jednak przyjedzie w odwiedziny do nich, a potem we troje pojadą do Kołobrzegu.
- Mówił mi, że ma pewne wiadomości o swojej żonie i córce. Ma nadzieję, że uda mu się nawiązać z twoją pomocą kontakty z nimi. Bo syn niestety zmarł kilka lat temu, na jakąś tropikalną chorobę, której się nabawił podczas swoich egzotycznych podróży.
- No cóż, będziemy musieli jakoś to przeżyć, tę jego wizytę- powiedziała.
Myślami była przy samobójcy, a może ofierze zbrodni. Sprawa na razie utkwiła w martwym punkcie. Nie było powodów  dalszego pobytu w areszcie wdowy i sąsiada. Nie wolno im było tylko nigdzie wyjeżdżać.
Alicja odwiedziła jeszcze raz Mokre, aby porozmawiać z Marysią,  wdową. Była to śliczna dziewczyna, dwudziestoparoletnia, już mama dwóch dziewczynek, sześcio – i czteroletniej.  Wszystkie trzy były mocno wystraszone, niechętnie powitały gościa. Z rozmowy z Marysią  wynikało, że jak  większość mężczyzn alkoholików był dobrym mężem i ojcem, kiedy był trzeźwy, ostatnio było jednak coraz gorzej. Dzieci nie wiedziały o śmierci ojca, przekonała je matka, że wyjechał w długą podróż.
- Wie pani, jest mi go żal, że skończył ze sobą, ale naprawdę to nie moja wina, ani Andrzeja…Jest moim przyjacielem, kocham go, on też mnie kocha. Może kiedyś się pobierzemy, jak się sprawy wyjaśnią i żałoba skończy. Teściowa mnie nienawidzi, nigdy nie miałam w niej oparcia. Mamy nie pamiętam, zmarła, gdy miałam dwa lata, ojciec się drugi raz nie ożenił, mam starszego brata, mieszka w Zakopanem, bo stamtąd  pochodzę i chciałabym tam wrócić…
-Ale pani mąż został znaleziony z ciężkim kamieniem przywiązanym do nóg. To jednak było morderstwo- powiedziała Alicja.
Na twarzy Marysi nie widać było wzruszenia, raczej ulgę człowieka oswobodzonego z ciężkiej opresji, jaką było jej małżeństwo..
- Może ktoś z jego kumpli od kieliszka jest sprawcą, dlaczego policja nie szuka podejrzanych wśród miejscowych pijaków ?
Sprawa nie była łatwa, podejrzani mieli alibi- byli ze sobą w tę noc, gdy zginął tragicznie Robert. Ale poza nimi nikt tego nie potwierdził.
Jan pojawił się u Alicji. Duża zmiana nastąpiła w jego wyglądzie - utył i nabrał kolorów, widać służył mu nadmorski klimat.
- Jak ja wam zazdroszczę, że tworzycie taką zgodną i dobraną  parę- powiedział  krótko po przyjeździe. Moje życie to pasmo nieszczęść- żalił się nad sobą.
Alicja nie kryła irytacji. -  Nie uważasz, że jest sporo twojej winy w tym, że zostałeś sam?
Jan miał inne usposobienie niż Wacław, dostrzegał tylko złe strony życia i uważał, że ze strony brata, mimo że ten był młodszy, należy mu się staranie i opieka.
- Będę musiała  odnaleźć tę jego żonę i córkę, bo inaczej się nie odczepi- myślała ze złością Alicja.
Czasami zostawiała braci samych i udawała się do Grabiny. Odwiedziła szwagrostwo, wypytywała ich ostrożnie o Kamila.
- Szukaliśmy mu dziewczyny, żeby jednak spróbował jeszcze raz, bo przecież jest taki młody, że nie może zamykać się na życie. Znajoma ma cztery córki, wszystkie panny, od dwudziestki do  trzydziestki, ładne, inteligentne, wykształcone. To się dla świętego spokoju umówił na parę randek i dalej nic. Chyba jednak zostanie tym księdzem, już się z tym pogodziliśmy- westchnęła Luiza.
- Tworzyliby piękną parę z Darią- zasugerowała Alicja.
- Z tą głuchoniemą? – zdziwiła się Luiza. Nie sądzę, nawet nie wiem, czy chciałabym mieć taką synową.
Alicja pożegnała się i wyszła zamyślona. Odwiedziła jeszcze w szpitalu Elwirę, akurat Kamil też tam był.  Widziała, jak rodzeństwo obejmuje się  w milczeniu. Wzruszona wyszła.  Była jedynaczką, zawsze miała  o to żal do rodziców, choć nie pytała ich nigdy, dlaczego nie mają więcej dzieci. Dopiero na pogrzebie matki  ciotka powiadomiła  ją, że jakaś  dziewczynka urodziła się martwa, rok przed przyjściem na świat Alicji. Alicja była zdumiona, że rodzice ukryli przed nią tę tragedię.

Trudne chwile nastały w domku Alicji. Gość nie bardzo kwapił się do wyjazdu, narzekał na samotność, która mu z wiekiem coraz bardziej doskwierała. Jednak sam nie czynił żadnych wysiłków, żeby tę sytuację zmienić. Wygodniej mu było żyć obok brata i jego narzeczonej.

W końcu postanowili pojechać wszyscy do Kołobrzegu,  choć to nie była pora do korzystania z uroków morza. Alicja postawiła jeden warunek – zabierają psa.

To był dobry pomysł, pomijając trudną podróż autobusem i pociągiem. Spacery po wyludnionej plaży z Batmanem to było to, czego brakowało Alicji i psu również. Z daleka od codzienności, w scenerii zimowego Bałtyku Alicja odżyła.

Zawsze pilnowała swoich finansów- oprócz emerytury wpływały pieniądze z wynajmu mieszkania po rodzicach. Ponieważ nie wydawała pieniędzy na stroje - rzadko kupowała sobie coś nowego -zawsze jej starczało na inne potrzeby.  Domyślała się, że Wacław pomaga bratu finansowo więc pilnowała, żeby sama płacić swoje rachunki.

Trzeba było wracać w końcu do domu. Tylko jak załatwić sprawy Jana?
- Czy ty miałeś jakieś wiadomości o swojej byłej żonie i córce?- zapytała Jana któregoś dnia.
- Nie,  Lidia odeszła ode mnie z dziećmi i nie powiedziała dokąd. Podobno wyjechała z kraju. Znała niemiecki, może do Niemiec?
Alicja zirytowana bezradnością Jana zapytała ze złością :
- Czy twoja żona nie ma tu w kraju żadnej rodziny?
- Jest jej młodsza siostra, ale Lidia zabroniła jej mówić gdzie mieszka w Niemczech. Wiem tylko, że mój synek Jaś nie żyje…
Żal się zrobiło Alicji, gdy spojrzała na biednego, smutnego Jana.
- Nie mamy innego wyjścia, odwiedzimy tę jej siostrę, bo domyślam się, że nie znasz jej numeru telefonu. Teraz ja wrócę do mojego domu i spotkamy się w Poznaniu- chyba wiesz gdzie ta siostra mieszka?
Alicja wróciła do Grabiny. Po dwóch tygodniach otrzymała wiadomość, że jest zamówiony nocleg w hotelu w Poznaniu. Tak się dobrze złożyło, że sąsiad, Karol wybierał się do tego miasta w interesach i zaproponował Alicji wspólną podróż. Czas mijał szybko, Karol był pogodny i dowcipny.
 Hotel znajdował się niedaleko Starego Rynku, a siostra byłej żony Jana mieszkała w dzielnicy Grunwald. Taksówka zatrzymała się przed starą willą z ogrodem. Jan był podekscytowany. W aucie zwierzał się;
- To piękna dziewczyna była, ta jej siostra Jola. Przypominała Elizabeth Taylor, w niej się kochałem, ale ona mnie lekceważyła, wyszła za mąż za syna właściciela szklarni, to wtedy byli zamożni ludzie. Jej starsza siostra Lidka średnio mi się podobała, ale była miła i spokojna i chętnie zgodziła się  zostać moją żoną.
Jan westchnął. -Może gdybym z Jolą był, to nie piłbym tyle?
-Janku, nie rozczulaj się nad sobą- powiedziała Alicja. Musimy działać, jak chcesz się czegoś dowiedzieć.
Dzwonek do furtki uaktywnił dwa duże psy, które podniosły głośny alarm. Pokazała się kobieta, z dużą nadwagą, z włosami upiętymi w rodzaj koku.
-Chcielibyśmy porozmawiać- zaczęła Alicja.
- Dziękuję, nie rozmawiam na tematy religijne- odrzekła właścicielka. -Zizi,  Mimi- spokój -zwróciła się do psów.
-Bierze nas za Świadków Jehowy- zaśmiała się Alicja.
Jan się odezwał – Jolu, nie poznajesz mnie?
Kobieta przyjrzała się uważnie pytającemu i raptem uśmiechnęła się i rzeczywiście była w tym uśmiechu podobna do słynnej aktorki.
-Janek? Wacek? Zapraszam do domu- otworzyła furtkę i przytrzymała suki, które zostały na zewnątrz.
Alicja rozejrzała się po salonie. Był umeblowany ciężkimi, ciemnymi meblami, kanapa i fotele obite brunatną skórą. Gdyby nie spora ilość roślin, byłoby to ponure wnętrze.
- To moja narzeczona, Alicja- powiedział Wacław i pocałował Jolę w rękę.
- Miło mi  panią poznać –powiedziała Jola.
Jan się odezwał: - A gdzie twój mąż, Edek?
- Nie żyje, już pięć lat minęło. Rak- odpowiedziała. Sama jestem, dzieci nie mam.
- To podobnie jak ja, też jestem bezdzietna- odezwała się Alicja.
Teraz Jan się odezwał: - Słuchaj Jolu, przyjechaliśmy, aby dowiedzieć się czegoś o Lidce i naszych dzieciach. Wiem, że Jaś, mój syn, nie żyje. Ale co z Małgosią, córką?
Jolka przyniosła z kuchni imbryk z herbatą.

 - Kawy nie mam, bo nie piję. A jeżeli myślisz o mojej siostrze, to nie licz, że ją zobaczysz. Nie podam ci jej adresu, bo sobie tego  nie życzyła. Ma męża, Niemca i dwóch synów, mieszkają w Berlinie. Po waszym rozwodzie pojechała z dziećmi do Niemiec, jak wiesz znała dość dobrze niemiecki. Przedtem mieszkała czas jakiś u mnie i wiem, jakie koszmarne miała z tobą życie.  W Berlinie znalazła pracę w restauracji,  poznała Kurta, też rozwodnika i pobrali się. Kurt jest właścicielem dość dobrze prosperującej restauracji, więc wiodą spokojne i dostatnie życie.

- Cieszę się, choć jest mi też smutno- powiedział Jan. A co z naszą córką?
- Była tu u mnie ostatnio, jest nauczycielką biologii w szkole podstawowej, bardzo się lubimy.
-  Nie śmiem cię prosić Jolu, ale czy mogłabyś mnie z  nią skontaktować?  Tyle lat minęło odkąd ją widziałem, jestem już stary i schorowany, chciałbym się spotkać z Małgosią przed śmiercią.
Jola spojrzała na niego, uśmiechnęła się i obiecała, że poda Małgosi numer jego telefonu .
Alicja zaczęła już kombinować, jakby tu skłonić tę parę ludzi do nawiązania bliższej znajomości.
- Jan naprawdę się zmienił, chorował ale już się dobrze czuje i przestał całkiem pić- powiedziała do Joli.
Potem odezwała się do Wacława:
-Wilku, obiecałeś mi zwiedzanie  Palmiarni, podobno jest piękna.
Wacław spojrzał na nią zaskoczony, ale  szybko się zorientował w czym rzecz. – Oczywiście, zaraz idziemy, a ty Janku porozmawiaj jeszcze z Jolą o starych, dobrych czasach. Wrócimy za dwie godziny. Dwie godziny szybko minęły wśród tropikalnych roślin i  akwariów z egzotycznymi gatunkami ryb.
Jola i Jan wyglądali na zadowolonych ze spotkania. Szczególnie Jan. Czas widocznie upłynął im szybko i przyjemnie. Jola miała piękny uśmiech i widać było, że Janowi nadal się podoba .
-Jak to dobrze, że przyjechaliśmy do pani, szukając byłej żony Janek znalazł dawną miłość- powiedziała uradowana obrotem sprawy Alicja.
- Zawsze Janka lubiłam i nadal będę go chętnie widzieć-  powiedziała z uśmiechem Jola.
Alicja i Wacław pożegnali się, bo ich pociąg do Wrocławia niebawem odjeżdżał. Jana pociąg do Kołobrzegu nieco później.
 Jan  był uradowany zaproszeniem Joli do niej na Gwiazdkę.
- Oboje jesteśmy samotni, to będą piękne święta! Może i Małgosia przyjedzie!
 Alicja jeszcze nie widziała tak rozradowanej twarzy Jana. Wacław też się cieszył. – Może zamieszka u tej Joli, znajdzie spokój,  będzie się ktoś o niego troszczyć, a my będziemy nareszcie wolni.

Wiem, że to trochę egoistyczne, ale już go miałem dosyć. Przytulił Alicję.- Nareszcie sami- powiedział.

W Grabinie czekały na nich wieści. Głośna sprawa zwłok znalezionych  w jeziorze Moczydło wyjaśniła się w nieoczekiwany sposób. Na policję zgłosiło się dwóch mieszkańców pobliskiej wsi Lipowce, leżącej po drugie stronie jeziora. Okazali pismo, które wręczył im Robert, w którym prosił ich o przysługę- chciał popełnić samobójstwo, ale potrzebował pomocy. Więc mu obiecali, za niedużą kwotę, bo nie dawał im spokoju, że wrzucą go, obciążonego kamieniem do wody. Podejrzenia miały paść na jego żonę i jej kochanka.

Obaj mężczyźni nie poczuwali się do winy- spełnili tylko w swoim mniemaniu dobry uczynek- Robert nie chciał żyć, wyraźnie o tym pisał.  Sąd jednak był innego  zdania co do ich czynu. Czekała ich odsiadka, choć wyrok nie był surowy.
Zdzisława Wenska

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.