Weranda literacka

Kazik

Kazik

Tęsknię. Spoglądam na drzwi balkonowe i wydaje mi się, że widzę ogromne zielone oczy, wpatrzone w szybę z nadzieją, że go wpuszczę, i pyszczek ze sterczącymi wąsami. Brak mi go szczególnie teraz, w czasie zarazy, gdy życie wywróciło się do góry nogami. Potworne było to zamknięcie w domu, gdy zakupy zostawiano mi pod drzwiami, a rozmowy telefoniczne miały zastąpić osobiste kontakty. No i te "zamordki". Wprawdzie ktoś usiłował mnie rozśmieszyć i  pocieszyć, że to fajnie, bo można bezkarnie komuś nielubianemu wystawić język lub zrobić minę. A najgorsze to zamknięte kina, teatry, odwołane koncerty. Uwielbiałam sierpniowe koncerty organowe w kościele św. Krzyża,  w ramach festiwalu „Non Sola Scripta”.  Nie będzie ich w tym roku.
    
Wracam do mojej tęsknoty, która na imię Kazik. Pewnego letniego dnia, czytając książkę na balkonie poczułam lekkie łaskotanie pod kolanem. To był on - piękny czarny kotek. Głaskałam go pytając skąd się wziął. Od razu mi pokazał przechodząc po gzymsie na sąsiedni  taras. I tak się zaczęła moja przyjaźń z kotem. Od właścicieli dowiedziałam się, że przywieźli go z Podhala i nazwali Kazik.

Codziennie odwiedzał mnie, uprzejmie jedząc to, czym go (za zgodą właścicieli) częstowałam. Był młodziutkim kotkiem, pragnącym pieszczot i skorym do zabawy. Młodzi właściciele pracowali i kotek długo był sam, więc sporo czasu spędzał u mnie wskakując na kolana lub śpiąc na moim karku. Z jednej strony mojej szyi zwisał mu łebek, a z drugiej ogon i tylnie łapki. Komiczna pozycja.

Ponieważ mieszkam na parterze i pod moim balkonem posadziłam rdest, który oplótł balkon gęstwiną gałązek – mieliśmy ułatwione kontakty. Umożliwiało to wspinanie się Kazika i odwiedzanie mnie, co czynił chętnie,  i niespodzianie zjawiał się milcząco, zaskakując mnie nagłym przyjściem.
Kazik, jak na kota przystało, zachowania miał kocie. Zimą, gdy wypuszczałam go na balkon, wystawiał głowę i przednie łapy za drzwi, a resztę zostawiał w pokoju. Musiałam mu pomóc w podjęciu decyzji i delikatnie popchnąć, co było skwitowane prychnięciem. Dostawałam też dowody przyjaźni w postaci upolowane myszki lub ptaszka.
Kotek dorósł i zaczął walczyć o swój teren z innymi kotami. Lubiłam patrzeć jak spacerował po podwórku rozglądając się z pytaniem w oczach: „Komu by tu jeszcze przyłożyć?” Z wiekiem zrobił się też mniej ufny. Przypuszczam, że lubił zaglądać do innych mieszkań (otwarte tarasy) i nie wszędzie był mile witany. U mnie też zmienił przyzwyczajenia, ale niezmiennie musiał zwiedzić mieszkanie, wejść do szafy (ach te niedomknięte drzwi), szuflady i choć na trochę do pudła, które specjalnie dla niego trzymałam w kuchni. Ale zrezygnował  z moich kolan i spał na kanapie lub fotelu.

Pewnego dnia wróciłam wieczorem do domu i zastałam Kazika leżącego na moim leżaku na balkonie. Ponieważ zmierzchało się, nie od razu zauważyłam przyczynę jego obecności. Otóż okazało się, że Kazik zamiast ogona ma coś krwawego, bez futerka, same kostki. Pobiegłam po właściciela, który natychmiast zajął się kotem. Weterynarz stwierdził, że najprawdopodobniej jakiś pies oskalpował mu ogon, który trzeba było amputować. I tak Kazik został bez ogona. Nie zmieniło to na szczęście jego charakteru i nie pozbawiło umiejętności chodzenia po gzymsach i drzewach - czego się obawiałam – wszak ogon dla zwierzęcia jest swoistym balansem.
Niestety nasza znajomość dobiegła końca, bo młodzi ludzie przenieśli się wraz z córką Emilką i kotem Kazikiem do nowego domu. Minęły już 3 lata, a ja nie mogę zapomnieć mojego puszystego, mruczącego przyjaciela.
    
Ewa Semków

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • Zofia 23/09/2020, 9:47

    "Poznasz siebie, poznając własnego kota".
    A decyzja o własnym kocie, zależy właśnie tylko od nas - ludzi. Pozdrawiam serdecznie.

  • Magdalena Izabella Bielicka 22/09/2020, 12:05

    Pozwalam sobie dołączyć jeszcze informacje na temat felinoterapii, czyli terapii przy pomocy kotów,do czego zachęciła mnie pani Zofia Górska z Łodzi. Napisałam ten tekst na stronie interentowej magazynu KOCIE SPRAWY, którego przez wiele lat byłam redaktorką naczelną. Może ten tekst pomoże pani Ewie Semkow do podjęcia cudownej decyzji o przyjęciu kota pod swój dach, czego serdecznie życzę. Na tejże stronie www można znaleźć szereg artykułów na temat felinoterapii, które ukazały się w naszym piśmie w cyklu:
    Ludzkie sprawy w kocich łapkach
    Felinoterapia albo koto-terapia jest jedną z form animaloterapii. Tutaj kot stanowi pomost, po którym terapeuta dociera do osoby potrzebującej i nawiązuje z nią kontakt. Felionoterapia jest formą terapii kontaktowej. Opiera się na założeniu, że kontakt ze zwierzęciem przyczynia się do poprawy zdrowia fizycznego i psychicznego człowieka, dzięki czemu zwiększają się czynności poznawcze i polisensoryczne pacjenta. Jest to terapia, która przełamuje wszelkiego rodzaju ograniczenia, ułatwia komunikację, rozwija zdolność okazywania uczuć i emocji, zmniejsza poczucie samotności. To także zabawa i edukacja wspierana udziałem mruczącego terapeuty. Chwile spędzane z kotem emanują ciepłem miękkiego futra, spokojnym mruczeniem, a muśnięcie łapką niespodziewanie potrafi zmienić nasze widzenie świata... Felinoterapia - to klucz do lepszego życia.

  • Magdalena Izabella Bielicka 21/09/2020, 14:57

    Piękne kocie wspomnienie:) Czytając początek bałam się, że zakończenie będzie smutne. Jest smutne, ale i i pozytywne, bo kot się wyprowadził. Rozumiem tęsknotę Autorki, ponieważ kot to wspaniały przyjaciel i zachęcam Panią Ewę do znalezienia swojego osobistego Mruczysława. Czekają w niejednym schronisku. Polecam te samotne, opuszczone przez swoich opiekunów.

  • Isabel 18/09/2020, 17:15

    Bardzo piękna i poruszająca historia... gratuluję.

  • Ewa Radomska 18/09/2020, 9:06

    Ponieważ mój zwrot "I proszę pisać Pani Ewo!" odebrany został przez jedną z internautek jako, że ja życzę sobie aby do mnie zwracać się "Pani Ewo" - co za nieporozumienie!
    A to przecież nic innego tylko doping i zachęta dla Pani Ewy Semków do dalszego pisania, która bardzo ładnie z talentem napisała swoją opowieść o kocie Kaziku , a ponieważ jest polonistką z wykształcenia, więc proszę pisać jak najwięcej Pani Ewo Semków z Wrocławia i przysyłać do Werandy Literackiej!!!

  • Ewa Radomska 17/09/2020, 7:54

    Tekst ten uzyskał III miejsce w konkursie literackim "Wakacje z koronawirusem w tle".
    Serdeczne gratulacje!
    I proszę pisać Pani Ewo!