Weranda literacka

Leśna droga


-Batman, Batman, gdzie jesteś ?! -  kobiecy głos rozległ się w ciszy leśnego zagajnika. Za chwilę pokazała się  osoba w nieokreślonym wieku, z rozwianymi rudymi włosami, zarumieniona od biegu i zirytowana ucieczką ulubieńca. Pies obwąchiwał coś pod drzewem i nagle zaczął szczekać. Był mieszańcem, czarnym, wyróżniał się długimi uszami i krótkimi nogami.

Kobieta podeszła bliżej i zmartwiała. Spod sterty liści wystawała ludzka ręka. Szybko nałożyła smycz psu i pobiegła w stronę osiedla domków, gdzie mieszkała.

Wezwana policja pojawiła się w osobie wysokiego i przystojnego funkcjonariusza, który  najpierw spisał jej personalia.

- Nazywam się Alicja Sarna, mieszkam tu od paru lat, od śmierci męża samotnie. Zazwyczaj spaceruję sobie z psem, codziennie rankiem, tam po tym zagajniku i dziś pies znalazł zwłoki ludzkie, pokażę panu miejsce.- Batman chwilę biegał bez smyczy, no i trafił na nie.

Na miejsce podjechali radiowozem. Alicja wolała nie patrzeć na dalszy ciąg zdarzeń. Wróciła do domu, wzięła na uspokojenie lexotan i położyła się. Za chwilę musiała wziąć jeszcze tabletkę na ból głowy.

Następnego dnia podjechała do pobliskiego miasteczka, aby się dowiedzieć o sprawie. Przy rynku, opodal ratusza, mieszkał brat jej męża, z żoną i dwójką dorosłych dzieci. Zawsze zdumiewał ją wygląd rodzeństwa- dziewczyna, Elwira nieładna, z sylwetką raczej męską,  podczas gdy jej brat Kamil wyglądał jak cherubinek, z długimi lokami i wielkimi jasnymi oczami. Elwira była starsza, była panieńskim dzieckiem szwagierki, Luizy i dobiegała trzydziestki, podczas gdy Kamil, brat, miał chyba ze dwadzieścia.

Pojawił się też brat jej męża i jego żona. Oboje już wiedzieli o zbrodni i oczywiście byli wstrząśnięci. Zamordowana dziewczyna była poszukiwaną od miesiąca jedyną córką miejscowego właściciela fermy kurzej. Rodzinie powiedziała krótko przed zaginięciem, że jedzie do Wrocławia, gdzie studiowała iberystykę a potem zamierzała wyjechać na miesiąc do Chin, które ją zawsze intrygowały.

-Coś jeszcze o niej wiecie? - zapytała Alicja .

Patrzyła przy tym na Jerzego, szwagra, który do bólu przypominał jej męża Piotra, zmarłego nagle na atak serca przed czterema laty. Ta sama wyprostowana sylwetka, uśmiech i coś wyjątkowo sympatycznego w spojrzeniu. Za to Luiza szwagierka, z małymi, rozbieganymi oczkami nie wzbudzała w niej sympatii, choć nie miały nigdy z sobą na pieńku. Ale para wyglądała na zażyłą, więc w sercu Alicji pojawił się tylko bolesny skurcz. Jej małżeństwo było szczęśliwe. Oboje byli nauczycielami. Będąc na emeryturze sprzedali mieszkanie w mieście i przenieśli się pod Wrocław, również dlatego, że mieszkali tam bliscy Piotra. Ale po dwóch latach pobytu na wsi śmierć go nagle zabrała. Dzieci nie mieli, Piotr był bezpłodny. Jej  pozostał tylko Batman, jeden z wielu psów, które im towarzyszyły.

-Ta dziewczyna, Justyna była piękna, zdolna i bogata. Miała wszystko, co potrzebne do szczęścia.  Nie wiemy, kto ją mógł zabić. Może jakiś znajomy ze studiów?- powiedziała Luiza. Wiem, że Justyna była koleżanką szkolną Kamila, po maturze wyjechała na studia.

Alicja spojrzała na Kamila Chłopak był wyraźnie przygnębiony. A jego siostra chusteczką ocierała łzy.

- Co to za bestia jej to zrobiła?! Za co?- szlochała.

Po powrocie do domu Alicja zajrzała do internetu, by poczytać wiadomości lokalne. Dowiedziała się, że ojciec Justyny był znaną  osobistością  w miasteczku, działał w wielu organizacjach lokalnych, po transformacji zmienił zawód architekta na profesję hodowcy kurcząt i odniósł spory sukces finansowy.  Jego żona, matka Justyny była nauczycielką w miejscowej podstawówce. Mieli jedną córkę, późne dziecko. Zdolna, bystra, trochę dziennikarka, zamieszczała relacje i zdjęcia ze swoich podróży po Azji w jednym z popularnych tygodników.

Wkrótce  Alicja znowu wybrała się do miasteczka, tym razem na komendę policji.  Dowiedziała się, że ofiara została uduszona  szalem. Morderca zabrał też jej telefon.

Justyna planowała kolejną podróż, tym razem do Chin, tak powiedziała rodzicom. Powiedziała też, że się odezwie, jak będzie na miejscu. Rodzice podejrzewali porwanie przez terrorystę, ale nikt się nie odezwał w sprawie okupu. Pozostawało tylko czekać, aż do tego tragicznego  dnia  znalezienia zwłok w lesie.

Poszukiwania sprawcy i motywów zbrodni trwały. Wiadomo było, że śladem wpisów na portalu społecznościowym policja dotarła do mieszkającego we Wrocławiu Adama, jej przyjaciela. Początkowe gorące uczucie znalazło odbicie w czułych pozach na fotografiach, późniejsze wpisy Justyny oznajmiały koniec tej miłości. Był tez gorzki komentarz ze strony chłopaka, zazdrosnego i podejrzewającego, że Justyna odeszła z innym.

Minęło kilka   dni i Alicja odebrała telefon od rozpaczającej Luizy.

- Wyobraź sobie, aresztowali Kamila, podejrzewają, że zabił Justynę!- łkała.- Okazało się, że był widziany w dniu poprzedzającym zaginięcie dziewczyny w jej towarzystwie, właśnie w tym lasku. Do tego mijająca ich osoba, sąsiadka szwagrów słyszała ostrą kłótnię i zeznała, że Justyna i Kamil byli parą, a ona czasami nocowała u rodziny chłopaka. – Wiem, że byli ze sobą, ale Kamil powiedział nam, że to koniec, że się rozstali! Przecież mój syn nie mógł jej zabić! On, taki delikatny i nieśmiały!

Alicja pojechała do domu szwagrów. Oboje rozpaczali, czemu trudno czemu trudno było się dziwić. Pocieszała ich córka, przekonując, że to pomyłka, że sprawy się wkrótce wyjaśnią, że na pewno ten Adam, kolega ze studiów jest sprawcą. On zresztą też został wkrótce zatrzymany. Ani Kamil ani Adam nie przyznawali się do winy. Proces był poszlakowy, nie było odcisków palców,  poza telefonem niczego nie ukradziono, pieniądze i dokumenty były w portfelu. Alicja pocieszała tę trójkę zbolałych ludzi, jak mogła.

W sądzie okazało się, że Adam miał alibi, opiekował się wtedy chorą matką i nie wyjeżdżał poza teren Wrocławia. Za to znaleziono w pobliżu miejsca zbrodni zapalniczkę, na której  były odciski palców Kamila. Chłopak tłumaczył, że zgubił ją znacznie wcześniej, ale nie mógł sobie przypomnieć, kiedy.

Rodzice zamordowanej budzili współczucie wśród mieszkańców, którzy domagali się jak najsroższego ukarania sprawcy. Kamil w areszcie czekał na rozprawę, groził mu wyrok 15 lat, mimo, że brakowało twardych dowodów. Pies policyjny wykrył ślady zapachowe Kamila na  szalu zamordowanej i to była poszlaka, że Kamil jest winny. Rodzice chłopaka byli przekonani o sądowej pomyłce, wierzyli słowu syna, wierzyli w jego niewinność.

Któregoś dnia  Alicja podjechała do miasteczka pozałatwiać sprawy urzędowe i postanowiła  odwiedzić rodzinę. Niestety nikogo nie było w domu. Alicja miała klucze, więc weszła, by poczekać na któregoś z członków rodziny. Trwało już jakiś czas to czekanie, więc zaczęła z nudów rozglądać się po mieszkaniu.  W domu było za dużo mebli w jej przekonaniu, nie podobały jej się kolory ścian, żółte i pomarańczowe. Pokoje młodych były inne- chłopak interesował się jakąś niszową muzyką, pełno było porozrzucanych płyt, plakatów, ściany pomalowane na ciemnoniebiesko, okna zasłonięte żaluzjami. Zdjęcie jego i Justyny, piękni, roześmiani…

Potem zajrzała do pokoju Elwiry. Tylko kanapa, stolik, 2 krzesła i biurko. Żadnych kobiecych akcentów, ściany pomalowane na szaro, ciemnobrązowe meble i ciemno obita kanapa. Na biurku duża fotografia rodzeństwa sprzed paru lat- Elwira jako nastolatka z Kamilem, paroletnim. Chwila zastanowienia i Alicja otworzyła szufladę biurka. Wewnątrz  zdjęcia rodzinne, widać lubiła  fotografować. Na większości widniał Kamil, od niemowlęctwa aż do dorosłości. Śliczne  dziecko, potem ładny chłopak. Alicja sięgnęła głębiej i znalazła pamiętnik. W tej samej chwili usłyszała kroki przed domem,  więc szybko wsunęła notatnik do torebki i wyszła do przedpokoju. Wrócili, byli wszyscy z wizytą u adwokata Kamila, który obiecywał wydobyć chłopaka z aresztu. Jerzy zgarbiony, postarzały nagle, matka i córka zapłakane.

Zdarzało się im, że Alicja zatrzymywała się w ich domu podczas nieobecności rodziny, kiedy musiała załatwić coś w urzędzie lub u lekarza, więc nikt się nie zdziwił, kiedy się pokazała. Chwilę posiedziała u nich, wypiła kawę, bacznie przyglądając się Elwirze. Ona najbardziej pomstowała na wyrok sądu.

- Czy nie sądzicie, że to mógł być jakiś włóczęga, zboczeniec?- powiedziała.

Szkopuł w tym, że to nie był mord ani na tle seksualnym, ani rabunkowym. Zginął tylko telefon komórkowy.

Alicja wróciła do domu. Zajrzała do pamiętnika, pisany był od momentu ślubu jej matki. Z wyraźną niechęcią odnosiła się do swego ojczyma, bo jej matka całą miłość jaką do niej miała przelała na męża. Elwira jako mała dziewczynka wręcz nienawidziła ojczyma, ze wzgardą pisała, jak się usiłował z pasierbicą zaprzyjaźnić, na co ona reagowała złością i nienawiścią . Ale na następnych stronach jest wiadomość o narodzinach Kamila i nagle nieszczęśliwa, dziesięcioletnia  dziewczynka pisze, że bardzo kocha swojego małego braciszka! Alicja była zdumiona, najczęściej dzieci, szczególnie pierworodne, nie i przepadają za młodszym rodzeństwem. Tu sprawy miały się całkiem inaczej. Kamil był oczkiem w głowie siostry, opiekowała się nim, walczyła  z innymi dziećmi w szkole w jego obronie, kupowała mu prezenty.  Jej matka, Luiza spokojnie mogła prowadzić swój sklep nabiałowy, wiedząc, że synek ma tak doskonałą opiekunkę.

Szwagierka była dumna, że ma takie dobre dzieci, Alicja o tym wiedziała, ale nie poruszały tego tematu zbyt często, bo żal jej było, że sama nie ma  potomstwa.

Na dalszych stronach pamiętnika są notatki o chorobach i lekach Kamila. Dość często łapał infekcje, podczas gdy właścicielka pamiętnika cieszyła się doskonałym zdrowiem. Elwira martwi się o niego jak matka… Później z niechęcią pisze o pierwszej miłości Kamila, z ulgą odnotowuje, że to uczucie nieodwzajemnione. Następnie są notatki o niejakiej J. I tu natknęła się na niepokojące wyznanie- Elwira pisze, że ta dziewczyna jest zła, że na pewno skrzywdzi jej małego braciszka, ale jeżeli tak się stanie, to będzie miała z nią do czynienia.

Alicja skojarzyła inicjał z Justyną. No ale pewności nie było. Dalej jeszcze były wpisy pełne rozpaczy o aresztowaniu Kamila, o jej bezsilności i rozpaczy.

Alicja postanowiła porozmawiać z Ludwikiem. Zaprosiła go do siebie. Przyznał, że mieli kłopoty z Elwirą do czasu, aż się urodził im syn, za to później to była złota dziewczyna, zawsze mogli na nią liczyć. Może nie miała zbyt dobrych wyników w nauce, ale to dobre serce, które  okazywała rodzicom i bratu wynagradzało wszystko. Pomagała też matce w prowadzeniu sklepu, rodzinnej firmy, w której Ludwik i Kamil zajmowali się zapatrzeniem w towar od okolicznych wytwórców i hodowców. Mieli w miasteczku dobrą opinię, stąd wielkie zdumienie i niedowierzanie mieszkańców, że Kamil jest sprawcą zabójstwa Justyny.

Alicja przekazała pamiętnik szwagrowi, aby niepostrzeżenie odłożył go na miejsce. Chyba się jednak tak nie stało, bo następnego dnia zadzwoniła do niej szwagierka, że w domu jest awantura. Poszło o pamiętnik Elwiry,  która weszła do pokoju, gdy ojczym  wkładał go do szuflady biurka Jerzy był skruszony a Luiza szalała ze złości. Atmosfera w domu stała się nie do zniesienia, Luiza błagała Alicję o pomoc. Spotkały się w kawiarence nieopodal domu i tam Alicja opowiedziała o swoich podejrzeniach. Luiza patrzyła na nią szeroko otwartymi oczami.

 - Elwira nie była dobrą córką, mimo że mąż ją adoptował i próbował zastąpić jej ojca. Za to bardzo kochała brata- siostra i taka druga matka jednocześnie… Sama nigdy o, ile wiem, nie była zakochana. Na pewno przeżywała jego zawód miłosny, ale żeby zrobić krzywdę jego byłej dziewczynie? To niemożliwe!

Postanowiły jednak odbyć  rozmowę z Elwirą. Akurat nie było jej w domu i na próżno czekały do wieczora. Jej telefon był wyłączony. Następnego dnia wyjaśniło się, że dziewczyna wróciła nad ranem, mocno nietrzeźwa. Przywiózł ją taksówkarz. Okazało się, że była na spotkaniu z jakimś mężczyzną, którego poznała parę miesięcy temu.

Luiza przekonała ją, aby odwiedziły razem ciotkę Alicję. Dwa dni później pojawiły się u niej. Elwira wyglądała tak mizernie, że żal jej się zrobiło Alicji. Nagle dziewczyna się rozpłakała i nie mogła się uspokoić. Obie kobiety starały się ją pocieszyć, ale na próżno, Elwira płakała coraz mocniej i głośniej. Było to tym bardziej niezwykle, że Alicja nie widziała jej płaczącej, nawet gdy Elwira była dzieckiem.

Matka obejmowała ją i tuliła do siebie. W końcu dziewczyna uspokoiła się, wypiła podaną szklankę wody i powiedziała:
-Tak, udusiłam tę Justynę jej własnym szalem. Należało jej się to, za to co zrobiła Kamilowi. Najpierw go uwiodła, bo miała wprawę w zdobywaniu mężczyzn, potem zostawiła, poszła z innym, z tym Adamem, potem znowu wróciła do Kamila i znowu z nim zerwała!

-On mi się zwierzył, że nie wyobraża sobie życia bez Elwiry i że chyba skończy ze sobą! Co ja miałam począć? Umówiłam się z tą zdzirą, żeby ją przekonać do powrotu do Kamila. Ona mi się zaśmiała w oczy, powiedziała, że Kamil przestał ją interesować, że mam się nie wtrącać w nie swoje sprawy, poszukać sobie jakiegoś chłopa! Wtedy złapałam jej szal, było chłodno, byłam w rękawiczkach i zacisnęłam jej na szyi. Nie chciałam jej zabić, ale stało się, przestała oddychać. Nie było mi jej żal, choć wystraszyłam się, co będzie dalej. Komórkę wyrzuciłam do rzeki, rękawiczki też. Moim zdaniem zatarłam wszystkie ślady. Nie spodziewałam się, że zaaresztują Kamila! Nie mieli żadnych dowodów! 

Gdyby nie twój mąż mamo, nikt by mnie nie podejrzewał!

Alicja po zastanowieniu się wyznała, że to ona przeczytała jej pamiętnik. –

-Jakim prawem wzięłaś moją własność?!-  krzyknęła Elwira. Wszyscy są przeciw mnie, mam tego dosyć, nienawidzę was!

Wybiegła z domu a Luiza za nią. Obie jeszcze długo były widoczne, gdy tak biegły, a potem szły, matka i córka.
Po raz pierwszy w życiu Alicja nie żałowała, że nie ma dzieci.

Zdzisława Wenska

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.