Weranda literacka

Materace

Ponoć największym przyjacielem kobiety są brylanty.

                       No, ale to trzeba by żyć w jakiś innym układzie, z bogatym gościem, najlepiej dużo starszym, który by przy okazji sam siebie dowartościowywał i młodą partnerkę poprzez  obsypywanie jej brylantami, o których najlepiej aby wszelkie plotkarskie pisemka donosiły, żeby sława, prestiż i próżność zaspokojone były.

                     Ale ja z przyziemnej perspektywy. Tak ogólnie – dla wszystkich.
                    Otóż największym przyjacielem człowieka jest... materac! Bo kto jak kto, ale to on podtrzymuje nas na duchu i ciele przez niech tylko 7 godzin snu jak nie więcej. To na nim śnimy sny o potędze, wypłakujemy się, przewracamy z boku na bok,  skaczemy z radości lub wierzgamy nogami ze złości / lub z braku potasu/! A on cierpliwie daje nam ciepełko, wytrzymuje wszystko, a co gdy jeszcze to i owo na nim odbywa się to już w ogóle – skrzypi z radości  i cieszy się razem z nami. Przy okazji dyskretny jest jak nic. No bo co by to było gdyby tak umiał mówić. Dajmy na to wyjechałyśmy na całe trzy tygodnie do sanatorium aby stawy podleczyć, wigoru nabrać, ciałko wymasować. Piszemy esemesy mężusiowi, że jest fajnie, ale tęsknimy. W odpowiedzi dostajemy esemesy, że smutno bez nas, że herbata letnia i w ogóle.  

                 No, ale wracamy- bo wszystko kończy się... Zasypiamy po miłym powitaniu, mężuś chrapie u naszego boku, a tu rozlega się cichutki głosik!  „Żebyś ty wiedziała co tu się działo! Wiesz, ta młoda spod trójki, ona zawsze podobała się „twojemu”, sam ci to kiedyś mówił, że taka młoda i ładna od niedawna tu zamieszkała, to co drugi wieczór tu była i co na mnie się wyprawiało! Do tego on  jej mówił, że  z tobą  już od dawna nic nie ma, że jest  tylko dla dzieci...”.  Ale by wtedy było, co? A tak cicho sza, młoda, pożyczyła „parę groszy”, których i tak nigdy nie zamierzała oddać po czym  wyprowadziła się, hen, hen na dalsze polowanie...

             No i szczęście małżeńskie zostało uratowane, mężuś z czasem zaczął w ogóle niedomagać, twoje lecznicze herbatki traktował jak boskie nektary „całując twoją dłoń” przy każdym ich  podaniu...

                A ja dlatego piszę ten pochwalny hymn o materacu bo właśnie wymieniłam sobie stary na nowy, który „leży jak ulał”, gdy tamten już ledwie zipał i w tym momencie uświadomiłam sobie, że nie doceniamy zwykłych rzeczy – naszych cichych sprzymierzeńców... A brylanty?  Te mówią już same za siebie...
            

Ewa Radomska

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • Basiar7@gmail.com 07/10/2021, 15:28

    Obsmialam się Ewa. Coś w tym jest, dobrze, że materac jest dyskretny. Ale faktycznie w tzw wieku dojrzałym dobry materac jest nieoceniony a brylanty? Nie pogardzimy nimi ale bez nich da się żyć. Buziaki. B

  • Isabel 06/10/2021, 13:06

    Piękny pean dla Materacy, bo i tak szczególne słowa się im należą. Nie ma to jak dobry materac, to i humor dopisuje i zdrowie lepsze. I to prawda najprawdziwsza, bo uśmiałam się czytając ten tekst.
    Tak poza tym... to prawda, materace mają swoje tajemnice...