Weranda literacka

Metamorfoza


                Benia postanowiła zacząć być stara.
                Była już grubo po pięćdziesiątce i znudziła jej się rola ciągle  młodej bez wieku. Nogi co prawda nadal miała dobre, ale to u nich rodzinne, że nogi wszystkich kobitek z rodu, nawet najstarszych, „trzymały się dobrze”.  Jak usiadła w spódniczce przed kolana i zarzuciła jedną nogę na drugą, a do tego miała jeszcze dobre rajstopy to gdyby schowała twarz za wachlarzem niejeden jeszcze mógł nabrać się...  Ale twarz również niczego sobie  i ramiona i w ogóle sylwetka cała bo od czego teraz kosmetyka jest nawet ta zwykła codzienna! Kremy głównie przeciwzmarszczkowe, albo głęboko nawilżające i odżywcze, pod prysznic żele różnej maści i takowe potem balsamy, że sama przyjemność na ciałko nakładać i mruczeć z zadowolenia, że tak ładnie się pachnie... Balsamy do ust, nawilżająca szminka, że przy pocałunku nie odróżniłbyś czy to usta świeże jak „róży kwiat” czy trochę podrasowane...

                Ale któregoś dnia poczuła się zmęczona.
          Ciągle przywoływanie na twarz zalotnego uśmiechu, gdy czasem było nie do śmiechu, zwinne ruchy gdy w krzyżu łupać zaczęło, uparcie trzymać się teorii że „to idzie młodość, młodość” poprzez T-shirty w coraz to dziwniejsze napisy, leginsy wąziutkie jak rurki do coca-coli, plecaczki jak na wycieczkę z klasą VII b., no i „gadki szmatki” dostrajające do ogólnego poziomu bez poziomu.

                  A przecież kiedyś muszę być też stara – pomyślała -  przeglądając album rodzinny z fotografiami babć, dziadków, cioć, a nawet własnej mamy z dawnych lat. Ileż w nich było dostojeństwa, rozumnego spojrzenia, spokoju,  a jeśli nawet trochę smutku to tylko czyniło ich godnym jeszcze większego szacunku. Szło za tym też i zachowanie odpowiednie do wieku, mądrość z własnego życiowego doświadczenia przekazywana następnemu pokoleniu, rodzinne zwyczaje,  tajemnice jak żyć aby w tym życiu nie zginąć...

                 No i te ubiory! Fakt, że to już inna epoka i trudno teraz byłoby chodzić wciąż w kapeluszu, rękawiczkach i z parasolką w zamaszystej spódnicy i bluzce z bufiastymi rękawami, ale moda nie zna granic i projektanci mogliby zaprojektować cudne stroje dla starszych pań!

                     I nagle poczuła ogromną ulgę. Po prostu zaczęła mieć swoje lata!  Nawet własne dzieci zaczęły słuchać jej uważniej, a nie poszturchiwać koleżeńsko, jak dotąd, z przymrużeniem oka...

Każdy wiek ma swój czas. Dobrze nie przegapić swojego...

Ewa Radomska

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • Isabel 04/10/2021, 14:34

    Jak zawsze z humorem podchodzisz Ewo do życia, to napawa optymizmem tych co liczą zmarszczki.
    Ja też uważam, że każdy wiek ma swoje prawa i każdy wiek jest dobry. Zależy jak patrzymy na siebie i jakie mamy oczekiwania w stosunku do siebie samego. Życie jest pełne niespodzianek i to jest piękne.