Weranda literacka

Moja siostra. Wspomnienie.



Józefa,  Ziuta,  Ziucia. Tymi dwoma ostatnimi imionami  zwracaliśmy się do niej, gdy była dzieckiem. Nie lubiła tego imienia, aż do momentu spotkania swego późniejszego męża - Franciszka. On nazywał ją Józefiną i tak zostało. Ale wcześniej  były okresy, kiedy stawała się  Izabelą lub Zuzanną.

Była osobą o niezwykłym poczuciu humoru, potrafiła rozbawić dzieciarnię bawiącą się  na ulicy. Miała też niezwykłe pomysły. Pewnego  wakacyjnego dnia, wraz  z synkiem sąsiadów, postanowili pojechać do Warszawy.  Nasza mama przygotowała im koszyk z jedzeniem i piciem i pomachała na pożegnanie. Była święcie przekonana, że dzieciaki poszły do ogródka i tam się bawią. A tymczasem  Ziucia z Markiem pomaszerowali na przystanek, wsiedli do tramwaju nr 10 i dojechali do Rynku.  Wokół  tłum obojętnych ludzi, co robić !  Gdzie ta Warszawa!? Ziucia w płacz, Marek też z miną nietęgą.  Wreszcie zainteresował się nimi nieznajomy  mężczyzna z rowerem. Mieli dużo szczęścia, bo okazało się, że pan ten zna naszego ojca . Dzieci wróciły szczęśliwie na łono rodziny. Obyło się też bez awantury, reprymendy i kary, bo taty nie było w domu, a  mama natychmiast Ziucię nakarmiła i zapakowała do łóżka. Po powrocie z poszukiwań, tato poszedł do pokoju śpiącej córeczki i długo stał nad jej łóżeczkiem, płakał.

Józefina wyrosła na bardzo ładną kobietę o oryginalnej urodzie, zgrabną, pełną wdzięku o znakomitym guście. Wszyscy pamiętają jej  ciemnoblond, bujne, długie włosy, które w młodości nosiła rozpuszczone. Nigdy  nie ścięła ich na krótko. Moja siostra była osobą potrafiącą zadbać o siebie, realizować  swoje marzenia. W naszej rodzinie wyróżniała się nie tylko tym, że często miała inne zdanie, miała też inne, ostrzejsze spojrzenie na wiele spraw i często „szła pod prąd”. Nie miała łatwo, ale rodzice z nią - też nie.  

Miała w sobie gen społecznikowski.  Została  nauczycielką  i to bardzo dobrą, miała sukcesy, dostawała nagrody. Uczniowie  bardzo ją lubili, czego dowodem były naręcza kwiatów na koniec roku.  Także w harcerstwie  zdobywała stopnie, prowadząc drużynę,  jeżdżąc na obozy jako komendant. Przygodę z harcerstwem zakończyła w stopniu podharcmistrza, z zieloną podkładką pod krzyżem harcerskim i zieloną lilijką noszoną na rękawie.

Realizowała się także jako żona i matka. Miała córkę Monikę, która była, według jej słów, najpiękniejszym zjawiskiem w jej życiu i wnuki, które były radością  i pociechą.

Jej  życie można podzielić na część młodzieńczą, jak pisał poeta, chmurną  i durną, i część już po nawróceniu, gdy wróciła na łono Kościoła, a Bóg i rodzina stały się jej priorytetami. Pracowała jako wolontariusz  na rzecz parafii,  prowadząc przez wiele lat  bibliotekę i redagując gazetkę ścienną wiszącą w kruchcie kościoła pw św. Rodziny. Przez parę lat opiekowała się samotną kobietą, mieszkającą w domu pomocy, a po jej śmierci dbała o jej grób. Dbała też o nasze życie duchowe, upominała, dawała stosowną lekturę do czytania. Wiem, że już nikt nie będzie się za nas modlił tak jak ona.  
 Józefina. Taka była. Moja siostra.
Ewa Semków


Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • Magdalena Łuciów 11/05/2022, 16:38

    Tak to moja ciocia. Wspaniała pełena zrozumienia i akceptacji, wypełniona Duchem Świętym kobieta, która nigdy nie oceniała i nie krytykowała.
    Szczodra dla ubogich, wspomagająca wszystkich którzy tego potrzebowali. Myślała o nas wszystkich i modliła się za nas. Jesteśmy jej za to wdzięczni i liczymy na dalsze jej wstawiennictwo za nami.
    Magdalena Luciów

  • Marek Minch 29/04/2022, 17:24

    Ewuniu,
    współczuję.
    Pięknie piszesz o Siostrze. Tak jakbym ją widział na żywo, piękną, mądrą kobietę. Dobrze, ze napisałaś to wspomnienie i szkoda, ze odeszła...

  • Maria Gaczynska-Olech 27/04/2022, 23:28

    Ewuniu, serdeczne kondolencje, smutne i bolesne jest stracic kogos tak bliskiego. Masz naprawde serdeczne wspomnienia o Jozefinie. Jak zawsze napisalas te wspomnienia fantastycznie, pelne uczuc i podziwu, Brawo !!!

  • Dagmara 27/04/2022, 18:21

    Ewuś, i tym razem nie zawiodłaś. Z przyjemnością przeczytałam tekst, a właściwie epitafium.
    I znowu kończąc czytać pomyślałam - to już? Czekam na następne!
    Pozdrawiam, D.

  • Ewa Radomska 27/04/2022, 8:38

    Piękne wspomnienie, ciepłe, bez patosu. Nie napisałaś tylko, że to wszystko działo się we Wrocławiu, bo tam mieszkaliście i mieszkacie nadal.
    Jak to dobrze, że rodzeństwo szanuje się nawzajem, docenia i zwyczajnie lubi.
    Niech dobra pamięć daje siłę i wciąż przywołuje najlepsze wspomnienia.