Weranda literacka

Moje dojrzałe koleżanki

Mam swoje lata.

 Moje najbliższe koleżanki  są też w moim wieku.  Może dwie są parę lat starsze, a jedna parę lat młodsza, ale to już mała różnica.

Z jednymi studiowałam więc samo przez się rozumie ile lat temu to było, z innym pracowałam długie lata aż do emerytury w jednej zacnej firmie. Te ze studiów okazały się bardzo zdolne i zajmowały wysokie stanowiska, a te z pracy również były „wysoko postawione” bo firma była znacząca.

Na przestrzeni tych lat rozmawiałyśmy zgodnie z tym co niosło wtedy życie. Mężowie i nieporozumienia z nimi bo zawsze coś musi uwierać,  problemy z dziećmi, bo dorastające dzieci to zawsze niepokój serca aby wyrosły na ludzi,  duma, że ten dostał się na  takie studia, a tamta na takie, potem, że żenią się, oby szczęśliwie, potem aby rodziły im się dzieci, ale też i niepokój o tych, którzy przekroczyli już wiek kawalersko - panieński i za nic w świecie nie chcieli zakładać rodzin, potem ktoś się rozwiódł więc znowu ruszyła lawina dyskusji, zaczęli chorować rodzice więc jak zapewnić im opiekę, a potem smutne wiadomości, że odchodzą, aż doszłyśmy do swoich słusznych lat czyli tyle i tyle plus ...

Wszystkie powyższe sprawy już zakończyły się tak czy inaczej, teraz pytamy tylko zdawkowo co tam u syna czy córki, ano dobrze zdawkowo się odpowiada, a wnuczka, rośnie? ,tak, już prawie dogadania matkę i właściwie na tym te tematy się wyczerpują.

Ale oto zaczyna się nowy rozdział rozmów. I co ciekawe - o ile tamte generowały nieraz cichą  zazdrość, że  tamta ma jednak lepszego męża, że wyjeżdżają razem na wakacje gdy u innych sytuacja była odwrotna, albo, że syn tej  studiuje w Polsce, ale córka tamtej w Londynie, że ten syn ma lepszą żonę bo świetnie gotuje, a tamten niekoniecznie jako, ze zazdrość jest wpisana w charakter człowieka i nijak nie można od niej uciec... Wtedy te co  miały gorzej  bratały się aby poplotkować o tych co mają a lepiej, ale wszystko to nie wychodziło poza i koleżeństwo przetrwało lata...
             
Aż owe lata nadeszły i zrównały wszystko. Bo o czym teraz rozmawiamy niezależnie od statusu zawodowego jaki kiedyś piastowałyśmy?  Tylko o jednym – o dolegliwościach!  Nie piszę, że o chorobach, bo dolegliwości jakoś łagodniej brzmią. I tak:
- Pierwsza – haluksy, niedoczynność tarczycy, zaćma, swego czasu usunięcie macicy, usunięcie polipa z jelita, nadciśnienie,
- Druga – żylaki, hemoroidy, usunięcie macicy, rak piersi, która zastała częściowo amputowana, zaćma, ciągłe obstrukcje,
- Trzecia – bóle kręgosłupa, bóle kolana, dzięki zastrzykom tylko możliwość chodzenia, migreny, nerwica,
- Czwarta- cukrzyca, bóle kręgosłupa, bóle kolan podobnie jak wyżej, pomagają tylko zastrzyki-blokady, nadciśnienie,
- Piąta- cukrzyca, operacja na woreczek żółciowy parę tygodni temu, bóle kolan takie, że swego czasu chodzenie o kulach, zaćma,
- Szósta – niedoczynność tarczycy, bóle kręgosłupa, problemy gastryczne, zaćma,
- Siódma – operacja na biodra i wstawienie endoprotezy, zaćma, niedokrwistość,
- Ósma – ta młodsza – astma, bóle kolan i zastrzyki w nie, bóle ramion,  alergia, migreny,
- Na koniec ja  z jedną trzecią podobnych jak wszystkie wymienione wyżej...   
       
No i tak teraz sobie rozmawiamy – co u której, co pomaga, jakie nalewki, jakie nacierania, jakie sposoby, gdzie jechać do sanatorium, gdzie najlepiej robią badania, gdzie jest dobra rehabilitacja, jakie przychodnie najlepsze, jacy lekarze. Pocieszamy się, doradzamy sobie i nic nie zostało z zazdrości, komu lepiej, komu gorzej, teraz mamy  po równo, dopiero teraz kochamy się naprawdę!
 
Ewa Radomska

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • Isabel 10/02/2021, 18:45

    Tak to prawda... aż do bólu, jak napisała Pani Jadwiga.
    Przecież to normalne, że się w tym wieku rozmawia o zdrowiu... i chorobach.
    Przyjaźnie pozostają na lata... tylko nasze zainteresowania się zmieniają, na szczęście mamy podobne problemy, więc jest o czym rozmawiać i to jest ważne.

  • Jadwiga Śmigiera 10/02/2021, 5:18

    Tekst prawdziwy do bólu ....
    Ale dobrze że powstał... bo mimo wszystko uśmiechnęłam się...
    I głowę do góry podniosłam, bo przecież nie ja jedna tak mam.
    Serdeczności dla Autorki.