Nie lubię namolnych pytajników!
Dawno temu (chyba dawno, nie pamiętam, dopiero teraz sobie o tym przypomniałam, przy okazji pomyłkowego pukania do drzwi) do mojej głowy pukały aż do bólu niespodziewanie głupie pytania migrenowe: Co ten facet, (facetka), typ (typowa? czy typkowa?- te ….parytety!), jednostka ludzka, osoba, całość niepodzielna czyli osobnik (osobniczka) robią tu….i tam…i jeszcze gdzie indziej? Skąd się wzięli na tych ławach, szczeblach, stołkach lub krzesłach? Jakie wiatry ich przywiały, jaka teczka przyniosła, jakie mają plecy i po czyjej drabinie wdrapali się tu gdzie są?
Ja wiem (bo nie tylko czasami myślę, ale też niekiedy słucham i od czasu do czasu czytam), że bez względu na to gdzie, wysoko, równo, czy nisko – robiom co mogom w zakresie tego co muszom. I wiem, że tu gdzie są, wzięli się z miejsca, w którym poprzednio byli. Wiem też, że: „Gdy jesteś zaciekawy, to wsadź nos do kawy”, co oznacza tylko tyle, że przeciętny człowiek powinien mieć podstawową wiedzę. To, że teczkę noszą urzędnicy to już przedszkolaki wiedziały. Rodzaje wiatrów z podziałem na wianie było omawiane na lekcjach geografii. Wiem, bo tylko czasami wagarowałam. A tego, że bardzo nieładnie jest dociekać, kto i jakie ma części ciała, uczyli mnie rodzice od małego. No a szczytem wścibstwa jest pytanie o czyjąś drabinę czy wdrapywanie się na nią tego czy owego.
Co z tego, że ja wiedziałam, gdy te uparte jak osły liczne pytajniki nauczone były jednego: bezosobowo pytać i pytać, a upodobały sobie moją, w dodatku jednosobową głowę. Myśląc, aż do bólu, przypomniałam sobie, że moje migreny są już wiekowe (dokładna w liczbach być nie muszę, to nie jestem), ale najczęściej zaczynały się od tych idiotycznych pukań, traktujących moje odpowiedzi jak powietrze. Tym razem wściekłam się z bezsilności i wykrzyczałam: „Wy durne ciemnoty, nie wiecie, że mamy demokrację i wszystko jest demokratycznie, więc i wybór na miejsca stojące, siedzące i leżące oczywiście też. I to od dyrektorki (-ra) przedszkola, przez dyrektora (-rkę) wszelakich szkół) do rektorów (-rki), nie mówiąc już o sołtysach (-skach) i wyżej! Nie wiecie, że zamiast zadawać retoryczne pytania macie wszechobecny wybór! Że jak dwa autorytety naukowe mówią, to macie niezaprzeczalne prawo wybrać sobie, który wam się bardziej podoba (rozumieć nie wszyscy musicie, bo natura też ma prawo wyboru i niektórym daje za krótkie nóżki na wysokie progi). Nie dotarło do was, że gdy się nie podoba to, co widzicie lub słyszycie, to po to macie wybieralnego pilota w ręku. Nie trawicie pseudonaukowego bełkotu, albo palca wskazującego, że nie jesteście po tej stronie, po której powinniście być, może „inteligentnego chamstwa” - jednocześnie (co niektórzy) tylko czyhając, by wskoczyć o szczebel wyżej – to wyłączcie to, co możecie. Na przykład telewizor”.
I o dziwo, mój wrzask pomógł. Tak mnie od tego krzyku rozbolało gardło, że zapomniałam o bólu głowy. W dodatku zachrypłam, a tyle jeszcze miałam im do wygarnięcia. Nie mogąc szeptać, zaczęłam wsłuchiwać się w siebie, czy aby na pewno nic nie puka. Niestety, ciągle pukały, ale jakby dławiąc się. Widocznie zachłysnęły się kęsami ostatnich wykrzyczanych argumentów. Nadmiar wolności wyboru trudno im było przełknąć. Żal mi się ich zrobiło, widząc jak zszarzały przeze mnie. Nie ich wina, że oślepione zajadłością pukały do głowy niekumatej, szarej obywatelki, która ani w ząb nie rozumiała niczego z rozmów, dyskusji i debat światłych umysłów, które deliberowały „O wyższości Świąt Wielkanocnych nad Bożym Narodzeniem” w jednym jedynym celu. Uświadomienia mi bez zrozumienia, żebym świadomie czyniła to, co czynię, nawet jak nie czynię i w dodatku wybierała wśród nadal gnębiących mnie pytań prawidłowe odpowiedzi.
Musiałam, a jak to już nie raz powtarzałam: „mus to mus i nie ma wyjścia”, spróbować w miarę przystępnie odpowiedzieć na świdrujące moje klepki pytania. Szare komórki jeszcze bardziej zszarzały już po minucie. Nie było wyjścia, rozjaśnić umysł mogło tylko wlanie oleju do głowy. Skąd wziąć lejek i olej? - to dziś nawet dla mnie jest pytaniem retorycznym. W skrócie, ale tym charakteryzującym moją chorobę (morbus loquendi) doczytałam się poniższego.
- Całość niepodzielna – osobnik - to pojedyncza jednostka zdolna do zdobywania wszystkiego (stało jak wół czarno na białym – pożywienia, ale ja nie żyję żeby jeść tylko jem, żeby żyć, więc rozszerzyłam, bo demokratycznie wolno mi mieć swoje zdanie).
- Osobnik zazwyczaj wchodzi w interakcje z innymi organizmami i środowiskiem, stając się tym samym niejako najbardziej podstawowym elementem biosfery (trudno mi było przełknąć ten „element”, ale popiłam i poszło).
- Osobnikiem można uznać organizm będący na takim etapie rozwojowym, który umożliwia oddziaływanie na inne osobniki. (Ooo, to mnie zaintrygowało). Zgodnie z prawem natury słabsze osobniki podlegają selekcji negatywnej.
W tym momencie zobaczyłam światło na końcu tunelu. Z prawami natury żadne ludzkie prawa nie wygrają. Przyśpieszyłam czytający krok, by za długo nie iść w ciemnościach.
- Osobnik Alfa (ten najważniejszy) – to przywódca, któremu podporządkowują się inni.
- Osobnik Beta - drugi najbardziej poważany osobnik, który „w razie, co” wskakuje na miejsce Alfy.
- Osobnik Omega – najzwyklejszy z licznych tych, którzy muszą być podporządkowani.
@page_break@
I tak bardzo sflaczałam na myśl, że ja, to najzwyklejsza Omega, że musiałam zrobić przerwę na koło ratunkowe. Nie miałam pod ręką narkotycznej (fuj) extasy, ale czekolada była. A ja, jako ta najzwyklejsza, ale w swoim przekonaniu jednak alfa i omega wiem, że i tu, i tu jest to samo. Fenyloamina znakomicie poprawiająca nastrój, w dodatku bez strachu przed potrójnym zaobrączkowaniem (jedną mam, chwatit). Magnez (musiałam wzmocnić kości) też jest. Niby teraz ci znający się mówią, że nie wchłanialny, ale kiedyś zapewniali: „Cukier krzepi” albo powszechnie dostępną pyralginę zamieniali na recepturową (strach, brać bez lekarza), żeby po niedługim czasie (bo co to jest parę lat wobec wieczności) śmiać się: „Strach ma wielkie oczy, zażywaj do woli”.
Wiedząc, że wypicie kubka gorącej czekolady to tylko 150 kcal a zmniejszę ryzyko zawału serca, musiałam ją wypić, żeby już bez obaw śmiało kroczyć do celu. I po chwili podskakując z radości mało się nie wywróciłam z krzesła. Pytajniczki moje kochane, nie pukajcie tylko słuchajcie, bo to naprawdę rewelacyjna wiadomość.
Osobnik Alfa wcale nie musi uciekać się do „przemocy”, musi tylko:
- mieć, to wielorakie coś, co inni zobaczą, usłyszą i odbiorą jednoznacznie: „On, zasługuje na niekwestionowaną i respektowaną władzę i pozycję”.
- pamiętać, że jego pierwszeństwo, nie jest mu przypisane we wszystkim, w każdym momencie i na zawsze.
- być świadomym, że nie wolno mu zapomnieć o tym, że bez poszanowania i wsparcia innych, długo nie utrzyma się na podium.
- i nigdy nie lekceważyć osobników Beta, którzy są chętni, zwarci i gotowi do do poprawienia swojej pozycji.
- a już na pewno powinien zawsze doceniać osobniki Omega. Co prawda biegną w tyle, (nawet ci niepodporządkowani. Dla nich nie liczy się bycie żadnym pierwszym, tylko sam fakt brania udziału w biegowym życiu) ale to tylko dzięki wszystkim osobnikom omegowych ma kim przewodzić.
Wśród osobników są ci, którzy wcale nie marzą o wdrapywaniu się na drabinę, by móc (nawet życzliwym okiem) patrzeć na innych z góry i pilnować, by przestrzegali wszystkiego, co mieszczą liczne kodeksy w temacie: „Dobry patriotyczno-obywatelsko-rodzicielsko osobnik”. I nie ma im się co dziwić, bo to oni często najlepiej rozumieją, że każde, nawet najmniejsze berło władzy, to ogromny ciężar i barki same uchylają się pod obciążeniem odpowiedzialności za innych.
Są wśród nich też ci, którzy mając wybór, uznali za priorytet sprawy osobiste i rodzinne. Dlatego wolą pracować tyle ile trzeba, a resztę czasu poświęcić sobie, swoim znajomym i bliskim.
I całe szczęście polega na tym, że tak się osobniczo osobniki różnią.
Ale, tak to już jest (siła wyższa), że jak jest szczęście to musi być też i nieszczęście. Na przykład pod postacią agresywnego Alfy (lub Bety, a nawet czasami Omegi).
Pytajniczki, już nie ma potrzeby pytać. Bierzcie się do myślenia i same sobie odpowiedzcie, czy nie macie do czynienia z podróbą. Taki zakamuflowany osobnik wcale nie czuje się przywódcą i dlatego wymusza posłuszeństwo, zakrzykując swoją wewnętrzną słabość. Wie, że mówiąc: „Stój” nic nie uzyska, więc krzyczy: „Stój, bo strzelam”. Zdarzają się wśród nich tacy, dla których liczy się tylko władza i dla nich często robienie tego, co chcą i narzucanie to innym osobnikom, staje się obsesją. Bywa też, że niektóre osobniki tak pokochały karnawałowe szaleństwa, że na co dzień zakładają maski uległości. Jamę ustną mają wypełnionioną (śmiesznie wyglądają, jak chomiki):
„ Słusznie, dobrze mówi, ma rację”, z pełną buzią krzyczą: „Tyś Alfa nad Alfami” i płaszcząc się, bijąc czołem pokłony, podają pierwszemu płaszcz i przepuszczają w drzwiach. W środku chichoczą zadowoleni ze swojej prawdziwej wyższości nad uzurpowaną wyższością obecnego Alfy: „Jeszcze tylko małe zawirowanie, a wyfruniesz tam, gdzie od dawna powinieneś być. W hierarchiczny niebyt i na szary koniec szarej omegowej masy”.
Oni doskonale wiedzą, że cel uświęca środki. W tym przypadku wystarczy tylko udać malutkiego, niegroźnego, merdającego ogonem i poddańczo patrzącego w oczy i… i cierpliwie poczekać na odpowiednią chwilę. Ci niecierpliwi, wiedzą że właściwy czas można przyśpieszyć, działając po cichu, ale właściwie.
Moje pytajniki zamilkły, a ja bardzo ukontentowana udałam się na zasłużony odpoczynek, na który sobie zasłużyłam jako osobnicze indywiduum trzy w jednym: „Alfa, beta i omega”.
Jolanta Kwiatkowska














Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.