Weranda literacka

Starych fotografii czar; rodzinne zdjęcie

Czasy powojenne były dla Polaków bardzo trudne
               
Mieszkańcom Ziem Odzyskanych długo towarzyszyła tymczasowość, bo przecież Niemcy mogą wrócić, wypędzić.  Nie warto inwestować w renowację mieszkań, trzeba czekać. Ale i ten czas minął i zaczęło się dla mojej rodziny spokojniejsze życie. Tato dostał pracę, Mama dorabiała szyciem, rodzeństwo chodziło do szkoły. Jak już w innym wspomnieniu pisałam, po wojnie rodzina mojej Mamy znalazła się w Wielkiej Brytanii, ale z czasem się rozdzielili i  na początku lat pięćdziesiątych  dwie siostry mojej  Mamy  przeniosły się wraz z rodzinami do USA. Zamieszkali w New Jersey.

    Powodziło im się nieźle ponieważ mężowie ciotek mieli  dobrą pracę, jeden z nich pracował w IBM. Moja amerykańska rodzina, jak wszyscy Amerykanie, musiała być mobilna i gdy IBM przeniosło wujka do nowo powstałej filii w Denver, obie ciotki tam wylądowały. Podobnie się stało wiele lat później i nastąpiła przeprowadzka do Tucson w Arizonie. Życie ich było dostatnie, dzieci mogły się kształcić, ale los nie poskąpił im też chwil trudnych. Najpierw zginął pod kołami pociągu Edzio, mój mały kuzyn (policja prowadziła dochodzenie, bo istniało podejrzenie, że był celowo przez dzieciaki popchnięty pod koła). A w epoce "dzieci kwiatów" moja kuzynka Kazia uciekła z domu do hippisowskiej komuny. Co to się działo!! Ciotki zamartwiały się. Na szczęście poszukiwania zakończyły się sukcesem i zbłąkana kuzynka wróciła do domu, potem założyła rodzinę i miała czworo dzieci. Obecnie jest już "młodą" prababcią.

    I ta amerykańska rodzina przysyłała nam kolorowe zdjęcia na tle a to nowego domu, a to nowego samochodu, a to w ładnych wnętrzach. Wszyscy byli uśmiechnięci, radośni. Moje ciocie, Helena i Krystyna prosiły swoją siostrę Lodzię o podobną dokumentację rodzinnego życia. A u nas cóż, siermiężna  codzienność. Nie mieliśmy aparatu fotograficznego a na profesjonalnego fotografa nie było nas stać. Ale to się zmieniło, ponieważ ciocie raz i drugi przysłały w liście banknot z dedykacją na co ma być spożytkowany.
    Rodzice po naradzie zdecydowali: w niedzielę jedziemy  do fotografa. Zakład fotograficzny mieścił się przy ulicy Skłodowskiej Curie i był jednym z lepszych we Wrocławiu. Mama najpierw ubrała mnie, i surowo przykazała, abym czekając przed domem nie pobrudziła odzieży. Potem zlustrowała resztę rodziny i pojechaliśmy tramwajem, całą drogę śmiejąc się i wesoło żartując. Moja rodzina była wesoła i miała poczucie humoru. W małym atelier fotograf ustawił nas i gdy przygotował aparat poprosił o uśmiech - i się zaczęło! Moja siostra bąknęła coś zabawnego, coś dodał mój brat i śmiechom a potem  chichotom nie było końca. Biedny fotograf pożałował pewnie swojej prośby, bo już miał pstryknąć, a tu rozlegało się cichutkie hi,hi,hi,  potem parsknięcie i żywiołowy śmiech.  Wreszcie zniecierpliwiony Tato odwrócił się do swojej gromadki i jednym spojrzeniem ją uciszył. Szkoda, bo na zdjęciu  zabrakło naszych słonecznych uśmiechów. Dla mnie najważniejsze było, aby kolana w białych rajtuzach nie były wypchane. No niestety były, co też widać na zdjęciu. Fotografia poszła za ocean. Jakie były komentarze i czy w ogóle były - nie wiem. Ale mamy świetną pamiątkę z 1955 roku i to nie jedną, bo są i inne późniejsze fotografie.    

Ewa Semków      



Zdjęcie z archiwum rodzinnego  

Warto przeczytać inne teksty Autorki publikowane na naszej Werandzie Literackiej
  https://www.kobieta50plus.pl/pl/weranda-literacka/psia-milosc                       

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • Isabel 25/03/2021, 15:32

    Ciekawa historia, trochę podobna do mojej. Miło było mi przeczytać wspomnienia. Moi rodzice, też chodzili z nami do fotografa aby zrobić rodzinne zdjęcie dla dziadków zza oceanu. Chodziliśmy na te seanse fotograficzne do Foto Wrzos, chyba przy ul. Pomorskiej we Wrocławiu.

  • kira 24/03/2021, 18:20

    świetny tekst, każde nasze zdjęcie z przeszłości zamyka jakaś przeżytą przez nas sytuację, chwilę i jest to cudowny urok starych fotografii

  • Ewa Radomska 16/03/2021, 15:37

    Świetne, pamiątkowe zdjęcie i ciekawie opowiedziana historyjka zrobienia tego zdjęcia. Rzeczywiście szkoda, że nie ma drugiej wersji gdzie dzieci śmieją się "od ucha do ucha" , ale we wspomnieniach ona jest...

  • Jadwiga Śmigiera 16/03/2021, 6:08

    Wzruszające wspomnienia.
    I ja doskonale pamiętam te wypchane w rajtuzach kolana...
    Dziękuję i serdecznie pozdrawiam Autorkę.