Syndrom pustego gniazda
Nauczyłam cię latać i odfrunąłeś. To bajka o motylu. Wychowałam go dla innych. Od najmłodszych lat uczyłam życzliwości i tego żeby się nie bał ludzi.
Nie broniłam nieudolnych prób. Nie chwaliłam za byle co. Mówiłam idź, spróbuj. Nawet jak nie potrafisz. Jestem niedaleko. Wszystko poukładane, podane. Ty masz swoje zainteresowania, rozwijaj je.
I pofrunął daleko, najdalej jak potrafił. Mój motyl. Czy odfrunął także ode mnie?
Byłam niedaleko, gotowa wesprzeć w każdej chwili. Czuł moją zgodę na poobijane kolana i obolałą duszę. Dziś wiem, że to była dobra droga. Jest samodzielny zawodowo, finansowo, ma swoją nową rodzinę? A ja? Mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku, to taka moja tarcza dla innych. Mieszkam sama, mąż nie żyje od kilku lat. Mam dobrych sąsiadów, znajomych. Są teraz dla mnie bardzo ważni. Ale z każdym rokiem ich ubywa z różnych powodów. I tylko kiedy po szybach spływa deszcz dopada mnie. Jak by było gdyby był obok, na sąsiedniej ulicy, w innym mieście? Co by to zmieniło w moim życiu?
Co tak naprawdę o mnie myśli. Czy to co mu przekazałam pozwala mu łatwiej znosić przeszkody w życiu? Nie bać się trudności? Już nie dzwoni żeby zapytać o zdanie. Sam podejmuje decyzje. „Chronię Cię” tak mówi, tylko przed czym? Czy to co mówi jest tylko zdawkowe? Jak się będzie czuł kiedy odejdę?
Do czego ja mam prawo i czego mogę oczekiwać. Od niego, od jego rodziny, jego dzieci? Od kogo?
Można przefrunąć przez życie jak motyl, przysiadając co chwila i przynosić radość innym i sobie. Można jak czołg osiągając cel niszcząc wszystko po drodze. To zależy tylko od Ciebie.
Danuta Jankowska














Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.