Weranda literacka

Szafa w ringu

Ring wolny, pierwsze starcie: XX-elka kontra szafa. Ile razy podchodzę do szafy tyle razy muszę stoczyć z nią walkę.

Zawsze szarpnę z taką złością,, że aż walnie drzwiami o ścianę. A oddaje zaraza każdy cios. Drzwi odbijają się od ściany i zawsze rąbną mnie w łokieć, tam gdzie najbardziej boli, a ile razy podstawi mi nogę, że padam przed nią plackiem, a ona chichocze zgrzytliwie iiiii, iiiiiii.

Szafa jest głupia. Gdyby była mądrzejsza nie wisiałyby w niej worki na kartofle, namioty, kapy na indyjskie słonie, tylko powiewne czarne suknie wykańczane arystokratyczną koronką wprost z Monaco Fashion. Ale nie wiszą. Zaglądam do niej po raz kolejny, żeby się upewnić. Nie ma.

Ja też potrafię śmiać się z szafy: jesteś tak wielka, że sama powinaś nosić te potwory, które w tobie wiszą. A ona się wścieka równie zgrzytliwie iiii, iiiii próbując przechylić się, żeby mnie przygnieść. Nic z tego. Podpieram ją plecami, nogami zapieram się w podłogę i wraca do pionu, tylko na podłodze zostaje stos gałganów. Nie będę tego nosić, oddam do Armii Zbawienia, tylko gdzie jej szukać? W Ameryce? Poza tym, jak oddam to co na siebie włożę?

Patrzę na nią i myślę: żeby tak któregoś dnia otworzyć, zajrzeć i zobaczyć jakieś koronkowe, prześwitujące cudo, przez które tajemniczo będzie połyskiwało moje gibkie, opalone ciało... Dlaczego jest tyle czarodziejskich szaf w filmach i książkach, a akurat ta moja musi być prozaiczna i przepastna i brzuchata. Czemu nie chce spełnić mi ani jednego życzenia? Bo jest głupia. Któregoś dnia tak się z nią naszarpałam, że przysiadłam koło niej na podłodze i usnęłam. We śnie byłam na balu.

Tańczyłam z Van Dammem odzianym w smoking. Ja byłam w wymarzonej kreacji wprost z Monaco Fashion. Kiedy całował mnie namiętnie przymknęłam oczy i obudziłam się.

Postanowiłam zarazę po prostu porąbać. Gdzie tam! Ja ją łup! A siekiera odbiła się nawet jej nie zadrasnąwszy i przeleciała mi tuż koło ucha. O mały figiel, a mogłabym robić za Van Gogha, tylko kto mnie nauczy malować? Taka byłam zawzięta, że podniosłam ją i łupnęłam w szafę drugi raz. Nawet fornir nie odprysnął, a siekiera razem ze mną znalazła się pod ścianą. Nie mogłam ruszyć prawą ręką. Pomyślałam: albo ja ją, albo ona mnie! No i oczywiście wyszło na to drugie. Pokonała mnie. Opisałam to wszystko i wysłałam na konkurs. Może to stare pudło jednak jest zaczarowane i obdaruje mnie czarno-koronkowo-szyfonowym cackiem z Monaco Fashion? Kto wie?

Jola Miskiewicz

Od zawsze pisałam do szuflady. Od 2008 r. biorę udział w programie "Babcia nadaje", który teraz przekształcił się w "Latające Babcie". Piszemy bajki, wydajemy książeczki, spotykamy się z dziećmi w przedszkolach, ośrodkach, bibliotekach i czytamy nasze bajki.Zdarzaja mi sie już samodzielne spotkania autorskie - niestety nadal nie moge przekonać wydawnictw, że moje utwory są warte druku. Piszę bajki, wiersze, artykuły do Kobiety Puszystej i Kobiety Łódź, książki dla dorosłych. Wysłałam też sztukę na Komediopisanie. Wraz z innymi Latającymi Babciami jesteśmy ostatnio ulubienicami łódzkich mediów.

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.