Weranda literacka

Vratislavia, Breslau, Wrocław

Vratislavia, Breslau, Wrocław

-To będziesz tak całe lato siedziała z chłopakami na działce? - zapytał na początku sierpnia młodszy syn.- Ty, która lubisz podróżować i zwiedzać i potem o tym pisać?
- A co mam robić – zapytałam – przecież nie powinnam ryzykować. Przecież zewsząd czyha ta paskudna zaraza.
- Zarazić się możesz w sklepiku w którym robisz codziennie zakupy. Od jakiegoś miejscowego, który nie nosi maseczki i który ci nakicha w twarz przy wybieraniu z półki pieczywa.
- Też prawda – przyznałam mu rację. - To radzisz mi gdzieś wyjechać?
- Oczywiście. Zabierz męża, wnuki i jedźcie….. na przykład do Wrocławia.
- Super – zapaliłam się do pomysłu – ale gdzie i u kogo mamy się zatrzymać?
- Mam we Wrocławiu kolegę jeszcze ze studiów. On mi kiedyś mówił, że w czasie nieobecności wynajmuje swoje małe mieszkanko. Mieszka gdzieś w rynku. Zaraz się z nim skontaktuję.

Po paru minutach mieliśmy „jasność w temacie”. Na samym wrocławskim rynku, po drugiej stronie ratusza na 4-tym piętrze tuż pod dachem możemy zamieszkać na parę dni w starej /oczywiście poniemieckiej/ kamienicy w małym 2-pokojowym mieszkaniu. Oczywiście za odpowiednią opłatą. Ale zdecydować się trzeba natychmiast. No bo ludzie zaczęli się ruszać z domów i wyjeżdżać w Polskę.
Zdecydowaliśmy się. Bo we Wrocławiu urodził się i mieszkał przez pierwsze trzy lata dziadek moich wnuków. Bo we Wrocławiu zaczynali powojenne życie moi Rodzice, bo we Wrocławiu byliśmy ostatnio 15 lat temu świętując okrągłą rocznicę naszego ślubu. Mieszkaliśmy wtedy w Hotelu Tumskim. I z hotelowego okna mieliśmy widok na Katedrę i na Zielony Most. Bo Wrocław to niewątpliwie piękne miasto.
No i jest tam około 600 krasnali, które bardzo chciał zobaczyć młodszy wnuk. I wspaniały Ogród Zoologiczny.
Nie można było nie pojechać.
Pojechaliśmy na pięć dni. Wyjechaliśmy do miasta nad Odrą w poniedziałek rano a wróciliśmy w piątek wieczorem.
Atrakcji było mnóstwo.
Niektóre z nich były jednak stresujące i trochę męczące.
Na przykład podróż. W obydwie strony jechaliśmy w 6-osobowym przedziale w maseczkach. Było okropnie duszno i męcząco. A jechaliśmy za każdym razem 6 godzin.
Na przykład straszliwy upał. Przez pięć dni poruszaliśmy się jak muchy w smole.
No i to mieszkanko – wprawdzie z pięknym widokiem na rynek, ale tuż pod samym dachem. A wchodziliśmy do niego kilka razy dziennie po bardzo stromych schodach.
Ale było warto.

O tym, że Wrocław to miasto poniemieckie to przecież wszyscy wiemy.  Mąż, który jest historykiem prosił żeby dodać, że to miasto przez wieki leżało w strefie wpływów czesko-niemiecko-polskich, oczywiście z dominującą kulturą niemiecką. Chociaż w średniowieczu było miastem polskim…
Ja sobie to po raz kolejny uświadomiłam gdy już pierwszego dnia po wyjściu z pociągu na wrocławskim Dworcu Głównym zobaczyłam napis „Durchgang zur Lurstrasse”.
Trochę mnie to zaskoczyło, no ale przypomniałam sobie, że w miastach na Polskich Kresach istnieją polskie napisy.
A potem szliśmy w kierunku Rynku. I przepięknego wrocławskiego Ratusza.
I tam zaczęliśmy spotykać krasnale. Na przykład te dwa piękne Syzyfki toczące kule na budowę ratusza. Albo Strażnika-Śpiocha. Albo Pożarki biegnące  do pożaru. Jeden z nich ma przecudnie rozwianą brodę. Było ich zresztą mnóstwo. Co chwilę „wyrastały” nam pod nogami. Czasami też znajdowaliśmy je w zacisznych miejscach albo leżących prawie na środku ulicy.
Nie będę przypominać historii Wrocławia. Każdy z pewnością wie, że to niezwykłe miasto zostało założone przez czeskiego księcia Vratislava. Przez wieki było obracane w ruinę i znowu się odradzało. A w 1939 roku stacjonowały tu oddziały Wermachtu przed wejściem do Polski. A w słynnej Hali Stulecia przemawiał Adolf Hitler.

Po wojnie Wrocław zaczęli zaludniać osadnicy ze wschodu. Ale to też wszyscy wiedzą, bo to nasza polska, skomplikowana historia. Ja w każdym razie ze wzruszeniem patrzyłam na Restaurację Lwowską znajdującą się przy Rynku. A także na pomnik Aleksandra Fredry, który został przeniesiony przed wrocławski ratusz ze Lwowa.
Zwiedzanie Wrocławia trzeba było dostosować do wieku wnuków i ich zainteresowań a także do wieku ich dziadków czyli nas. A przede wszystkim do istniejącej pandemii i do różnego rodzaju zakazów i nakazów.
Codziennie wędrowaliśmy więc śladami krasnoludków. Ale zwiedziliśmy tez wspaniałe Hydropolis czyli Muzeum Wody. To Muzeum zostało parę lat temu zaliczone do Cudów Polski. A wchodzi się do niego przez ścianę wody…
Drugi dzień spędziliśmy we Wrocławskim ZOO. W ten sposób zrealizowaliśmy życzenie młodszego wnuka, który w swoje urodziny koniecznie chciał zobaczyć najciekawsze polskie ZOO. I najstarsze na ziemiach polskich, bo zostało założone w roku 1865.
W ciągu 6 godzin wędrówki odwiedziliśmy najpierw tygrysicę sumatrzańską z 2 miesięcznym dzieckiem, hipopotama karłowatego, największe gryzonie czyli kapibary, dwie małe pandy /w tym jedną bez ogona/ całe Afrykarium a w nim rodzinę waleni z dzieckiem, warany czyli smoki z Komodo i wiele wiele innych. Wzruszający był widok czterech wielbłądów jednogarbnych leżących obok siebie na wybiegu. Naprawdę całe ZOO zrobiło na nas niesamowite wrażenie.
Ostatniego dnia chcieliśmy obejrzeć Panoramę Racławicką. Niestety była w konserwacji, o czym wcześniej nie wiedzieliśmy.
Wnuki były już bardzo zmęczone i pełne wrażeń więc wróciły na 4 piętro naszego tymczasowego mieszkanka przy wrocławskim rynku.
Ich dziadek poszedł szukać śladów swojego najwcześniejszego dzieciństwa a także na jeden z cmentarzy aby zapalić znicz swojemu wujkowi.
A ja pojechałam na Ostrów Tumski i usiadłam sobie koło Mostu Tumskiego. I zauważyłam na nim rzeźbę Świętej Jadwigi...
A po Odrze pływały statki…
----------------------------------------------------------------------------
/To była tylko kropla w morzu wrażeń, przeżyć i spostrzeżeń z naszego pobytu w Stolicy Dolnego Śląska/
JADWIGA ŚMIGIERA

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • Isabel 17/09/2020, 16:38

    Gratuluję II miejsca i sympatycznej opowieści o wizycie we Wrocławiu. Jestem "prawie" Wrocławianką, tu spędziłam najważniejsze lata mojego życia. Wrocław jest moim miastem do którego wracam zawsze z biciem serca. Dziękuję za tą relację.

  • Ewa Radomska 16/09/2020, 13:07

    Serdeczne gratulacje!
    Powyższy tekst zajął II miejsce w konkursie literackim "Wakacje z koronawirusem w tle" !
    Wrocław - Stolica Dolnego Śląska - Miasto Spotkań - dziękuję za ten piękny i mądry tekst!