Weranda literacka

Wakacje z koronawirusem w tle

Wakacje z koronawirusem w tle

Ślub Alicji i Wacława był doniosłym wydarzeniem w okolicy. Znana detektyw- amatorka cieszyła się uznaniem wśród mieszkańców Grabiny, więc prawie wszyscy przybyli do kościoła na uroczystość. Na weselu, dość skromnym prawie nie było krewnych -jedynie brat Wacława i szwagier Alicji, z różnych przyczyn - bez swoich rodzin. Przyjęcie odbyło się w ogrodzie. Czerwiec był upalny, zamówiono catering. Było sporo osób- przybyli znajomi i  przyjaciele. Impreza była udana, tym bardziej pamiętana w okolicy, że przez następne kilka lat żadna para w Grabinie już się nie pobrała .
Niewiele się zmieniło w ich życiu, nadal się po prostu szalenie lubili, szanowali swoją odrębność i wspólnie wychowywali psa Irysa, który pojawił się w ich życiu w sposób zupełnie nieoczekiwany- podrzucony jako szczenię do ogródka. Skutek tego wychowania był taki, że pies był nadmiernie rozpieszczony i zupełnie zdominował właścicieli. Był to pies wielorasowy, z sympatycznym pyskiem, tylko nadmiernie hałaśliwy, co zupełnie właścicielom nie przeszkadzało, za to sąsiadom już tak.
Alicja i Wacław byli też właścicielami nowego białego opla astra, który został kupiony po sprzedaży mieszkania we Wrocławiu, odziedziczonego po jej rodzicach.
Przez jakiś czas regularne wpływy pieniężne za wynajem stanowiły dla niej spory zastrzyk finansowy. Ale ostatniego roku nowi lokatorzy, para muzyków, z początku nieregularnie  płacący za wynajem  mieszkania raptem się ulotnili. Administrator budynku oddał klucze, które zostawili u niego. Alicja z Wacławem w milczeniu oglądali zniszczone meble, brudną kuchnię i zdemolowaną łazienkę.
- Wilku, musimy sprzedać to mieszkanie, nie mam siły dalej pilnować kolejnych najemców.
- Oczywiście, Alka, po remoncie- tak zrobimy- odpowiedział Wacław.
Po sprzedaży mieszkania i kupnie auta zostało sporo gotówki na ich wspólnym koncie.
Wacław Wilk był właścicielem  trzypokojowego mieszkania w Kołobrzegu, które też  wynajmował.  Ale od czerwca do września mieszkanie było do dyspozycji jego właściciela. Nie tylko Alicja i Wacław wyjeżdżali latem nad morze, także sąsiadka Helena z mężem i Jan, brat Wacka z żoną.
Ale  raptem wszystkie plany, jakie mieli na bieżący rok musieli skorygować. Jeszcze nie zdążyli nacieszyć się nowym autem, planowali kilka wycieczek, na razie w pobliskie góry, gdy niepozorny zdawałoby się wirus, który pojawił się w Chinach zagroził całemu światu i świat zamarł w bezruchu… Alicja i Helena wykupiły wycieczkę do Włoch, o zwiedzaniu których zawsze marzyły, a ten kraj jako pierwszy  dopadła epidemia koronawirusa. Wycieczka miała odbyć się w kwietniu, a już miesiąc wcześniej ogłoszony został stan pandemii, coś czego nikt nigdy w najgorszych snach nie przewidywał. W Grabinie zachorował jakiś mieszkaniec, który wrócił z Niemiec, cała rodzina i znajomi zostali poddani kwarantannie. Na szczęście nikt nie umarł, ale i tak blady strach padł na wszystkich, bo jednak ludzie umierali i w kraju, i na świecie. Zakupy stały się uciążliwe z powodu maseczek i  nieustannego dezynfekowania  rąk.  Ale handel sobie radził, gorzej było z pracą w wielu zawodach, które przestały uchodzić za niezbędne.
Pojawił się problem z mieszkaniem w Kołobrzegu. Wynajmujący je pewien Francuz, pracownik jednej z firm transportowych w ostatniej chwili zdążył wyjechać do swojego kraju, dosłownie tuż przed zamknięciem granic, o czym  poinformował właściciela telefonicznie. Po  umożliwieniu przez władze podróżowania po kraju Wilkowie postanowili, że do Kołobrzegu pojadą, aby pobyć parę dni, zobaczyć morze , a przedtem zahaczyć o Poznań i zobaczyć się z Janem, tam zanocować, żeby zbyt długo  jednego dnia nie jechać. Pies został w domu, Helena miała go doglądać.
-Nareszcie wyrwiemy się z domu- zawołała Alicja.- Najgorzej, jak się kogoś do czegoś zmusza. Można kochać swój dom, ale w momencie, gdy nam każą w nim przebywać czujemy się ukarani.
 Uradowani jechali drogą, wiosenna roślinność radowała oczy.
- Wilku, zatrzymaj się przy tamtej stacji, mam ochotę na kawę- poprosiła. Wysiedli, wypili kawę, Alicja poszła rozprostować nogi. Kawałek za stacją benzynową zobaczyła ją. Siedziała na brzegu parowu z opuszczoną głową, w ciemnych spodniach  i kraciastej bluzie, w rzeczach o wiele na nią za dużych. Siwe włosy miała spięte w kucyk.
 Alicja podeszła i zapytała – Czy pani czegoś potrzebuje?  Dobrze się pani czuje? Odpowiedzi nie było. Patrzyły na nią oczy zupełnie puste, w twarzy, której wiek trudno było określić , mogła mieć równie  dobrze lat  czterdzieści parę jak i sześćdziesiąt.
Pokazał się Wacław i  oboje usiłowali porozumieć się z kobietą, ale bez rezultatu. Zaprowadzili ją wspólnie  do właściciela  sklepu przy stacji benzynowej i usiłowali dowiedzieć się czegoś o tej kobiecie. Mężczyzna nic o niej nie wiedział.  -Dałem jej bułkę i butelkę z wodą. Ale sami państwo rozumieją, jest pandemia i boimy się zarazić, przecież nie wiemy czy ona nie jest zarażona
- A wzywał pan pogotowie albo policję? – Nie- odpowiedział, bo gdy zjadła i wypiła, wyszła nagle i dopiero teraz ją widzę.
-Alka, musimy zawezwać jakieś służby, żeby się nią  zajęły- powiedział Wacław Wilk.
Alicja jeszcze raz popatrzyła na twarz tej kobiety. Rysy przypominały jej zmarłą matkę. – Dlaczego tak jest, że osoby, które przypominają nas, lub naszych bliskich darzymy większym zaufaniem?- zastanawiała się. – Wilku, wracamy do domu, ja muszę tej kobiecie pomóc.
-Chyba żartujesz- powiedział Wacław. Przecież jedziemy nareszcie zobaczyć Jana i  Jolę i potem nad Bałtyk.-Zadzwoń pod numer alarmowy, to się kobietą zajmą. Może rodzina jej szuka?
-Ona nie ma żadnych dokumentów, jest kompletnie zagubiona, żal mi jej, tak po ludzku. Będę szukać jej bliskich, bo ty teraz zawieziesz nas do domu, a sam możesz ruszyć dalej.
-Alka, nie rób mi tego- poprosił. Nie chcę bez ciebie jechać.
-Nie widzę innego wyjścia – powiedziała. Nie bój się, sprawdzę, czy nie jest chora i myślę, że jej sprawa dobrze się zakończy.
Wacław wyjechał sam, następnego dnia. Alicja usiłowała nawiązać kontakt z nieznajomą. Zaczęła od pytania o imię. Gdy dojechała do litery „e” i imienia Ewa kobieta skinęła głową. Uradowana Alicja kontynuowała wypytywanie, ale bez rezultatu. Ewa nie była  upośledzona  umysłowo, sprawiała wrażenie osoby w głębokim szoku. Siedziała spokojnie, patrzyła tylko uparcie w jeden punkt przed siebie i wykazywała całkowity brak zainteresowania otoczeniem.  Alicja poszła po radę do Heleny i obie zastanawiały się, co dalej.
-Zapytam męża, może on coś poradzi .
Karol wkrótce się pojawił.
- A sprawdzałaś na policji, czy nikt nie zginął w okolicy?- spytał Alicję.
- Oczywiście,  że pytałam, nikt nie zgłaszał zaginięcia kobiety o tym rysopisie co Ewa.
Wacław dzwonił codziennie, dopytywał się Alicji o sprawę tajemniczej kobiety. Razem  z bratem  i bratową narzekali na drożyznę  i tłumy na wybrzeżu.
-Posiedzimy tu jeszcze koło tygodnia,  bo dłużej nie chcę cię zostawiać  samej. -A jak tam twoja podopieczna, wiesz już coś na jej temat?
-Nie Wilku, ale cały czas  staramy się odszukać jej bliskich.-. Wiesz, że bardzo polubili się z Irysem? A on nie przepada za obcymi. Nie mówiłam ci, ale ona mi przypomina moją mamę, więc zrozum… Gdy umierała, nie było mnie przy niej…
- Kochana Alu, co postanowisz  - będzie dobrze. Gorąco cię całuję i do zobaczenia.
Wkrótce sprawa Ewy zaczęła się wyjaśniać, a przynajmniej tak  się wydawało całej trójce.
Karol wyjechał w sprawach swojej firmy i mijał po drodze, jakieś pięćdziesiąt  kilometrów na północ, pogorzelisko. Zaciekawiło go to , więc wysiadł i  zapytał chłopaka, który akurat przechodził w pobliżu, co się stało. Chłopak odsunął maseczkę i odpowiedział:
-Straszna tragedia proszę pana, cała rodzina się spaliła, jakieś zwarcie elektryczne. Tam mieszkała matka, córka i dwoje dzieci, wszyscy zginęli. Tylko ojciec dzieci ocalał, ale tego dnia nie było go w domu, wrócił późno, jak już było po wszystkim. Oni już spali, bo to noc była. Jakieś dwa tygodnie temu to się stało. Były cztery trumny, podobno wszystko zwęglone. –  Wszyscy płakali na pogrzebie, cała wieś. Przyjechał ojciec tych dzieci, potem wyjechał.
-Możesz mi podać nazwisko tej rodziny?
-Kowalscy. Ta matka miała na imię Ewa, jej córka Anna, a te dzieciaki to Piotrek i Zosia.
-Jak to dobrze, że tyle mi wyjaśniłeś- podziękował Karol.
-Antek jestem, miło mi  było pogadać. Ostatnio to nudy same, kumpli szkolnych wiadomo, nie ma, szkoła nie działa, moje siostry bliźniaczki mają cztery lata. Dobrze, że babcia z nami mieszka.
- Może jeszcze kiedyś się zobaczymy, do widzenia- powiedział Karol.
-Nareszcie mamy jakąś wersję losu tej biednej kobiety-  oznajmił Alicji po powrocie.
 -Pani Ewo- zapytał Karol zna pani rodzinę Kowalskich z Olszówki? Co się z  nimi stało ?
 Głośny krzyk i potem niepowstrzymany płacz był odpowiedzią na to  pytanie.
-Ewo, to twoja rodzina? Zapytała Alicja. Odpowiedzi długo nie było. Nie pomagało przytulanie i głaskanie po głowie. Ale w  nocy, gdy Alicja już spała, Ewa przyszła i zaczęła mówić.
-Pożar wybuchł w naszym domu. Naraz wszędzie były płomienie. Próbowałam dostać się do wnuków a nie mogłam, do córki drogę tarasował ogień. Teraz przypominam sobie, że gdzieś biegłam i straciłam przytomność i potem już nic nie wiem. Gdzieś się znalazłam i nic nie pamiętałam. A może nie chciałam pamiętać? – To pani mnie znalazła, dzięki pani żyję. Ale muszę odejść, przecież dla pani jestem obca.
-W żadnym wypadku- powiedziała Alicja. Nie jestem pani, mów do mnie Ala.- Ale wiemy, że masz zięcia, a on myśli, że nie żyjesz.
-To niech tak myśli. Nie chcę go widzieć, boję się go.
-Podejrzewasz go o podpalenie?
- Nie, ale on jest pośrednią przyczyną całego tego nieszczęścia. Znęcał się psychicznie nad rodziną, córka parę razy groziła, że się przez niego zabije. Ale rozwieść się nie chciała, była od niego jakoś uzależniona, kiedyś to była wielka  miłość. Ostrzegałam Ankę przed nim, ale ona mnie nie słuchała.  Nie wiem jak do tego pożaru doszło. Mam jeszcze syna, ale z powodu tej pandemii na razie nie może przyjechać. Mieszka w Hiszpanii, studiuje tam i pracuje. Ale ja nie mam telefonu ani dowodu osobistego, pewnie spaliły się.  I co teraz ?
Karol, zadowolony, że to on pomógł rozwiązać zagadkę tej kobiety obiecał znaleźć Wiktora, syna Ewy.
 Wrócił Wacław opalony, ale niezbyt zadowolony z wyjazdu.
-Brakowało mi ciebie, Alka. Dobrze chociaż, że się sprawa tej kobiety wyjaśniła, choć oczywiście żal mi jej ogromnie, że taki los ją spotkał.
-Widzisz Wilku, to że jest pandemia i jej ograniczenia, nie zwalnia nas z obowiązku bycia ludźmi  dla innych ludzi…
- Ciekawe, ile osób postąpiłoby tak jak ty, kochanie- powiedział Wilk.
Zięć Ewy jednak po nią przyjechał, okazało się , że był zrozpaczony utratą rodziny i obwiniał się o brak wystarczającej uwagi wobec żony i jej depresji. Ewa została jeszcze jakiś czas u Wilków , czekając na syna.  
-Kochany Wilku – powiedziała Alicja- myślę, że  tegorocznym latem będziemy cieszyć się w domu. Mamy piękny ogród, tyle pięknych zielonych terenów dookoła. Znowu możemy sobie urządzać rowerowe wycieczki. Co ty na to?


Zdzisława Wenska

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • Ewa Radomska 18/09/2020, 7:37

    Tekst ten dostał wyróżnienie w konkursie "Wakacje z koronawirusem w tle".
    Serdeczne gratulacje!