Finanse 50 plus

Historia o tym, jak pięćdziesięciolatka straciła pracę

Emocje mnie zżerają, kiedy czuję luby przepływ mamony w moim kierunku. Zaraz lecę kupować sobie nagródki.


Rozmyślam ja o temacie finansowym od czasu do czasu, bo nie powiem, że na okrągło, ale zawsze po wyjściu ze sklepu i przy wypakowywaniu zdobyczy, kiedy paragony mi wylatują na stół. Nieco mi się wtedy lico wykrzywia. Bo ja zapisuję wydatki. Kiedyś odkryłam, że jeśli mam nie za dużo funduszy  i nie chcę siorbać z oszczędności czekających na Wielką Czarną Godzinę, muszę się kontrolować. Prawda zaś jest taka, że nie umiem się kontrolować.

Emocje mnie zżerają, kiedy czuję luby przepływ mamony w moim kierunku. Zaraz lecę kupować sobie nagródki, zapominając, że w zeszłym i jeszcze w zeszłym miesiącu przegięłam z zakupami albo z reperacją zębów. Przegięłam i uszczupliłam „wielko-czarno-godzinną" rezerwę. Zamiast łatać finansowe dziury, wydaję „cash" na nagródki. Więc zaczęłam notować i teraz wszystko wiem. Jest lepiej. Prawda, nawet okrutna, jest lepsza od niewiedzy.

I po każdych zakupach, zwłaszcza kiedy są większe, gębusia mi się wykrzywia. Ostatnio nieco częściej, przy zapisywaniu lepiej widać inflację i podwyżki. Ale i lepiej widać, gdzie się poszalało za bardzo i ile przekierować w którą stronę.

Spotkałam ostatnio Rudą. Ruda ma wreszcie pracę. Porywam Rudą na likierek. Mówię jej ‒ „Ruda, opowiedz, jak to było, kiedy nie miałaś pracy". Ruda jest dobrą kobietą, bardzo chciała mi wszystko opowiedzieć, więc odpowiedziała: „okropnie było". Straciła pracę w wyniku redukcji. W trakcie reorganizacji wywalili wszystkich powyżej 25 czy 30 roku życia. Nie pamiętam dokładnie od ilu lat, pewnie przez ten likier, ale to nie ważne. Krótko mówiąc, poleciała z roboty, a potem nigdzie nie chcieli jej przyjąć do pracy, wybrzydzali, że za stara. Pewnie myśleli, że głupia i już niczego się nie nauczy albo będzie patrzeć z góry na swojego szefa, albo się wymądrzać, bo faktycznie będzie od niego mądrzejsza i jeszcze go wygryzie z roboty, a potem zajmie jego stanowisko. A Ruda umie nawet zrobić zwykłą stronę internetową bez animacji i powiesić ją w necie. Sama się nauczyła, nie jest informatykiem. Jest bystra i zdolna, lubi uczyć się nowych rzeczy i co z tego, że ma 55 lat. Znalazła tę swoją obecną pracę przez znajomości i ja to rozumiem, bo wiadomo, że ludzie często szukają pracowników wśród znajomych czy dalszej rodziny. Chcą mieć pewność, że im jakaś bomba z opóźnionym zapłonem nie wleci. Chcą pomóc swoim. Chociaż, kiedy sama szukałam pomocy do opieki nad moją chorą mamą, właśnie pani z polecenia nie była solidna, a ta z netu, z ogłoszenia, obca ‒ okazała się cudowna. Ruda teraz ma pracę, zarabia dużo mniej, niż kiedyś, ale cieszy się, że pracuje. Ruda to społecznica, działa w lokalnym samorządzie, pracuś, wszędzie zostawia dobro, karmi zimą dzikie ptaki, opiekuje się teściową i jest niepowtarzalnie ciepła, i co z tego.

Wspomina, jak to była na bezrobociu i nie mogła iść na kursy doszkalające, czy uczące innych zawodów, bo miała za mało punktów. Tam była punktacja za „bezrobotny staż" i ta punktacja uprawniała do różnych darmowych dobrodziejstw. Ruda za krótko była bezrobotna, nie skorzystała. A bardzo chciała. Potem znajomy dziennikarz opowiadał jej, że tego roku wykorzystano na doszkolenie bezrobotnych tylko niewielki procent przeznaczonych na to funduszy. Ruda nie ma ochoty sprawdzać tego w dokumentach i w statystyce ani przykuwać się do barierek, robić głodówek, pikietować pod sejmem, pisać petycji, nie skacze na demonstracjach i nie krzyczy: „kto z policji, ten nie skacze, hop-hop-hop". Ruda pracuje i cieszy się, że ma pracę. A ja warczę.
WRRRRRRRRRRRRR.

Autorka: Ewa Mach

Ewa Mach o sobie:
Jestem plastyczką-malarką. Koleje losu tak pokierowały moim życiem, że imałam się wielu różnych zajęć. Zajmowałam się więc animacją filmów rysunkowych, księgowością, administrowaniem sklepem internetowym, pisaniem porad w zakresie urządzania mieszkań i tekstów o sztuce użytkowej itp. Krótko pomagałam mojemu szefowi produkować film, pisałam wiersze, malowałam obrazy, uczyłam rysunku i wiele jeszcze różnych wspaniałych rzeczy robiłam w swoim życiu. Największą przyjemność sprawiało mi zawsze poznawanie nowych ludzi i uczenie się nowych rzeczy. Najważniejsi dla mnie zawsze byli ludzie i chętnie ich poznawałam, słuchałam, podziwiałam , zaprzyjaźniałam się.
Dlatego z przyjemnością podjęłam się pisania o naszych "ludzi powyżej pięćdziesiątki" sprawach. Są mi bliskie, to życie moje i moich przyjaciół.

Tekst dostępny także na: www.finanse-na50plus.pl

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.