W krainie wiśni

Dziesiątki tysięcy japońskich kobiet w ciągu ostatniego półtora roku zajęło się handlem walutami online. Grały na giełdach w przerwach w wykonywaniu prac domowych, lub po tym jak już położyły dzieci spać. Podczas gdy, zdominowany przez mężczyzn, świat finansjery kpi sobie z takich kobiet, nazywając je "paniami Wantanabe", stanowią one potężną siłę, zdolną przy wykorzystaniu japońskiego bogactwa wpływać na ceny i konfundować ekonomistów.

Kobiety po 50 nie są wyjątkiem, tez "grają walutami".Wiele z nich kupowało i sprzedawało akcje warte miliony dolarów, dzięki ryzykownej ale bardzo opłacalnej formie handlu, w którym obraca się pożyczonymi pieniędzmi.W rzeczywistości handel online stał się lokalnym fenomenem, wokół którego rozwinęła się cała subkultura blogów, książe klubów inwestora dla całych legionów japońskich żon, które chciałyby zainwestować swoje oszczędności. To, co przyciągawiele Japonek do tego typu aktywności ekonomicznej to, poza potencjalnym zarobkiem, perspektywa uzyskania choć podstawowej niezależności finansowej, przez te kobiety, które zgodnie z tradycją, wolą spędzać czas w domu.

 Mayumi Torii, 41-letnia matka jednego dziecka, która na początku zeszłego roku zajęła się handlem walutowym online, i, jak sama twierdzi, od tego czasu zarobiła już 150 tys. dolarów.

Torii jest najsłynniejszą z japońskich kobiet-inwestorek. Napisała książkę na temat swoich strategii inwestycyjnych i założyła grupę wsparcia dla kobiet, które chcą się tym zająć - FX Beauties lub [Klub Piękności FX - FX oznacza Foreign Exchange, czyli wymianę zagraniczną]. Jednak aż do lipca, kiedy jej książka została opublikowana, obawiała się nawet przyznać przyjaciołom do tego, że zajmuje się handlem, chociaż jej mąż wiedział o tym i w pełni to aprobował. Dziś jest regularnym gościem kilku programów telewizyjnych. Torii twierdzi, że zamierza dalej handlować, mimo ostatnich problemów na rynku. Jej zdaniem była to dla niej jedyna szansa "żeby stanąć na własnych nogach". Bardzo boleśnie przekonała się o tej konieczności gdy rozpadło się jej pierwsze małżeństwo i ona i jej syn musieli utrzymać się z jej skromnych oszczędności.

Dla wielu innych kobiet handel oferuje skromniejszą formę finansowej niezależności, szansę na posiadanie jakichś oszczędności niezależnych od rachunków bankowych mężów.

Jednym z powodów, dla których japońskie żony mogą wstrząsać rynkiem jest fakt, że kontrolują 12,5 tryliona dolarów oszczędności japońskich gospodarstw domowych. Od ponad 10 lat całe to bogactwo leżało w bankach nisko oprocentowane, jednak gwałtowne starzenie się społeczeństwa Japonii, wywołało wśród ludzi niepokój o przyszłość i coraz większa część tych pieniędzy wędruje za granicę w poszukiwaniu większych stóp zwrotu.

Wiele japońskich kobiet działało w takim sekrecie, że wielu analityków rynku w ogóle nie zadawało sobie sprawy ze skali zjawiska aż do lata tego roku, kiedy to jedna z kobiet handlujących online na rynku walutowym została zatrzymana, gdyż nie zapłaciła 1,1 mln dolarów zaległego podatku od zysków na rynkach zagranicznych.

Chociaż handel akcjami również zyskuje sobie w Japonii coraz większą popularność, to kobiety preferują rynek walutowy z powodu jego względnej prostoty: waluty wymagają śledzenia sytuacji jedynie w kilku wybranych krajach, a obrót akcjami wymaga poświęcenia uwagi często nawet setkom różnych firm.

W tamtym czasie metoda ta wydawała się pewnym sposobem na zrobienie pieniędzy, jako że jen konsekwentnie tracił na wartości względem dolara i innych walut. Jednak w ostatnim miesiącu, w sercu kredytowego zamieszania, jego kurs nagle poszybował w górę, kiedy fundusze i inwestorzy prywatni wpadli w panikę.

Yayoi Kawakage, 40-letnia prywatna inwestor, która pracuje na pół etatu w firmie doradztwa handlu nieruchomościami, mówi, że udało jej się ograniczyć straty do 500 dolarów, tylko dlatego, że szybko wycofała swój wkład. Jej zdaniem, jeżeli rynek stanie się mniej przewidywalny, wiele żon prawdopodobnie zrezygnuje z handlu online.

Mimo to wielu analityków zwraca uwagę na fakt, że 2,5 mld dolarów, które stracili Japończycy w ubiegłym miesiącu, to tylko mały ułamek procentu całości narodowych oszczędności drzemiących w japońskich gospodarstwach domowych.

Analitycy twierdzą, że straty nie były tak wielkie, żeby odstraszyć japońskie żony i innych inwestorów. Faktycznie, większość prywatnych inwestorów twierdzi, że już znowu jest w grze, a reszta zgodnie twierdzi, że zamierza wrócić.

opr. kenya (za Gazetą Wyborczą)

Autor wpisu*:
2 x 7 (mnożenie) =