Nim wygaśnie ogień
Zawsze dbała o swój wizerunek bez względu na czas i miejsce, chociaż bywało trudno. Zresztą każda z nas to wie. Lata 80, początek 90tych to przełom w historii naszego narodu. Jej akurat przyszło spędzać ten czas daleko od kraju w jako takim dobrobycie.
Powrót do kraju wydawał się być zbieraniem śmietanki….a tu klops. Brak pracy, brak perspektyw. Nietrafione inwestycje, kapitał topniejący z miesiąca na miesiąc a w finale silna depresja i próba samobójcza. Były też miłe chwile, ale tych znacznie mniej.
Jej związek jakby przygasał, być może to zawierucha w całym naszym kraju na chwilę tłumiła dawny płomień w ich alkowie. Łudziła się, ze to właśnie tak. Mijały lata, w kraju następowała stabilizacja a jej łoże z dnia na dzień zionęło coraz większą pustką i chłodem.
Małżonek wykorzystując fakt opuszczenia gniazda domowego przez najstarszą latorośl przeniósł, na początku chwilowo a potem na stałe, swoje miejsce nocnego spoczynku do pokoju opuszczonego przez córę.
Kobieta została sama, kobieta wtedy 45-letnia, najpierw z cierpliwością anioła prowokowała swojego ślubnego, zachęcała znając męża od 25 lat widziała dobrze, co może być skutecznym sposobem na przełamanie obojętności w łożu. Daremnie, potem były słowa wypowiadane w stosownych chwilach też bez oddźwięku.
Cierpliwie, jak zakonnica niemalże modliła się o to, aby mąż zechciał spojrzeć na nią i żeby było tak jak kiedyś. Po 3 latach takich starań i upokorzenia, bo tak ona odbierała to żebranie o najnormalniejszy małżeński seks – skapitulowała.
Następny rok to było zajadanie, zapijanie smutku, erotyczne myśli prześladowały ją dniem i nocą o niczym innym nie myślała. Wszystko to był seks, seks, seks ….Jak wyglądała owa kobieta wtedy - nie trudno sobie wyobrazić.
Pewnej listopadowej nocy, kiedy jak zwykle brak snu zawiódł ją przed monitor komputera dała ogłoszenie. Treść prosta i klarowna: ,,…samotna….Potrzeba ciepła….Męskiego ramienia….Może Ty?…” Po 2 tygodniach napisał mężczyzna, że też tak jak ona samotny w związku, odrzucony przez żonę, spragniony ciepła kobiecej dłoni itd.
Są już ze sobą 3 lata i on i ona twierdzą, że to najbardziej udane lata tej dekady ich życia. Dodam, że on jest jej równolatkiem podobnie jak jej mąż. Właśnie trwają procesy rozwodowe obydwojga małżeństw, ale czy zalegalizują ten nowy związek – nie – boją się, że przyjdzie taki dzień, kiedy jedno z nich znowu jak przed laty opuści wspólną alkowę.
Dlaczego właśnie teraz, po tylu wspólnych latach? Dla dorosłych dzieci i dla przyjaciół rozpad małżeństwa w tak późnym wieku jest trudny do przyjęcia, lecz nie wiedzą jak naprawdę funkcjonował ten związek od kuchni. Nie było kłótni, awantur – była cisza, była pustka okraszana ekstatycznymi nocami. Ta cisza i pustka to nic innego jak brak uczuć, to tzw. wypalenie związku. To właśnie to zabiło ten i zabija inne związki.
Srebrne gody to czas, kiedy wszystko w związku już jest dopracowane, dotarte. Jest to pora, aby cieszyć się sobą. To teraz jest czas na prawdziwe kochanie i jeśli nie ma w związku tych pozytywnych więzów to zaczyna się piekiełko zwane wypaleniem związku. Ludzie rezygnują z naprawiania związku. Dlaczego? To, że żyje się dłużej inne znaczenie ma szczęście, pary z długim stażem są nauczone rozwiązywać konflikty a nie zamiatać je pod dywan. Takie pary, które na bieżąco nie rozliczyły się ze swoich emocji prędzej czy później spotkają się w sądzie lub zasypiać będą w osobnych sypialniach. Jeśli na przestrzeni 20-30 lat spotykaliśmy się po to by rozliczyć się z wykonanych zadań i pobierać zadania do wykonania nie wchodząc ze sobą w interakcję to później trudno im być razem w dzień a tym bardziej nocą. Nie umieją oni rozwijać w związku tego, co dobre, są samotni, gubią się, są sfrustrowani i zniewoleni. Nie ma już wspólnego kapitału emocjonalnego – wyczerpał się. Nie ma między nimi tej komunii dusz no i ciał zarazem a w efekcie przestają uprawiać seks.
Związek się wypala. Kiedy w takim momencie pojawi się w życiu, któregoś z nich ktoś obcy odchodzą. Można przecież na nowo rozpalić ogień w innym miejscu z udziałem kogoś innego.
Czy robią dobrze? Osądźcie sami.
EDa52











Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
bibi 13/02/2015, 11:40
To prawda, trzeba się otworzyć na szczęście i nową miłość po 50.
Uważam że najlepiej się wdać w piękny romans. Wtedy aż chce się żyć... coś fantastycznego... gorąco polecam