Rynek 50 plus

Z Przemyśla do Calgary w 33 godziny!

Wsiadłem do samolotu wypełnionego po brzegi polskimi gastarbeiterami - przeważnie łysymi osiłkami podobnymi do kiboli.

Ja to mam pecha! Z Przemyśla do Rzeszowa dojechałem bez problemów, ale za to na lotnisku przy nadawaniu bagażu i wyrabianiu karty pokładowej zaczęły się schody. Na całym świecie przy tzw. check-in desk otrzymuje się boarding pass, a tu powiedzieli, że powinienem sobie wyrobić bezpłatnie przez Internet i skoro nie mam, to będę musiał dopłacić 168 zł. Myślałem, że mnie szlag trafi, bo od razu przypomniałem sobie, że w zeszłym roku miałem identyczną przeprawę z Ryanair. No cóż... takie jest życie, że trzeba się błyskawicznie godzić z porażkami. Nie omieszkałem jednak, wyrazić swojej opinii na temat takich złodziejskich praktyk!

Wsiadłem do samolotu wypełnionego po brzegi polskimi gastarbeiterami - przeważnie łysymi osiłkami podobnymi do kiboli, którzy nie przebierali w słowach i przeważnie te najbardziej wyszukane, najczęściej były w użyciu. Koło mnie siedziała elegancka staruszka, która chyba niedosłyszała jak te k…wy i inne lingwistyczne rodzynki przelatywały jej nad głową, bo zachowywała się potulnie i nawet dobrodusznie uśmiechała.

Wyładowałem na lotnisku Luton (daleko na północ od Londynu), kupiłem bilet na pociąg na lotnisko Gatwick (za 25 funtów) i czekam na połączenie. A tu przyjeżdża jeden jadący do St. Pancras, potem drugi, a ja stoję jak durny i czekam na Gatwick. Po północy okazało się, że muszę właśnie pojechać na stacje St. Pancras i tam się przesiąść, co mnie bardzo zdziwiło, bo zawsze jechało się bezpośrednio. Okazało się, że są jakieś poważnie roboty ziemne pomiędzy St. Pankras a London Bridge i ten odcinek musiałem pokonać piętrowym autobusem. Na szczęście honorowali bilet pociągowy.

W sumie zamiast 1,5 godziny jechałem ponad trzy i około 2-giej w nocy zacząłem się rozglądać za jakąś ławeczką do spania. Miejsce leżące znalazłem, ale całodobowe roboty (które już tam trwają co najmniej od roku!) powodowały taki hałas, że nawet mając zatyczki w uszach nie sposób byłoby spać. Młoty pneumatyczne bowiem warczały z taką zaciekłością, że umarłego by postawiły na równe nogi! (Jak sie okazało wielu robotników to Polacy.)

Wymaglowany całonocnym przewracaniem się z boku na bok, stanąłem wreszcie w kolejce do odprawy na samolot do Calgary, a tam przy biurku oczywiście Polka, z którą sobie chwilę porozmawiałem (mimo kolejki za mną). Pytała jak długo mieszkam w Kanadzie i zachwycała się jak tam musi być pięknie. Dała mi też dokładnie takie miejsce o jakie prosiłem, czyli przy oknie i na samym końcu.

Po kontroli bezpieczeństwa, celnej i paszportowej znalazłem się w ogromnej hali pełnej luksusowych samochodów (niby do wygrania) oraz sklepów. W końcu po paru godzinach oczekiwania wsiadłem do ogromnego Airbusa mogącego pomieścić 350 pasażerów. A te 9 godzin lotu to po prostu obowiązkowe przestawienie się na przetrwanie, bo inaczej nie sposób takiej podroży ukończyć nie stając sie cyborgiem typu Zombi. Zdjęcia, które załączam obrazują angielski krajobraz tuż po starcie, potem lot nad zlodowaciałymi połaciami Wyspy Baffina i na koniec albertańska preria przed lądowaniem. Na szczęście przywitała mnie wiosenna pogoda i piękny widok na ośnieżone szczyty Gór Skalistych czyli... jestem w domu!

Leszek Wojciechowski (tekst i zdjęcia)

Autor - Leszek Wojciechowski - od 1981 r. mieszka w Kanadzie choć Polskę stara się systematycznie odwiedzać. Czas spędza wyjątkowo aktywnie - jazda na rowerze, pływanie, gra w tenisa, wyprawy górskie, nauczanie j. anielskiego - to tylko nieliczne z Jego pasji. Uważa, że należy żyć pełnią życia, w myśl słów: "Every man dies - Not every man really lives", czyli "Każdy człowiek umiera, lecz nie każdy naprawdę żyje."

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • Lwojciechowski 12/09/2011, 19:59

    No więc samolot do Calgary odlatywał z samego rana i gdybym wziął hotel w Londynie, to musiałbym już o 3-ciej się zrywać aby dojechać na Gatwick. A więc i tak zarwałbym noc, nie mówiąc już o kosztach. Podobnie jak ja postępuje wielu podróżnych, którzy maja ranne wyloty, więc porównanie z kloszardem nie zdaje się być adekwatne.

  • Anna Fran 10/09/2011, 22:37

    panie Leszku bardzo fajnie pan pisze, tylko nie rozumiem dlaczego
    spal pan na laweczce jak jakis kloszard?