25 lat na emeryturze część 2
Nagle, znacznie silnej niż przedtem, poczułam się niejako „powołana” do niesienia nadziei, szukania światełek tam, gdzie jest ciemno. Zetknęłam się bowiem w ciągu długiego życia z bezmiarem duchowych cierpień ludzkich.
Myśl o tym, by było jaśniej, stała się czymś w rodzaju przymusu wewnętrznego do działania. Chyba dlatego powstał w Najmniejszym Muzeum Świata Telefon Nadziei dla ludzi zdesperowanych, osamotnionych lub odtrąconych.
Z drugiej strony pojawiło się we mnie niezwykle silne pragnienie obmyślania sposobów zbliżania się do tych ludzi, którzy mnie w ciągu życia zranili, skrzywdzili lub okazali wrogość. Marzeniem stało się zrobienie czegoś dobrego dla nich. Znakomitą okazją do zrealizowania tego marzenia stało się nie tylko uświadomienie sobie, że życie można zamknąć klamrą przebaczenia i w ostatecznym rozrachunku – klamrą ciszy i pokoju. Nie ukrywam, wiązało się z tym także pragnienie przeżycie uczucia szczęścia i zwycięstwa. Przebaczenie prawdziwe wymaga bowiem zdobycia się na przezwyciężenie samego siebie, a to dowartościowuje i dostarcza radości z faktu zwycięstwa nad samym sobą. Z drugiej strony, przebaczenie komuś krzywdy towarzyszy satysfakcja, że to nie nam trzeba przebaczać, a zatem jesteśmy niejako w sytuacji zwycięzcy wobec naszych krzywdzicieli, bo nie mamy sobie nic do zarzucenia, a to jest nie tylko przyczyną radości, ale także dowartościowuje i to podwójnie.
Z kolei zaobserwowałam, że rozbudzone wcześniej nawyki myślenia twórczego znacznie wzmogły się na emeryturze. Zaczęłam się zatem wypowiadać na te tematy w Pracach i w Biuletynach Uniwersytetu Trzeciego Wieku, w trakcie zajęć gimnastyki umysłu przez malarstwo, w licznych Seminariach Twórczości, na łamach „Sklepiku Najmniejszego Muzeum Świata”, w czasopismach muzealnych, wreszcie w specyficznym malarstwie.
Sposób wyrażania się w malarstwie, stanowiący próbę wypracowania nowego kierunku w obrębie malarstwa metafizycznego, nazwałam walgrafintyzmem, od słów „walor + grafo + intelekt”, w celu podkreślenia, że jest to malowanie świata fal niewidzialnych, ale istniejących w rzeczywistości. Zaczęłam te fale czynić widzialnymi na obrazie.
Mogłam się także wypowiadać w notowaniu systematycznym myśli własnych, co zaowocowało pokaźnym zbiorem a jednocześnie pomagało ściślej uzasadnić racje swego postępowania.
Po tych wyjaśnieniach, jak sądzę, łatwiej będzie oddzielić zamiary od czynów, stopień realizacji potrzeb w stosunku do wyników działania. Chcę też na bazie doświadczeń 25 lat na emeryturze stwierdzić nieuchronnie:
- dobrze mieć liczne zainteresowania, potrzeby działania i nie przerażać się na emeryturze wizją zbliżających się słabości i ograniczeń związanych z wiekiem; optymizm na pewno pomaga,
- dobrze jest ze szczególną troską pielęgnować nadzieję, brak nadziei grozi sparaliżowaniem działania,
- dobrze jest mieć świadomość, że wiele jeszcze mamy do zrobienia, co jest wrogiem wszelkiej bierności,
- dobrze jest więcej pracować nad samym sobą, gdyż zawsze daje nam to większą szansę nie popełniania starych błędów,
- dobrze jest nie zamykać bramy dla horyzontów poznawczych, ponieważ życie jest ciekawe a teraźniejszość niesie z sobą wiele nowych okazji do przemyśleń,
- dobrze jest nie chować nagromadzonych danych do szufladek umysłu wyłącznie, ale przetwarzać je na konkretne czyny,
- dobrze jest wykorzystać czas na emeryturze zgodnie z naszymi zamiłowaniami, ale lepiej jest wykorzystywać ten czas jednocześnie w taki sposób, by dzielić się z innymi naszymi przemyśleniami.
Ciąg dalszy rozważań pt. „25 lat na emeryturze” Redakcja kobieta50plus.pl przedstawi w kolejnym „odcinku”
Dr Halina Duczmal – Pacowska – tekst jest fragmentem opracowania „Coraz bliżej – ćwierćwiecze emerytury 1983 – 2008”, które zostało zaprezentowane podczas wernisażu 109 wystawy w Najmniejszym Muzeum Świata z okazji jubileuszu 25 lat działania na emeryturze dr Duczmal – Pacowskiej...











Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.