Abakany w UTW
Wywiad opublikowano 17 listopada 2008 roku. Zaprotestowały i nadal to czynią uniwersytety trzeciego wieku, bo o tej instytucji Profesor wypowiada się niepochlebnie. Oto te fragmenty:
Ponieważ uniwersytety trzeciego wieku to żenada. Getta emerytów, którzy nic już nie popsują, więc niech się uczą za darmo nieprzydatnej młodym wiedzy? I malują nikomu niepotrzebne obrazki albo lepią wazoniki z gliny?
Te tzw. uniwersytety to grupy wsparcia, gdzie nieszczęśni starcy organizują sobie życie po to, żeby zająć swój czas, i po to, by tworzyć bazy danych o różnych okazyjnych darmowych wyżerkach. Nie nazywajmy tego uniwersytetami, bo to mistyfikacja. Jaki to uniwersytet? Jaka to nauka? To nieapetyczna gra pozorów. Jeśli chcemy naprawdę dać szansę kształcenia starym ludziom, niech każde miasto zafunduje kilkorgu z nich prawdziwe studia. Niech da im szansę doświadczenia sprawności intelektualnej, co jest niesamowitym przeżyciem. Taka bywa rzeczywistość szwedzka czy amerykańska. Tam w salach uniwersyteckich siedzą w jednej ławie 70-latki i 18-latki. To są koledzy ze studiów.
A u nas miarą sukcesu starych "studentów" jest lepienie garnków. Bo coś trzeba robić, trzeba starych zająć, żeby nie marudzili i by niczego od nikogo nie chcieli. A jak zaczynają za dużo myśleć, to "zadamy" im jeszcze jedną makatkę. Albo pozwolimy zrobić włóczkowy beret. Dla wnuka oczywiście, a nie, broń boże, na wystawę abakanów.
D.W. Ale oni to lubią.
- Kto to udowodnił? Przede wszystkim nie mają alternatywy.
Tekst ten, jak na profesora psychologii, zajmującego tak wysoka pozycję w hierarchii nauki polskiej uderza i zadziwia brakiem taktu. Zapewne nie zasługiwałby z tego powodu na jakąkolwiek reakcję, ale oprócz tego, że jest nietaktowny - ma fałszywą wymowę.
Wygląda bowiem na to, że to oni, profesorowie i docenci wymyślili nam, starym, zajęcie, żeby nam głupie myśli do głowy nie przychodziły. Jest zupełnie odwrotnie. To my sami sobie tę zabawkę tworzymy przy waszej profesorskiej niechęci. Dziesięć lat zabiegałem o utworzenie uniwersytetu trzeciego wieku, posługując się ideą kształcenia ustawicznego. UTW powstał poza oficjalnymi strukturami oświatowymi, poza samorządem miejskim, jako prywatna zapobiegliwość. Kilka lat temu zaproponowałem dwu uczelniom utworzenie studium na prawach zakładu dla seniorów na poziomie licencjackim. Nawet kurtuazyjnej odpowiedzi nie otrzymałem.
Największym kłopotem zarządów uniwersytetów trzeciego wieku jest znalezienie wykładowców do prowadzenia zajęć. W bieżącym roku akademickim prowadzę wykład z dziedziny nikomu niepotrzebnej, a wielce interesującej. Nie znalazłem opiekuna naukowego w mieście, gdzie uczelnia jest na każdym rogu ulicy. To dlatego wyszywamy makatki, nieprawda, że nie na wystawę. Bo wystawy, wiele z nich tłumnie odwiedzane, robimy. Więc dla kogo to jest mistyfikacja? Zarządzany przez Pana komitet od jutra pracuje nad demistyfikacją uniwersytetów trzeciego wieku zamiast jeździć na rolkach.
Mam lat osiemdziesiąt. Nie ma tygodnia, abym czegoś do druku nie napisał, w ciągu minionych dwunastu lat założyłem uniwersytet trzeciego wieku, wykładam w UTW-ach, gdzie mnie zaproszą, nadal jestem do dyspozycji. Coraz mniej chętnie jednak jadę dalej niż 100 kilometrów. Fizjologia swoje robi. Jeszcze niedawno o szóstej rano uprawiałem codzienną przebieżkę wokół domu - 620 metrów w 2,5 minuty (mój przyjaciel powiedział, że jak zwykle przesadzam, bo tam jest metrów 617). Jeszcze niedawno brałem udział w terenowych rajdach pieszych, gdzie bywało do przejścia nawet 25 kilometrów. Oto zapamiętane wydarzenie, a miałem wtedy lat 76: . Był ze mną Maratończyk ze Słupska a z rowerem ciągał się po bezdrożach Maturzysta z Miastka. Zgubiliśmy w lesie, nie my jedni, drogę. Maratończyk zaproponował, że pobiega w koło i drogę odnajdzie. Po pół godzinie Maturzysta pojechał szukać Maratończyka. Wziąłem na plecy torbę Maratończyka i poszedłem na metę. Upał był, wiatr wiał, więc i susza dokuczała, z jeziora wodę piłem. Kiedy na mecie usiadłem na kamieniu, przybiegł Maratończyk. Wiesz, co ja przeżyłem? Upał jak cholera, wiatr, niesamowita susza i pot, pić się chce, z jeziora wodę piłem. A jak sobie pomyślałem, że ty w torbie masz piwo…A co ja sobie pomyślałem?
Miałem cztery lata więcej niż Pan Profesor dzisiaj, kiedy uzyskałem stopień doktora, a razem z pracą nad rozprawą pracowałem nad utworzeniem uniwersytetu trzeciego wieku. Kiedy w todze doktorskiej siedziałem w auli uniwersyteckiej, a doktorat honoris causa odbierał w tej samej uroczystości sam Prymas Glemp, czułem się najbardziej wywyższony ze wszystkich obecnych. To było dzieło życia. Jeszcze większą satysfakcję mam, gdy uniwersytet trzeciego wieku przetrwał pięć lat - choć już beze mnie. Ale to moje dzieło.
Kilka spraw porusza dziennikarka w wywiadzie, w części Profesorowi rację przyznaję, o części powiadam, że się wymądrza..
W czym rację przyznaję. Przede wszystkim, że uniwersytety trzeciego wieku to nie uniwersytety. Od siebie dodaję, że to nawet nie uczelnie. To nawet nie szkoły. Ale profesorskie mądrzenie się polega na dyskredytowaniu ich roli dla dziesiątków tysięcy ludzi, którzy przychodzą na spotkania z nami, uczonymi, artystami, publicystami, mają satysfakcję, ba czują radość, że mogli obcować z człowiekiem którego widzieli tylko na ekranie telewizora, albo którego nazwisko tylko widzieli na okładce książki. A ja, intelektualista czyż nie mam satysfakcji, że po raz pierwszy w życiu widzę dwanaście osób, które czytały moją książkę. Ilu jest autorów, nawet stutysięcznych nakładów, którzy mogą o sobie powiedzieć, iż widzieli choć jedną osobę, która kupiła ich książkę. A do tego jeszcze jaką mam satysfakcję, gdy powie mi: napisał pan to i to a ja wiem jeszcze coś. Nie o to chodzi, że książkę moją skrytykował, ale on, czytelnik zawsze anonimowy powiedział mi osobiście. Od lat mam kontakt przyjacielski z opiekunem poetów nieprofesjonalnych i z nimi samymi. Nie potrafię opisać, bo nie ma takich słów, ich radości, gdy po raz pierwszy w sześćdziesiątym roku życia albo i później widzą w druku swój wiersz. W prowadzonych przeze mnie zajęciach z seniorami (przekształconych właśnie w UTW) referat wygłosił 90-latek. Trzeba było być uczestnikiem tego spotkania, aby widzieć jego radość i aprobatę i aplauz uczestników, od niego przecież młodszych, moich rówieśników. Czy muszę dodawać, ile satysfakcji ja doznałem?
Rację ma Profesor, gdy mówi, że w dyskotece czy pubie niechętnie na niego patrzą. To po co się tam pcha? Broniąc doktorskiej tezy w siedemdziesiątym drugim roku życia wiedziałem, że na uczelni nie ma dla mnie miejsca. To nie dyskryminacja, to normalna kolej rzeczy. Kiedy mnie zapytano o habilitację, zapytałem: po co? I wcale nie brałem pod uwagę możliwości spotkania się z dyskryminacją. Po co się tam pchać? Przynajmniej raz na dwa tygodnie czuję satysfakcję z tego co robię jako senior. Bez tego. A dyskryminuje mnie sam senior-profesor, bo uznaje, że wiek jest przeszkodą do pracy na uczelni.
Brałem udział w dyskusji o urodzie właśnie pod hasłem: z tyłu liceum. Kiedy moim dyskutantom, ludziom młodym powiedziałem, że uroda starych ludzi jest też urodą tyle że inną, nie dla nich, że dla nich uroda kobiet jest inna, bo inne są to kobiety, uznali moje racje.
Rację ma Profesor, gdy mówi o zmienionej roli społecznej ludzi starych. Ale nie ma racji, gdy sam tkwi w stereotypach profesorskiego mądrzenia się. Jako senior zdobyłem dorobek kwalifikujący mnie do stopnia profesora. Czy PAN-owski komitet mi coś takiego zaproponuje? Zadrwi z mojego zaangażowania w te makatki i berety. Oni, intelektualiści, profesorzy i docenci i doktorzy wiedzą co jest dobre a co złe, bo wszystko policzyli, poważyli, pomierzyli, przyrównali i przypisali do kategorii. Nie przyjmują do wiadomości, że czasem, po prostu, mówią głupstwa.
Zdarzyło mi się rozmawiać z 95-letnim panem, który wrócił ze spotkania z dawną sympatią niezadowolony. Nie przyszła? Przyszła, ale wstydziłem się podejść, bo przy stoliku siedziała bardzo stara baba.
Stary dziad, Profesor, zamiast znaleźć miejsce wśród nas, woli nas obrażać.

Zdzisław Stankiewicz www.supersenior.blog.onet.pl











Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.