Styl 50 plus

Cynamonowo i kolorowo

Prawdziwie angielski smak, zbyt wytrawny dla mojego, polskiego podniebienia.

Anglia jaką widzę (8). Angielskie Boże Narodzenie można zatytułować: „Święty Mikołaj przyjechał do miasta!”. Dla większości Anglików, bez względu na wiek jest to czas prezentów i spotkań rodzinnych przy świątecznym stole - chyba jedyny raz w roku na taką skalę tutaj. Tradycja nakazuje, żeby dzień 25 grudnia spędzić z rodziną i przyjaciółmi. Jedynym „dobrym” powodem, dla którego nie zapraszasz gości do siebie na świąteczny obiad jest to, że sam zostałeś zaproszony do kogoś. Wyłamanie się z tego „nakazu” źle wróży na przyszłość. To jedyny dzień w roku, kiedy restauracje i inne „jadłodajnie” są zamknięte i wszyscy jak Anglia długa i szeroka przygotowują świąteczny obiad w domu. Zanim jednak do tego dojdzie, już od października sklepy zaczynają przypominać nam, że znowu zbliżają się święta i chociaż do nich jeszcze daleko, to na półkach pojawiają się bożonarodzeniowe towary. Im bliżej grudnia tym tego więcej i krzykliwiej; handlowcy sprawdzają nasze przywiązanie do tradycji oraz podatność na manipulację. Wszędzie już widać, że Christmas „stoi” tuż za progiem. Trzeba mieć naprawdę dużo silnej woli, albo zdrowego rozsądku, żeby temu nie ulec i nie dać się zwariować kupując za dużo i za wcześnie. Im bliżej świąt tym bardziej widać podekscytowanie u dzieci przyszłymi prezentami i panikę w oczach dorosłych pod wpływem myśli: „ile mnie, to będzie kosztowało?!”. Boże Narodzenie w Anglii czyli Christmas jest pod znakiem choinki (Christmas tree), Świętego Mikołaja (Father Christmas), babeczek (mince pies) nadziewanych słodko-kwaśnymi, mielonymi, suszonymi owocami doprawionymi na ostro orientalnymi przyprawami. Prawdziwie angielski smak, zbyt wytrawny dla mojego, polskiego podniebienia. Znakiem markowym tych świąt są też: Holly tree (Święte drzewo) czyli krzew o ciernistych,ciemnozielonych liściach i krwistoczerwonych jagodach, kolędy no i kartki świąteczne z życzeniami „Wesołych świąt i szczęśliwego Nowego Roku!”. Anglicy wręczają sobie dziesiątki takich kart, a niektórzy setki. Każdy angielski dom jest obwieszony, obklejony, obstawiony kolorowymi, świątecznymi kartami. Boże Narodzenie w Anglii pachnie cynamonem,goździkami i imbirem; nikt tu nie gotuje bigosu i nie smaży ryby. Cała Wyspa przystrojona jest na zielono, czerwono i złoto, to prawdziwa uczta dla zmysłów i wyobraźni. Większość ludzi nie myśli o religijnym wymiarze zbliżających się dni. Owszem, w kościołach chrześcijańskich jest to czas oczekiwania na uczczenie dnia narodzin Mesjasza, ale na „ulicach” wszyscy czekają na dwa dni wolne od pracy, świąteczne obżarstwo i prezenty. Czas ten odmierzany jest przez adwentowe „kalendarze”, które ma tutaj każde dziecko: jest to bombonierka z czekoladkami na każdy dzień adwentu. Tak, więc angielskie maluchy każdy dzień grudnia zaczynają od zjadania czekoladki i tak sobie osładzają czas czekania na Świętego Mikołaja. Kolędy, które słychać wszędzie, to nie religijne pieśni, ale melodyjne i pełne werwy piosenki o tym co już za chwilę nas czeka. To one radośnie przygrywają nam w czasie adwentu i sprawiają, że większość z nas rzeczywiście kojarzy sobie ten „święty” czas oczekiwania z dzwoneczkami, saniami ciągniętymi przez renifera, brzuchatym staruszkiem z siwą brodą i workiem pełnym prezentów. Czasami mam wrażenie, że na ten krótki czas, wszyscy w Anglii zamieniają się w dzieci oczekujące na poranek, kiedy to Father Christmas niepostrzeżenie wciśnie się przez komin i pozostawi skarpety wypełnione dobrociami, prosto z naszych świątecznych list życzeń. Bo trzeba wiedzieć, że w Anglii prezenty otwiearmy 25 grudnia zaraz po obudzeniu się. Potem następują przygotowania do świątecznego obiadu, który jest w większości domach od lat, a może wieków dokładnie taki sam. Zanim, jednak zasiądziemy do obiadu, koniecznie musimy spotkać się z tymi, których nie będzie przy naszym świątecznym stole czyli z sąsiadami, no i gdzie idzie Anglik w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia? Do pub’u – oczywiście. Pub, który ma stałych klientów jest otwarty na dwie, krótkie godziny w czasie których przewinie się przez niego dziesiątki ludzi, składających sobie życzenia i czekających aż ich świąteczny obiad będzie gotowy. Bo przed wyjściem do pub’u zostało wszystko wstawione do piekarnika i teraz trzeba czekać,aż się upiecze. Czyli: pieczony indyk (kiedyś gęś), pieczone ziemniaki, marchew i warzywo w Polsce znane jako pasternak (coś w rodzaju korzenia pietruszki - po upieczeniu bardzo smaczne). Obowiązkowo podaje się też gotowaną brukselkę i placek upieczony z ciasta naleśnikowego. To wszystko, już na talerzu, polewane jest sosem przygotowanym z tłuszczu i soku po pieczonym indyku i warzywach. Proste w przygotowaniu danie, a pyszne, że trudno uwierzyć. Tutaj nikt nie zastanawia się co poda gościom na świąteczny obiad (Christmas dinner), tradycja załatwia to za nas. Święta bez Christmas dinner są „nieważne”. Obiad zaczyna się od otwarcia Christmas crackers. To taka świąteczna zabawa przy stole. Każdy z zaproszonych gości znajdzie przy swoim talerzu obok sztućców, papierowy rulon zawiązany na końcach, jak olbrzymi cukierek, który musi być otwarty przy pomocy siedzącego obok współbiesiadnika. Tak, więc dwie osoby trzymają ten rulon, każda ze swojej strony i ciągną do siebie. Wygrywa ten komu w dłoni zostanie cały cracker. Jest przy tym dużo śmiechu i ciekawości- co też jest w moim crackersie? Każdy z nich zawiera trzy rzeczy: koronę z kolorowego papieru, którą zakładamy na głowę i w niej spożywamy obiad, mały prezent na przykład długopis i jakąś ciekawostkę lub żart spisany na maleńkim kawałku papieru. Jeszcze nigdy nie udło mi się zrozumieć na czym polegały żarty z moich crackersów. No cóż, wiadomo – angielskie poczucie humoru jest zwykle mało śmieszne dla nie Anglików. Ostatnim „uderzeniem” przy świątecznym stole jest Christmas pudding czyli kaloryczna mega bomba, którą jest bardzo słodkie ciasto z suszonymi owocami, podawane na gorąco, polane sosem z brandy, słodką śmietaną lub gorącym budyniem. Po tym deserze już nikt nie jest w stanie zjeść czegokolwiek, aż do następnego dnia!

@page_break@

O godzinie 15-tej 25 grudnia, każdego roku królowa angielska przemawia ze swoich prywatnych apartamentów do poddanych. O! Przepraszam: do narodu. Tak, tak! Anglicy są nie tylko obywatelami Zjednoczonego Królestwa, ale również poddanymi Jej Królewskiej Wysokości. Słowa królowej są transmitowane na żywo przez radio i telewizję, a potem szeroko komentowane. Tradycja ta trwa od 1932 roku, a aktualna królowa pierwszy raz złożyła życzenia swiątecznie w ten sposób w 1957 roku.


I to już koniec świąt w Anglii! Dzień 26-go grudnia jest również dniem wolnym od pracy, ale to już nie Christmas Day, to Boxing Day czyli coś w rodzaju Dnia Pudełkowego. Nazwa wzięła się między innymi z tego, że przed laty możni tego świata wkładali do pojemników i pudełek, to co zostało z ich świątecznych przyjęć i wystawiali je dla biednych, bo Christmas, to również miłosierdzie i obdarowywanie innych. Tradycyjnie dzień ten należy spędzić na sportowo czyli iść na polowanie, zagrać w krykieta, golfa lub coś innego. Najbardziej znaną tradycją 26-go grudnia jest polowanie na lisa. Naprawdę warto udać się tego dnia tam, gdzie takie polowanie jest organizowane. Zawsze jest bardzo dużo „gapiów”, bo gra jest warta świeczki. To prawdziwe święto dla „koniarzy” i myśliwych. Tak konie jak i jeźdźcy występują na galowo. Niektóre konie są specjalnie na tę okazję strzyżone, wszystkie dokładnie wyczesane, paradują ze swoimi zaplecionymi w warkoczyki grzywami i ogonami jak modelki na wybiegu. One doskonale wiedzą, że są piękne i obnoszą się z tym przed widzami. Tego dnia, to one właśnie są głównym punktem programu, chociaż nie jedynym, bo przecież są też ci, którzy na nich siedzą,no i psy. Cała sfora psów myśliwskich, które są najposłuszniejszymi psami, jakie kiedykolwiek widziałam. Nie wiadomo kogo podziwiać: piękne wierzchowce, eleganckich jeźdźców w białych spodniach, czerwonych kubrakach, czarnych butach i toczkach na głowach czy posłuszne beagle(te psy), których są dziesiątki. To bardzo barwne widowisko i na szczęście od kilku lat zupełnie bezkrwawe. W 2004 zostało zabronione gonienie lisa, uznano to za niehumanitarne i niesportowe. Od tego czasu więc „lisem” jest jeden z jeźdźców, który ma przypiętą do ramienia lisią kitę i to jego właśnie, zamiast prawdziwego zwierzaka, gonią zajadłe psy i dziesiątki koni. Pogoń trwa kilkanaście minut po okolicznych polach i ma naprawdę symboliczne znaczenie, a po tym wszyscy idą do .... pub’u, bo grudzień przecież i trzeba rozgrzać się szklaneczką grzanego wina z christmasowymi przyprawami (hi,hi).


Trzeba też wspomnieć o tym, że tego dnia rozpoczynają się największe w całym roku przeceny, które trwają aż do końca stycznia, ale kto pierwszy ten lepszy. To co się wtedy dzieje w centrach handlowych można porównać do lat 80-tych w Polsce, kiedy coś „rzucili” do sklepu. Nie ma to nic wspólnego z magiczną atmosferą świąt, którą czuło się wszędzie jeszcze dwa dni temu.
Można by jeszcze długo opowiadać o tym, skąd wzięła się tradycja obchodzenia Bożego Narodzenia w Anglii w ten sposób. Oczywiście, wszystko ma swoje korzenie w betlejemskiej stajence, wizycie trzech Króli i ich darach, Gwieździe na niebie, która przyświecała przyjściu na świat Zbawiciela i tego jak ludzie od wieków interpretują zdarzenia znane ze stronic Biblii, jak je celebrują, starając się zachować w pamięci dla następnych pokoleń. Atmosfera tych dni mówi nam dużo o angielskiej mentalności. Dla Anglików to czas zabawy, sprawiania sobie przyjemności i radości.


Jak widać na Wyspach nie znana jest tradycja wieczerzy wigilijnej, dzielenia się opłatkiem, czy nakrywania do stołu jednego miejsca więcej dla zabłąkanego przybysza, ale tutaj ludzie również traktują ten czas wyjątkowo. Jest, to czas dzielenia się „sobą” z innymi. Czas obdarowywania prezentami, radością, wspólne biesiadowanie, oczekiwanie na Nowy Rok i życzenia sobie wszystkiego najlepszego. Trzeba będzie czekać długich 12 miesięcy na kolejny, magiczny czas i wiemy, że jak zwykle przyjdzie zbyt szybko. Znowu „nieoczekiwanie” zaskoczą nas kolędy płynące z radiowych głośników, kartki świąteczne z Merry Christmas i z nostalgią pomyślimy, że właśnie minął kolejny rok! CDN
Grażyna Bialous (korespondencja z Wielkiej Brytanii)
Wollaston
12.12.10

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • Ola 14/10/2011, 17:54

    super opisane. Pozdrawiam z Lublina