Czego mi szkoda, czego nie żal
Pożegnać się też należy z tymi, które nie ostały się naporowi nowego. Czy lepszego, czy gorszego? Innego. Wielu z nich, tamtych z mojego dzieciństwa i mojej młodości nie żałuję. Dzieciństwo, owszem, było szczęśliwe, to takie poetyckie uogólnienie. Ale było też okrutne. Kiedy słyszę pyszałkowate „my byliśmy lepsi”, myślę, patrząc na tego lepszego: przecież traktowałeś mnie obelżywie, wymyślając od ślepaków i zyzolów, bo nosiłem okulary i mam zeza. Bazgraliśmy po ścianach (ale tu mi ten lepszy przypomina, że najczęściej rysowaliśmy kotwicę, albo pisaliśmy „Kaśka to niemiecka k…”), wybijaliśmy szyby grając w podwórkową piłkę.
Ale żal mi niejednego obyczaju, znikającego z życia zbiorowego, a wtedy wyznaczającego zachowanie moje i moich rówieśników.
Szacunek dla chleba. Był świętością. Nie tylko w społeczeństwie. Też prywatnie. Chleb w modlitwie był błaganiem o dostatek życia. Kromkę, nieumyślnie wypuszczoną z rąk podczas jedzenia, należało podnieść i ucałować. Okruchy zebrać, wysypać za okno - dla ptaków. Suche okrawki zebrać, zamoczyć, zakwasić do wypicia.
Mieszczański ład. Każdy miał swoje miejsce. Ojciec zarabiał na utrzymanie rodziny, matka rodzinę utrzymywała. Dzieci miały się uczyć i bawić. Gdy dorastały szły na swoje. Wiedziały już co to znaczy szacunek dla innych, szacunek dla pracy, godność i honor. Bo każdy członek społeczności wiedział, co to godność i honor. Honor był nawet złodziejski. Hołota to była hołota, łachudra był łachudrą Pan był panem. O moim dziadku mówili: „dobry pan był, rubla dał, a jak trzeba to i w mordę”. Potem go w polu widłami zakłuli, dwór spaliwszy.
Ot, co.
Wasz Kresowiak











Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
ja 10/07/2016, 11:20
Pan był panem....hmmmmm