I wciąż zadaję pytania
Poczułam smutek i żal, bo tak mało wiem o swoich rodzicach, o ich życiu, uczuciach, kłopotach dnia codziennego. Pamiętam jedynie okruchy własnego dzieciństwa, płacz wiecznie zapracowanej mamy, kałamarz rzucony przez tatę w brata, wycieczki z tatą na motorowerku, wyczyn małej dziewczynki biegnącej po cukier tuż przed burzą .
Przez wiele lat byłam matką jak każda z nas, skoncentrowaną na wychowaniu i uszczęśliwianiu dzieci. Dziś synowie są samodzielni, jeden z nich się niedawno ożenił, drugi jest w związku bez ślubu. I tak naprawdę poczułam że, nie znam ani rodziców ani też własnych dzieci. Bo co to znaczy znać?
Znać, to według mnie, być w bliskim związku duchowym, psychicznym i emocjonalnym. Smutne jest to, że bliższe mi (duchowo i psychicznie) są zaprzyjaźnione ze mną osoby niż Ci najbliżsi tzw. krewniacy. Dopiero dziś widzę, że wiele przegapiłam zajęta swoim życiem.
Czy córka może być przyjaciółką matki? lub ojca? Mogę być przyjacielem synów o ile poczują taką potrzebę i nie będą się bać niezrozumienia. Tak też się zdarzało, choć zbyt rzadko, bym mogła to nazwać braterstwem dusz, czy też przyjaźnią. Jednakże ciągle jeszcze mam szansę pogłębić relacje z żyjącymi.
Jak to zrobić aby poczuć bliskość, jednocześnie nie wchodząc z butami w cudze życie? Moim zdaniem każdy z nas otwiera się jedynie przed bliźniaczą duszą. Co przez to rozumiem? Bliźniacza dusza, to osoba o podobnych wartościach, świadomości siebie i świata. To przekonanie sprawia, że pojawia się we mnie poczucie akceptacji tego co jest, jak i akceptacja przeszłości. Uwolniłam się od poczucia niepokoju połączonego z poczuciem winy. 
Był taki czas w moim życiu, gdy nie czułam się szczęśliwa. Pracowałam a każdy dzień był szary, jednostajny. Noce też nie były inne. Nie rozumiałam tego i zaczęłam poszukiwać odpowiedzi na pytanie – dlaczego?
Poszukiwania wcale nie były łatwe i krótkie. Mijały lata, przeczytałam wiele książek, chodziłam na wiele warsztatów. Wbrew woli męża i dorastających dzieci podjęłam dzieło odszukania siebie.
Zapytasz, czy znalazłam? I tak i nie, bo jestem w ciągłej drodze poznawania siebie, własnych potrzeb, wytyczania sobie celów, rezygnacji z tych, do których realizacji jeszcze nie jestem gotowa.
Dziś, będąc rozwódką, mającą dorosłe usamodzielnione dzieci, nachodzą mnie refleksje, czy jestem szczęśliwa?
Gdyby dać skalę szczęścia od 1 do 10 to odpowiedziałabym, że tak, w skali do 8 jestem szczęśliwa. Nadal pracuję, realizuję się w tym co robię zawodowo. Nikt nie zgrzyta mi za uchem, że jestem idiotką ze swoim poczuciem wartości i przekonaniami. Mam poczucie bliskości z dorosłymi synami. Nie muszę się tłumaczyć przed nikim z własnych wyborów, co najwyżej z radością dzielę się nimi z przyjaciółmi. A gdzie te 2 punkty do poczucia pełnego szczęścia? A jak myślisz?
To proste! Chciałabym się przytulić do faceta, który miałby podobne poczucie wartości, podobny światopogląd i w dodatku, który by mnie kochał, szanował i stale ze wzajemnością chciałby mnie odkrywać na nowo.
Jednakże to pragnienie, nie przeszkadza mi, by cieszyć się tym co mam! A mam szacunek do samej siebie, poczucie własnej wartości i radość życia odkrywaną w zmywaniu, porządkowaniu szafy, głaskaniu kota i psa, gdy wieczorem ładują się do mojego łóżka.
Tak więc po wieloletnich poszukiwaniach odnalazłam kawałek siebie, a ponieważ stale się zmieniam, dorastam, to wciąż jestem w drodze i to jest fascynujące!
Zadaję ciągle te same pytania. Jak to zrobić aby poczuć bliskość, jednocześnie nie wchodząc z butami w cudze życie? Gdzie szukać bliźniaczej duszy? Jak to zrobić by ktoś mnie pokochał, szanował i stale odkrywał na nowo? Jak nauczyć się rodziców i dzieci zanim będzie za późno?
Mira











Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.