- Jesteś tutaj:
- Strona główna
- » Styl 50 plus
- » Kolejna podróż do Polski
Przeczytaj także…
Kolejna podróż do Polski
Przyjaźnie, czyściutko i wesoło, słowem - w kanadyjskim stylu! Nie użyłem słowa "swojsko", bo tak jest tylko w samolotach LOT-u wożących naszych rodaków.
Lotnisko w Calgary jest jedynym, na którym informacji udzielają wszędobylscy i przemili wolontariusze-emeryci ubrani w kowbojskie stroje. Ewenementem też są indywidualne toalety! Poszwendałem się trochę po sklepikach (najwięcej czasu poświęcając na Heritage Trading Post, gdzie są przepiękne wyroby indiańskie), kupiłem kupon Lotto 6/49 (bo ma być kumulacja - 25 mln.) i zgłosiłem do kontroli bezpieczeństwa (której nie cierpię - jak chyba reszta pasażerów). Kontrola ta nosi nazwę Security Screening Point, ale dla mnie to po prostu zasieki z drutów kolczastych, które tym razem przeszedłem bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym. Trzeba tam być grzecznym i pokornym, bo inaczej będzie źle - o czym się już niejednokrotnie przekonałem ze swoją niepokorną naturą.
A w samolocie rzeczywiście pustawo, więc stewardessy zadowolone, bo się nie narobią. Ale co dobre jest jednocześnie złe, bo przy takiej frekwencji Air Canada zbankrutuje, a personel pójdzie na bruk. (Kiedyś straciłem trochę grosza na akcjach tej linii lotniczej!) Pasażerowie różnorodnie poubierani, a niektórzy w swoje tradycyjne stroje, które wyglądały trochę jak wyjęte z kontekstu, bo chyba gdzieś na bezdrożach Laosu czy w rejonach Kaszmiru bardziej by pasowały. (Ciekaw jestem jakie reakcje wzbudzili by nasi górale tańczący hołubce z ciupagami?) W sumie jednak przyjaźnie, czyściutko i wesoło, słowem - w kanadyjskim stylu! Nie użyłem słowa "swojsko", bo tak jest tylko w samolotach LOT-u wożących naszych rodaków.
Jeszcze tylko nudna prezentacja procedur bezpieczeństwa i startujemy punktualnie co do minuty (18:15 czyli 2:15 następnego dnia w Polsce). Mam obok siebie trzy miejsca wolne, więc po kolacji będę spał jak suseł! Ach, widzę, że zaczęli rozmrażać nasz samolot z ogromnych sikawek, więc to trochę potrwa! Jest siarczysty mróz i kumulacja lodu na skrzydłach staje się bardzo niebezpieczna podczas startu, ale jaki wpływ na środowisko maja te chemikalia - licho wie?!
Właśnie czytam miesięcznik Air Canada "enRoute" i okazuje się, że mój Airbus 330 zabiera na pokład 255 pasażerów i potrafi udźwignąć aż 14 ton bagaży, ma zasięg 10560 km i leci z szybkością 870 km/godz. na wysokości 11280 m. Ile spala paliwa na minutę - nie podali. Dowiedziałem się również, że Air Canada, wraz z 26-cioma liniami utworzyła tzw. Star Alliance, czyli związek ułatwiający rezerwację biletów i wprowadzający inne udogodnienia. Miło mi zaznaczyć, że oprócz takich gigantów jak amerykańskie linie United, Continental i US Airways, oraz lufthansa, SAS, Singapore i Thai Airlines, znalazł się również nasz kochany LOT!
Na kolację podano całkiem przyzwoitą wołowinę z kaszą perłową, a z alkoholi poprosiłem o czerwone wino i steward dał mi nawet dwie buteleczki francuskiego Cabernet Sauvignon, La Forge Estate. (W czarterach jedzenie smakuje jak papier toaletowy, zaś wino można sobie jedynie kupić). Potem dostałem jeszcze jedną buteleczkę, więc miałem już dwie zachomikowane! Gdyby był komplet pasażerów, to by nas tak nie rozpieszczali...
Osiem godzin później, przed lądowaniem w Londynie, samolot nasz zatoczył trzy ogromne koła - co mnie wprawiło w niemałe zdziwienie. Stewardessa wyjaśniła mi, że to na skutek ogromnego tłoku na lotnisku, ale nie byłem przekonany, że to jest tego przyczyną. W powietrzu obok nas krążyły też inne samoloty i wyglądało to trochę niepokojąco. Zniżając już lot bez trudu rozpoznałem nowe obiekty olimpijskie, jak również most i twierdzę Tower, St. Paul Cathedral i Buckingham Palace. Wyglądało to imponująco! Jedynie brudna Tamiza popsuła mi humor. Lotnisko Heathrow to kolos, a każdy z jego pięciu terminali większy jest od Okęcia. Jak jeszcze dodam, ze Londyn obsługuje aż pięć lotnisk, to można sobie wyobrazić jak zatrważający tłok panuje w powietrzu!
Przesiadając się na następny samolot nie wychodziłem ze strefy tranzytowej, więc nie powinno już być następnego sprawdzania, ale w dzisiejszych czasach chcą mieć kontrolę w każdym momencie. A więc staję do następnych "zasieków z drutów kolczastych" i myślę co tu zrobić, aby mi nie zabrali buteleczek z winem, bo przewóz wszelkich cieczy zabroniony! Schowałem więc je do kieszeń kurtki (polara), której jakimś cudem nie kazali mi dać wraz z plecaczkiem do prześwietlenia i... udało się! Byłem zadowolony jakbym co najmniej trafił "czwórkę" w Totka!
Lot do Warszawy już bez historii, bo krótki i mniejszym samolotem - jedynie słychać było dziwnie znany mi język (o dziwo - bez przekleństw!). Całkiem inne fizjonomie, bo jakieś smutne i przygaszone. Przenocowałem z Warszawie i o 5:30 byłem już na Dworcu Centralnym, skąd wyruszyłem do Przemyśla w cieplutkim i całkiem pustym przedziale, oglądając za oknem uśpioną przyrodę pokrytą śniegiem...
tekst i zdjęcia Leszek Wojciechowki
Autor - Leszek Wojciechowski - od 1981 r. mieszka w Kanadzie, choć stara się systematycznie odwiedzać Polskę. Czas spędza wyjątkowo aktywnie - jazda na rowerze, pływanie, gra w tenisa, wyprawy górskie, nauczanie j. anielskiego - to tylko nieliczne z Jego pasji. Uważa, że należy żyć pełnią życia, w myśl słów: "Every man dies - Not every man really lives", czyli "Każdy człowiek umiera, lecz nie każdy naprawdę żyje."






