Styl 50 plus

Rozmowa z Teresą

Sierpień 2009, Warszawa Teresa mówi: Mam osiemnaście lat, jest rok 1968. Nie zdałam na studia, a chciałam uczyć się angielskiego. Ojciec stwierdził, że jak mam siedzieć na tyłku i nic nie robić to pójdę do pracy.

I ta zapowiedź brzmiała jak postrach - nie miałam pojęcia co wymyśli. Miałam idee fixe - angielski. Chciałam dobrze mówić po angielsku. No i to były czasy, kiedy się jeszcze czytało. A szczytem dobrego tonu, było czytać w oryginale Steinbecka, Hemingwaya itd.

Akurat wróciła z Anglii moja bliska znajoma, dziewczyna w moim wieku, która pracowała tam jako au pair. Załatwiła mi taka samą pracę. Ponieważ miałam paszport konsularny z racji pracy mojego Ojca – więc najważniejsze sprawy miałam załatwione. Teraz potrzebne mi były środki na podróż – i o to musiałam się już zwrócić do Ojca.

Był jeszcze jeden powód, dla którego chciałam zniknąć na jakiś czas z rodzinnego domu. Zaszłam w ciążę z moim pierwszym ukochanym, mając lat osiemnaście. On wyjechał do Krakowa na studia. Ja, z pomocą moich przyjaciół zorganizowałam skrobankę co było dla mnie przeżyciem absolutnie dramatycznym. Nie wiedzieli o tym rodzice. Ja byłam w bardzo katolickim i tradycyjnym domu chowana. Na chłopaka nie wolno było popatrzeć, a tu nagle taka sprawa. Mowy nawet nie było, żeby zwrócić się do nich o pomoc.

Wydarzenie to spowodowało wiele następstw. Zerwałam zupełnie z kościołem. Oddaliłam się kompletnie od rodziców, choć nie byłam z nimi nigdy naprawdę bardzo blisko - emocjonalnie ani w żaden inny sposób. Po takim przeżyciu nie mogłam zgodzić się, by traktowali mnie jak dziecko, jak szczeniaka. I że będą rozmowy jak do tej pory: w moim domu to ... jak będziesz dorosła to będziesz mogła itd ble ble ble, na studiach to będziesz sobie robiła co chciała itd. Nie wyobrażałam sobie dalszego życia w tej atmosferze. Czułam się doroślejsza niż na to pozwalały warunki domowe.

Ojciec stanął na wysokości zadania. Zapłacił za przejazd. Ze swej strony zapewnił mi w Londynie kontakt ze swoimi znajomymi którzy mieli mieć oko na moje prowadzenie się, ale także na to czy wszystko jest ok.

Pytasz jak przyjął to mój Ojciec - tę inicjatywę dorosłości na spory dystans od domu. No więc powiem ci, że całkiem pozytywnie to przyjął, że chcę być samodzielna i uczyć się na serio języka. Wydawało mu się to zdecydowanie bardziej ambitne, niż siedzenie w domu, marnowanie czasu na tym słuchaniu grundiga godzinami, chłopaki, muzyka itd. Natomiast mama oczywiście zalała się łzami; nigdzie moja Tereseczka nie będzie wyjeżdżać.

Znalazłam listy do mojej Mamy pisane w tamtym czasie. Pisałam że właśnie jestem na przechadzce po jesiennym parku, że czuję się taka ziszczona, samodzielna, swobodna, dorosła i pełna satysfakcji z życia jakie samodzielnie prowadzę. Sama o sobie stanowię. Że jestem w zupełnie innym miejscu, że to nie jest tak, jak mi często w domu wytykano; że tylko chłopaki, muzyka i papierochy itd itd bananowa młodzież, bez sensu i nic ze mnie nie wyrośnie. Mniej więcej po roku czasu Ojciec skontaktował się ze mną, że jest we Wiedniu i musimy się koniecznie zobaczyć. W czasie naszego spotkania oznajmił mi, że się rozchodzą z Mamą. A ja mam do wyboru, albo pojechać do Polski do Mamy i młodszej siostry, albo pojechać z nim do Stanów. No to był dla mnie szok, i jeszcze sprawa podjęcia decyzji.

Po pierwsze zdałam sobie sprawę, że nie ma już tego domu, z którego wyjechałam. Tąpnęła mną świadomość, że nie ma tego miejsca, które jest moim domem, miejsca gdzie zawsze będę mogła wrócić i wszystko z grubsza będzie tak samo. Rozsypało się poczucie bezpieczeństwa, które na pewno wiele mi dawało „pod skórą”.

Nagle stanęłam w zupełnie nowej sytuacji. Ze spotkania z ojcem i z ustaleniami jakie poczyniliśmy, zrozumiałam, ze w każdej chwili mogę jechać do Stanów, aby rozpocząć studia. Bo jak się domyślasz, nie rozważałam powrotu do Polski, bo nie były to dobre lata. W listach pomiędzy wierszami od Mamy wyraźnie było to powiedziane. Z Mamą i siostrą umówiłyśmy się na spotkanie w Bułgarii, bo jak wiadomo podróż do Polski była tylko w jedną stronę. To było smutne spotkanie. I wzruszające. Mama dała mi w pełni wolny wybór decyzji i błogosławieństwo na dalsze, dorosłe życie. Można powiedzieć, że w ten sposób usankcjonowała moją dorosłość. I nie sprawiło mi to przyjemności. . Uczyniło mnie w jednej chwili znacznie starszą. Naświetliła moje możliwości w Polsce i generalnie uważała, że bycie z Ojcem jest rozsądnym wyjściem.

Miałam 20 lat – i przy świadomości nieodwracalności faktów, które miały miejsce. Jednocześnie byłam dumna z siebie, że teraz sama o sobie stanowię. Jestem już odpowiedzialna za siebie całkowicie i to mnie nawet, powiedziałabym cieszyło. Plan był taki, że jak już się zdecyduję, to udam się do Wiednia i tam złoże papiery o wyjazd do Stanów.

Takie były nasze rozmowy. Ale koniec spotkania z Mamą i siostrą i muszę wracać do Londynu.

Przed wyjazdem na spotkanie z nimi wysłałam do naszej ambasady papiery o przedłużenie ważności swego paszportu.. Brytyjczycy mieli pod tym względem bardzo surowe prawo i należało pilnować tych spraw dokładnie. Ten istotny papierek (przedłużenie) miało przyjść do mnie akurat w czasie gdy byłam w Bułgarii. Gdybym była na miejscu, w Londynie - nie byłoby sprawy. Ale ja wracałam z Bułgarii. Na tym lotnisku – Heathrow – którego nienawidzę i moja noga do końca życia tam nie postanie, ląduje mój samolot. Sprawdzają moje papiery, a ważność mojego pobytu w Anglii wygasa następnego dnia. Poprosili mnie, abym przeszła na bok i chwilę poczekała. Ja nie miałam pojęcia o co chodzi. Trochę się denerwowałam, bo niespecjalnie mieli ochotę mnie informować. Po kilku godzinach siedzenia bez sensu w poczekalni przyszedł jakiś pan i zaczął zadawać mi różne pytania typu; jakie mam plany, co mam zamiar tutaj robić i td.

Więc tłumaczę mu wszystko szczerze, że mam zamiar pozostać w Anglii jeszcze przez rok, potem pojechać do Stanów, mam zamiar tutaj pracować w charakterze takim jak dotychczas, że sprawa przedłużenia paszportu, to kwestia stawienia się w ambasadzie polskiej i odebrania papierka, bo wszystko jest już załatwione. Rozmowy nie doprowadziły do niczego, oprócz tego, że upłynęło jeszcze parę godzin, zrobiła się 12ta w nocy i wygasła mi ważność wjazdu do Anglii.

W tym momencie powiedzieli mi, że już nie mogę wjechać o Anglii. I oni mi chętnie opłacą podróż do Sofii, lub do W-wy. Zrobiło się bardzo nieprzyjemnie. Przydzielono mi Panią, która mnie pilnowała, dano miejsce w jakiejś pół celi. Zaczęli mnie traktować jak jakiegoś kryminalistę. W międzyczasie, znajomego, który wyszedł po mnie na lotnisko powiadomiono o sytuacji. Poznałam go w organizacji przykościelnej, który skupiała dziewczyny pracujące jako au pair. Zaprzyjaźniłam się tam również z  księdzem, który był jej opiekunem.

Znajomy pojechał do księdza i powiadomił go o całej sytuacji. Panowie we dwóch wrócili na lotnisko i oświadczyli, że w tej sytuacji mój znajomy i ja bierzemy ślub tu i teraz - skoro władze nie chcą mnie wpuścić. I wtedy cały problem zostaje rozwiązany.

Gdy sprawa została tak postawiona wypuszczono mnie z tego lotniska pod warunkiem, że w ciągu 3 miesięcy ureguluję sprawy formalno – paszportowe. Oczywiście już następnego dnia wszystkie sprawy załatwiłam.

Ale to było dla mnie bardzo znaczące przeżycie. Następny moment dojrzewania. Po raz pierwszy zobaczyłam co to znaczy – władze. Że władze mogą cię udupić, czy mają rację czy nie. Np. izolują cię i świadomie czekają aż przekroczysz prawo. I robią z tobą co chcą w majestacie prawa. Zdanie sobie sprawy, że nie wszystko kontrolujesz było szokiem dla organizmu.

Szokiem było również to, że w tym momencie sama dla siebie poczułam się zdeklarowana co chcę robić dalej. Jaka jest moja decyzja, bo przecież nie chciałam – jak mi proponowano wracać do w-wy, ani tym bardziej do Sofii – jak się domyślasz..:-) Wszelkie rozterki poszły w dym. W Londynie zostałam jeszcze rok.

Z cyklu "Nieformalne CV" część pierwsza rozmowy cdn 

Ewa Kubicka (wywiad i zdjęcie) 

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • To znowu ja 18/02/2017, 14:28

    Czytam i oczy przecieram, to jakies przygody Bonda w spodnicy?! Podróże po Europie obywatelki zza żelaznej kurtyny, w ambasadzie PRL przedłużone paszporty na życzenie i kościół , który gotów jest dać ślub na lotnisku!!!!!!!
    Chociaż, nie, wtedy byli przecież równi i rowniejsi...

  • stara kobieta 18/02/2017, 14:13

    Rok 1968, paszport konsularny z racji pracy ojca, gdy przecietny Polak z rzadka mogl otrzymać wtedy zwykły paszport. I wszystko jasne...