Zdrada
Tak się składa, że zawsze ten poranny sen jest u mnie zamazaną zapowiedzią kolejnego dnia. (Zupełnie jak w niektórych serialach telewizyjnych, które miałam okazję kiedyś oglądać. Na końcu kolejnego odcinka krótkie streszczenie i zapowiedź następnego.) U mnie przed każdym dniem krótka zajawka. Jasne, że to nie jest jednoznaczny czytelny obraz, takie jakieś senne mary. Nauczyłam się interpretować je w miarę pewnie. Stare powiedzonko „Bóg wiara, sen mara” nijak się ma do moich doświadczeń. Powiedziałabym „Bóg - wiara, sen - rzeczywistość”. Ostatnio stale śni mi się szalenie przyjemny i ciepły mężczyzna, po prostu miła, niezwykle ciepła i serdeczna bardzo męska obecność. Śni mi się ta obecność, jak pląsa dookoła, śni mi się ciepła i fizyczna, jakąś taka bardzo żywa, niezwykle przyjemna i realna. To za każdym razem zapowiedź kolejnego dnia pracy, jaką ostatnio wykonuję, w miłym serdecznym towarzystwie, nie bez małych spięć, ale spięcia umykają szybko, pozostawiając poczucie bezpieczeństwa i sympatyczne ciepło pomiędzy mną, a moim pracodawcą. To zajęcie niedługo się skończy. Pozostanie wspomnienie przyjacielskiej nasyconej bardzo interesująco różnicami płciowymi służbowej relacji. Mój szef jest żonaty, ma wspaniałą żonę, którą – jak postrzegam - kocha i rewelacyjne dzieciaki. Patrząc z boku stwierdzam, że to dobre małżeństwo. Nie podrywa mnie. Ja jego nie uwodzę. Nawet nie odbieram go jako mężczyzny, żonatych mężczyzn zawsze odruchowo traktuję trochę jak braci. Nie ma ani w nim, ani we mnie żadnej „pożądliwości”, nie szukamy zaspokojenia żądz cielesnych, nie potrzebujemy, nie marzymy o miłości, mamy to, co nam potrzebne, każde z nas. Po prostu długo przebywamy razem i lubimy się. My się przyciągamy, jak bieguny magnesu, albo tak, jak ziemia przyciąga niebo na dalekim horyzoncie... Przyciągamy się i za chwile przestaniemy, praca się dzisiaj kończy. Ciekawa jestem, co przyniosą kolejne odcinki, dni, sny, rozdziały... Jak znam życie, dostanę kiedyś znowu kolejne zadanie u niego, szczęśliwie, albo nieszczęśliwie, zależy jak na to patrzeć, pracujemy osobno w sensie logistycznym, ale te niezapomniane spotkania organizacyjne... i kolejne sny .... Tak. W tym momencie życia, przemierzając jego kolejne schodki, czuję się jakbym siedziała przed ekranem i oglądała wspaniały film. Mam wrażenie, że dojrzałość, a może powiedzmy kolokwialnie - starość, daje mi możliwość przyglądania się życiu bez takich emocji, pragnień, roszczeń, marzeń, jak kiedyś. Teraz to jest naprawdę codzienna, smaczna konsumpcja rewelacyjnej produkcji, której nie przebije żadna telewizornia. Dlatego być może odłączyłam od kabla telewizor. Teraz jem sobie spokojnie życie po kawałeczku (żeby na dłużej starczyło).
Obserwując czule wspaniałe tętniące, dyszące, ociekające intensywnością życie stwierdzam, że przerasta filmowe atrakcje o niebo, albo o 105 nieb. Od dawna wiadomo, ale dopiero teraz dotknęłam tej prawdy osobiście i konkretnie – że ludzie potrafią tak sobie zorganizować życie, że scenariusze filmowe to przy tym blada nuda.
Zdrada.
Pozornie taki niefajny drobiazg. Ale nie jestem pewna czy drobiazg, i czy nie fajny .... Wstydliwie chowany pod pierzynę, czy do szafy drobiazg, który jest! Nawet schowany, często ma całkiem spore rozmiary. Czasem nieoczekiwanie eksploduje. To się chyba nazywało kiedyś skandal. Bywało tez i bywa dramatem. Ale najczęściej w naszej kulturze to takie małe co nieco, schowane przed oczami ciekawskich. No i przed oczami zainteresowanych żywotnie współmałżonków, ewentualnie sąsiadek czy zazdrosnych o doznania konkurentów.
Cała sztuka od tysiącleci przepleciona namiętna miłością i zdradą. Wojny? Decyzje polityczne? O ile wiem, często stała za nimi nie usankcjonowana namiętność. Życie to żywioł. Nic dziwnego, że miłość często jest treścią dzieł sztuki, inspiracją, tworzywem.... Przypomina mi się cały wór opowieści, filmów, bajek, bo miłość często jest sednem dynamicznego okresu narzeczeńskiego, potem „real”, czyli: ślub i „żyli długo i szczęśliwie”. A życie takie jest, ze pojawiają się dzieci i mamy szczęśliwe stadło. Odwiedziny u rodziców, jednych albo drugich. Spotkania ze znajomymi. Wspólne radowanie się kolejnym kupionym przedmiotem, radowanie się osiągnięciami w pracy czy nauce.... Ku obopólnej radości budowanie, budowanie, budowanie... i nagle świat się wali. On kogoś ma. Albo ona kogoś ma. To była jedna z wersji, mam w pamięci kilka scenariuszy.
Zatem:
„Tuż po ślubie zorientowałem się, że to nie to. Urodziły się szybko dzieci i już wiedziałem, że to była pomyłka. Nigdy jej nie kochałem. Ale nie wiedziałem wtedy o tym i bardzo kocham moje dzieci, nie mogłem ich zostawić. Dotąd nigdy jej nie zdradziłem. Nie żyjemy ze sobą od dwóch lat. Jestem zdecydowany na rozwód, muszę tylko poczekać, aż dzieci dojrzeją i będą w stanie to zrozumieć. Cierpię na bezsenność, zaczynam mieć problemy ze zdrowiem. Boję się samotności, szukam kobiety, na stałe, rozwód pewnie w tym, albo przyszłym roku.” (rozwód jest obecnie w toku).
„Po ślubie wszystko zaczęło się psuć. Zrobiłam się strasznie uległa i podporządkowana, to chyba mój problem. On próbował coś ze mnie wykrzesać, ale ja jakby straciłam energię do życia. Z energicznej kobiety zamieniłam się w uległą, bezwolna własność. Straciłam chęć do życia. Zaczął mnie zdradzać, czasem myślę, że po to żeby mnie obudzić z tego letargu, potem, pewnie, żeby mieć kogoś normalnego, z kim iskrzyło by w normalny sposób." (są po rozwodzie).
„Byliśmy dobrym małżeństwem. Kompletnie nie przypuszczałam, że mnie zdradza. Miał dużo pracy, dobrze zarabiał, często bywał poza domem. Ja zajmowałam się dziećmi. Pewnego razu wrzuciłam coś przez pomyłkę do śmietnika i musiałam to wygrzebać. Wysypałam zawartość śmietnika na gazetę na środku kuchni. Wtedy zobaczyłam te listy. Szok! A on? Był zaskoczony. Okazało się, że prawie od dnia ślubu ma drugie mieszkanie i zawsze w tym mieszkaniu kobietę. Myślał, że o tym wiem, przez całe 16 lat tak było, a ja nic się nie domyślałam.” (odeszła od niego, ale obiecał poprawę i wrócili do siebie).
„Coś się w pewnym momencie przestało układać, nie wiem kiedy. Czułam jak on się ode mnie oddala i nic nie mogłam z tym zrobić. Ale był dobry dla dzieci, zarabiał, pomagał w domu, nie mogłam mu nic zarzucić, byłam troszkę nieszczęśliwa, ale można było z tym żyć. Aż pewnego razu sam się przyznał, że kogoś ma i nie może bez niej żyć”. (są po rozwodzie).
„Mamy z mężem taki układ: każde z nas ma wolność. Tylko musimy robić to tak, żeby drugie się nie dowiedziało i zawsze bezpiecznie.” (constans, od czasu do czasu on jest bardzo zazdrosny).
„Przychodził do mnie do pracy, był klientem. Po jakimś czasie poczułam, że nie mogę bez niego żyć. Byłam pewna, że to miłość. Zdradzałam męża. W końcu rozwiodłam się i zamieszkałam z ukochanym. Zabrałam ze sobą dziecko, wtedy okazało się, że to nie to.” (wróciła do byłego męża, który na nią cały czas czekał i żyją na kocią łapę).
CDN
Autorka











Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.