Zerwać sie do biegu

Czy pamiętacie taką lekturę „Jak hartowała się stal?”....pewnie, że coś tam w głowie świta. Przecież karmiono nas taką lekturo-propagandą. Treści już nie pamiętam, albo nie chcę pamiętać – za to zapamiętałam tytuł. W zasadzie to mogłabym zmienić ten tytuł na „Jak hartowała się Dorota”.

Na pewno ją znacie, co do tego nie mam wątpliwości. Nawet jeśli fizycznie jej nie znacie, to otarliście się o zjawisko zwane „Dorotą”. Spotykamy się w małej kawiarni na Placu Zbawiciela w Warszawie. Miejscu, które przeżyło meandry minionej epoki – jedno z nielicznych miejsc w Warszawie, gdzie w latach 80-tych można było zjeść coś na kształt pizzy (haha, pizza to za dużo powiedziane: grube ciasto, a na tym obowiązkowo pieczarki, cebula, trochę sera i ketchup). Nigdy nie było wolnych stolików.....Dziś pusto.....ciekawe jak sobie radzą finansowo? Wokół wiele kawiarenek i restauracji, których nowoczesne wnętrza przyciągają tłumy, głównie młodych ludzi. Tu wnętrze jest „old schoolowe”, tłumów raczej nie ma, może także dlatego, że nie można w nim palić. Aha, i nazwa się nie zmieniła się od zamierzchłych czasów. Jestem osobą niepalącą i unikam wszystkich zadymionych pomieszczeń. Jak zwykle zamawiamy cocktail kefirowy z malinami za 4 zł i ciepły jeszcze jabłecznik z bitą śmietaną w podobnej cenie. Tanio i smacznie. Nieopodal bardzo trendy restauracja sushi, zdobywczyni najnowszej nagrody na restaurację warszawską. Spotkałyśmy się, żeby porozmawiać o kampanii. Cała kampania ma na celu przeciwdziałanie barierze wstydu wokół rozmaitych tabu, dotyczących kobiet.

W pewnym momencie naszej „roboczej narady” zaczynamy jednak rozmawiać o trudnej sytuacji kobiet po 50 na rynku pracy w Polsce. Od tego tematu nie da się uciec, jest po prostu aktualny i niezwykle ważny dla wielu z nas więc zazwyczaj w każdej rozmowie, którą prowadzę ta kwestia jest poruszana. Wiem, że dla wszystkich moich rówieśniczek sprawa zarabiania pieniędzy jest kluczowa, brak pracy powoduje rozmaite zależności, ogranicza wolność i zabija poczucie własnej wartości. Wiele kobiet tkwi latami w toksycznych, czasami patologicznych związkach właśnie z powodu obaw związanych z brakiem finansowej niezależności..

Dochodzę do wniosku, że sytuacja w jakiej Dorota się „hartowała” nie jest dosyć nietypowa i być może poznanie jej wniesie trochę optymizm, będzie inspiracją, pokaże nowe możliwości. Zawsze przecież warto znać historie tych z nas, którym się udało, dowiedzieć się jak inne kobiety pokonują trudności. Przytakuje, kiedy pytam czy mogę wam zdradzić jej historię.

Dorota, to ciekawa, dojrzała kobieta o wielu talentach. Żyje aktywnie, pracuje aktywnie, teraz jako kierowca taksówki, ale też......występuje jako mim w przedstawieniach teatralnych. Mówiłam już, że nie sposób nie otrzeć się o zjawisko zwane „Dorotą”. W najśmielszych marzeniach nie sądziła, że będzie kobietą tylu zawodów, bo to nie koniec jej talentów. Została jeszcze kobietą biznesu i modelką, by wymienić kolejne zawody i mam wrażenie, że to nie koniec. Patrząc na nią trudno domyśleć się jak wiele trudności życie kazało jej pokonać. Dopiero teraz, po 50, zaczęła żyć pełnią życia, tak jakby urodziła się ponownie. Odwagą i determinacją pokonała wszystkie problemy. Zaczęła widzieć siebie rozumiejąc, że jeśli ona będzie szczęśliwa jej bliscy także będą.

Własna restauracja, to marzenie, które towarzyszyło jej od lat dziecięcych.. Okazja uzbierania funduszy pojawiła się gdy miała 24 lata - wyjechała do Niemiec. Adam uosabiał wszystko za czym tęskniła, za Polską, rodziną, bliskością. Zbliżyli się do siebie. Owocem bliskości był syn, którym Dorota miała opiekować się samotnie, bo Adamowi zmienił się azymut uczuć i postanowił wrócić do kraju. Było jej bardzo ciężko, po pewnym czasie i ona postanowiła o powrocie do Polski. Azymut Adama po raz enty się przekręcił ...pobrali się, nie wiadomo czy było to uczycie z jego strony czy raczej chęć skorzystania z pieniędzy Doroty, która już wtedy miała swoją firmę. Teoria Doroty mówi: „mocny charakter hartuje się wprost proporcjonalnie do liczby popełnianych błędów życiowych.” Błąd nr 1, to ślub z Adamem. Biznes „szedł” świetnie, pieniądze nie były dla nich problemem, firma się rozwijała. Błąd nr 2: Dorota wierzyła, że Adam się zmienił lub zmieni. Zajęci pracą i dorabianiem się małżonkowie nie zauważyli, że błyskawicznie minęło kilka lat. Dorota pracowała w firmie, pracowała w domu, dawała z siebie wszystko, zapomniała o sobie. Cały świat kręcił się wokół robienia pieniędzy, sprawy domowe schodziły na dalszy plan, życie rodzinne ograniczało się do rozmów o firmie. Dorota i Adam stawali się zamożnymi ale i obcymi dla siebie ludźmi. Zachorował ich syn, Dorota podjęła ciężką i nierówną walkę Przez prawie trzy lata praktycznie nie wychodziła ze szpitala.. Wygrała! Adam okazał się człowiekiem, który problemy rozwiązywał przez pryzmat alkoholu, pod jego wpływem wielokrotnie dopuszczał się przemocy fizycznej wobec Doroty, gwałcił ją. Przestali ze sobą rozmawiać. Błąd nr 3: rozwód bez orzekania o winie. Lata minęły od daty rozwodu, a Dorota ciągle ma problemy z byłym mężem. W tej chwili, choć wydaje się to prawnie nieprawdopodobne, Dorota płaci długi byłego męża i ponosi obciążenia finansowe. Konsekwencją rozwodu były nowe, piętrzące się problemy.

Dorota, z natury optymistka, nie poddaje się tak łatwo. Spotkałam ją w momencie zakończenia starych i wybuchu nowych kłopotów ale charakter jej hartował się długo i jest sumą wszelakich, popełnionych przez nią, błędów. Obecny jego kolor, to stalowy. Myślę, że ważne jest jak Dorota patrzy teraz na swoją sytuację, co mówi o sobie, jakie wyciąga wnioski. Przezwyciężając trudności Dorota poznała swoje „ja”, zobaczyła na co ją stać, stała się silna i pewna siebie. Zmieniła też marzenia, dojrzały razem z nią. Dziecięce marzenia zmieniła na marzenia dojrzałej, aktywnej kobiety Nauczyła się odważnie podejmować decyzje, opanowała strach przez zmianami, poznała co to wytrwałość w dążeniu do celu. Ciągle uczy się nowych rzeczy, nigdy nie przypuszczała, że może wykonywać tak skrajne biegunowo zawody: mim i taksówkarz, taksówkarz i mim. Pokazuje innym kobietom po 50 jak ważne jest uczenie się przez całe życie, zaczęła aktywnie pracować społecznie, dołączyła kolejny zawód: wolontariuszka. Trudności i życiowe doświadczenia nauczyły ją, że warto prosić innych o pomoc. Nie ukrywa swoich trudności, mówi o nich, spotyka się ze swoimi rówieśniczkami.

Wiem, że wiele z nas boryka się z kłopotami, zamyka w sobie. Nie polecam tej metody, zachęcam do rozwijania w sobie odwagi i wytrwałości. Hartowania. Miejmy odwagę do wyjścia na zewnątrz, szukajmy kontaktów z innymi, z organizacjami pozarządowymi. Jest wiele wspaniałych działań, ogromna liczba osób chcących pomóc, organizacje pozarządowe realizując swoje misje statutowe mogą i chcą pomóc. Warto zainteresować się i rozejrzeć wokół siebie, wyjść z pudełka i odkryć świat nowych możliwości. Będąc po 50 miejmy odwagę do wyruszenia w podróż ku całkiem nowym marzeniom i wytrwałość, żeby te marzenia realizować. .

I pamiętajmy:

Każda gazela w Afryce wie, że musi biec szybciej od najszybszego lwa, bo inaczej zostanie pożarta.

Każdy lew w Afryce wie, że musi biec szybciej od najwolniejszej gazeli, bo inaczej umrze z głodu.

Nieważne, czy jesteś lwem, czy gazelą. O wschodzie słońca lepiej zerwij się do biegu.

Afrykanka

 

Autor wpisu*:
2 x 7 (mnożenie) =