Żyć pełnią życia
kobieta50plus.pl rozmawia z Marią Kacprzycką Prezeską Stowarzyszenia "AKADEMIA PEŁNI ŻYCIA im Joanny Boehnert", opiekującą się Klubem Seniora Europejczyka i co miesiąc, jakimś cudem, udającej się uzgodnić ze wszystkimi plan kolejnych zajęć. Zajmuje się współpracą krajową z organizacjami seniorskimi i ich zrzeszeniami. Sama nigdy się nie denerwuje i potrafi taktownie ochładzać nadmiernie rozgrzane emocje innych. Uważa, że problemy są po to aby je rozwiązać a nie po to aby się nimi martwić. Odkąd jest na emeryturze nie ma na nic czasu.
kobieta50plus.pl: O Twoich działaniach i dokonaniach związanych z Akademią Pełni Życia w Krakowie wie bardzo wiele osób, jesteś osobą znaną wśród organizacji pozarządowych i podmiotów zajmujących się edukacją w tym osób dojrzałych i starszych.
Dziś jednak chcę zapytać o nieznany fragment Twojego życiorysu – o wygraną walkę z rakiem piersi. Powiedziałaś, że zdecydowałaś o swoich doświadczeniach powiedzieć publicznie bo jesteś zdania, że tylko kobieta kobiecie, przy tym podkreślić warto – swojej rówieśniczce – może przekazać dokładnie swoje przeżycia, przemyślenia, stres i emocje jakie były jej udziałem podczas walki z rakiem. Opowiedz proszę jak zaczęła się Twoja choroba i jak traktował Cię polski system ochrony zdrowia.
Maria Kacprzycka: Muszę zacząć od tego, że zawsze się potwornie bałam, że zachoruję. Jak dla wszystkich, rak był dla mnie wtedy wyrokiem. Na dodatek moja mama umarła na raka wątroby. Tak się ułożyło w naszej rodzinie, że to ja większość czasu z nią spędzałam. [ To był wrzesień, bracia byli w szkole, tato pracował, a ja właśnie dostałam się na pierwszy rok studiów. Zajęcia rozpoczynały się jak zwykle w październiku ]. Widziałam jej ogromne cierpienie, które nie zawsze morfina mogła wyciszyć. Poza tym uważam, że najważniejsza jest profilaktyka. Toteż po ukończeniu 40 roku życia zaczęłam sobie robić co roku badania mammograficzne. I to było to, co pomogło rozpoznać moją chorobę na wczesnym etapie rozwoju. Węzły chłonne miałam czyste, ale mój guz miał wymiary od 2.5 – 3cm. Wiedziałam więc, że mój rak jest złośliwy. To ma coś wspólnego z gospodarką hormonalną kobiet w trakcie lub po zakończeniu menopauzy. Nie będę się tutaj wymądrzać, bo to sprawy związane z medycyną, a ja jestem laikiem, który dopiero szuka wiedzy na ten temat, ponieważ jestem z tych, co muszą wiedzieć. A jak wiem, to koncentruję się na szukaniu sposobu poradzenia sobie z problemem.
Oczywiście, że się bałam. Nie lubię szpitali, przeraża mnie myśl o operacji. Nie kryję też, że gdzieś w głębi duszy kryła się nadzieja na operację oszczędzającą. Kiedy jednak okazało się, że muszę poddać się mastektomii, wytłumaczyłam sobie, że przecież nigdy nie zamierzałam brać udziału w żadnych konkursach piękności, a amputacja piersi jest mniej widoczna niż np. amputacja którejś kończyny. Najważniejsze było dla mnie uratowanie życia. Skoncentrowałam się więc na maksymalnym przyspieszeniu terminu operacji.
I tu się zaczęły schody. Dostałam ze szpitala kartkę, na której wypisane było kilkanaście badań, które musiałam zrobić do dnia przyjęcia do szpitala. Jak zdążę, jednego dnia mnie przyjmą a na drugi już będę miała operację (cały czas w tyle głowy miałam, że muszę przechytrzyć mojego wewnętrznego wroga i zdążyć zanim on się zacznie przemieszczać po moim organizmie).
Dotychczas nie nadwyrężałam funduszy służby zdrowia swoją osobą. Ogromnym więc dla mnie zaskoczeniem było, że lekarka nie chce mi wydać skierowań na badania, tłumacząc, że to szpital powinien je zrobić, że jej szefowa będzie niezadowolona, że nie ze wszystkimi zdążę. I chyba tylko moja zdecydowana postawa przełamała opory lekarza, bo w końcu wyszłam z gabinetu ze skierowaniami. Tylko w dwóch przypadkach zmuszona byłam zrobić prywatnie badania. Chodzi o usg jamy brzusznej – tutaj terminy były nie do przeskoczenia - i o cytologię, bo wynik mogłam otrzymać po dziesięciu dniach, a ja już wtedy miałam być w szpitalu.
Tutaj chcę jeszcze jedną rzecz podkreślić. Od samego początku wiedziałam, że nie mogę z tym problemem zostać sama. Mąż i dzieci stanęli na wysokości zadania. Od początku byli przy mnie i na czas choroby moje sprawy były najważniejsze.
Nie zamierzałam także swojej choroby kryć przed znajomymi. Od koleżanek z Akademii dostałam ogromne wsparcie psychiczne...Dla mnie miało ono ogromne znaczenie terapeutyczne.
Z wielką ulgą przyjęłam informację lekarską, że guz usunięty jest w całości z dużym zapasem, a węzły pozostały czyste.
Czekała mnie jeszcze chemia. Bałam się jej potwornie, ale znów zwyciężyła chęć uratowania życia. Były momenty, że czułam się po niej źle (najgorszy był trzeci dzień). Starałam się dużo odpoczywać, jeść lekkostrawne posiłki, pić czerwoną herbatę (to był balsam dla mojego znękanego przewodu pokarmowego) oraz rożne herbatki ziołowe osłaniające przewód pokarmowy. Okazało się także, że są teraz lekarstwa przeciwwymiotne. Mnie one pomagały ogromnie.
Czasami myślę z przerażeniem, że epizod rakowy powtórzy się w moim życiu (skoro się już raz zdarzył...) i że znowu będę musiała przechodzić chemię, ale nie dopuszczam do siebie myśli, że mogłabym z niej zrezygnować.
Najlepszym zresztą ratunkiem na takie myśli jest mnóstwo zajęć. Operację miałam 30 lipca (2008r), a już pod koniec września wróciłam do Akademii, robiąc sobie tylko krótkie przerwy w związku z chemią.
Włosy oczywiście straciłam. Lekarze jednak upewniali mnie, że odrosną, a pacjentki dodawały, że mocniejsze niż poprzednio, mogą się także kręcić. Pomyślałam sobie wtedy, że jakaś nagroda musi człowieka spotkać. Wszystkie te informacje sprawdziły się; dziś mam dużo mniejsze kłopoty z utrzymaniem fryzury niż poprzednio.
Miałam także dużo stresu związanego z używaniem peruki. W moim wypadku nie wchodziły w grę różne sposoby wiązania na głowie chusteczek. Za każdym razem wyglądałam fatalnie. Perukę dobrać pomogła mi przyjaciółka, a moje obawy, ze mi kiedyś spadnie z głowy nie sprawdziły się. Ale też nie sądzę, żebym ją kiedyś założyła ze względów towarzyskich.
Kiedy zakończyłam chemię, okazało się, że powinnam jeszcze mieć podaną herceptynę. Znowu moment wewnętrznego buntu. Miał być koniec wkłuć. A tu co trzy tygodnie nowa kroplówka, obawa jak mój organizm będzie reagował na to lekarstwo. No ale jak się chce żyć...
W kwietniu tego roku zakończyłam leczenie herceptyną. Wykonałam zlecone badania kontrolne i w lipcu usłyszałam najbardziej upragnione słowa: „w świetle tych badań jest pani zdrową kobietą”. I oby jak najdłużej.
kobieta50plus.pl: Teraz nikt kto spojrzy na Ciebie nie domyśli się, że jesteś po amputacji piersi – jesteś obecna na konferencjach, spotkaniach, zawsze masz wokół siebie mnóstwo ludzi, świetnie wyglądasz, śmiejesz się często ... Pracujesz, działasz w Akademii Pełni Życia tak jakby traumatyczne doświadczenia wygranej walki z rakiem nie dotyczyły Ciebie. Powiedz proszę co radzisz kobietom, które są w takiej sytuacji jak Ty. Znalazłaś przecież sposób na dalszy etap życia, już po zwycięstwie nad rakiem piersi.
Maria Kacprzycka: Pierwsza reakcja na wiadomość, że i mnie dorwał ten, co do tyłu chodzi, było nie dać się, zrobić wszystko, co możliwe by choroba nie poczyniła dalszych spustoszeń w moim organizmie, nie pozwolić by panika spowodowała marazm i niechęć do szukania ratunku.
Poza tym należy:
- nie poddawać się kiedy służba zdrowia stawia ci kłody pod nogi;
- nie robić tajemnicy z choroby; to nie stygmat, ale choroba jak każda inna, może bardziej groźna, ale to nie znaczy, że należy się jej biernie poddać;
- pytać lekarzy o wszystko, co ci w związku z chorobą przyjdzie do głowy, czytać, szukać w Internecie. Ja wyznaję teorię, że im lepiej zna się wroga, tym lepiej wie się, jak z nim walczyć;
- zawierzyć wiedzy lekarzy, nie szukać innych alternatywnych metod leczenia;
- starać się zdrowo żyć: zdrowa dieta, dużo owoców, jarzyn, dużo ruchu, itp.;
- ale po zakończeniu leczenia wrócić do ludzi, nie siedzieć w domu i nie czekać aż choroba znowu uderzy;
- leczyć się tam, gdzie czujesz się naprawdę zaopiekowana, gdzie personel jest życzliwy dla ciebie. Ja mam doświadczenie z dwóch szpitali. Ten, w którym czułam się dobrze jako pacjent to szpital na Garncarskiej. Mój rejonowy szpital, to niestety ten, w którym czułam jak podrzucony gorący kartofel, którego nie można się pozbyć i tylko dlatego się go toleruje (w rejonowym otrzymywałam chemię, na herceptynę wróciłam na Garncarską);
- a poza tym profilaktyka, profilaktyka i jeszcze raz profilaktyka.
kobieta50plus.pl: Proszę powiedz jakie są Twoje marzenia?
Maria Kacprzycka: Dużo by mówić na ten temat. Mam ich sporo, podobnie jak zainteresowań. Najważniejsze z nich, to bym nie musiała się już nigdy mierzyć z rakiem.
Chciałabym także móc zwiedzać świat. Trochę już widziałam, ale nadal marzą mi się podróże do Indii, Konstantynopola i znowu do Paryża. W Polsce też jeszcze jest parę miejsc, które chciałabym zobaczyć.
Chciałabym mieć czas na realizację swoich rozlicznych zainteresowań.
Chciałabym także aby Akademia nadal się tak pięknie rozwijała, bo to mój sposób na życie na emeryturze.
kobieta50plus.pl Czego życzyłabyś sobie i wszystkim Polkom 50 plus?
Maria Kacprzycka: Przede wszystkim radości życia, mnóstwa przyjaciół i sił do walki, gdy coś nam zagraża.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Zuzanna











Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
mam wrazenie, ze wszystko pukladalo sie w mojej ukladance 17/06/2014, 20:17
Wiem, ze cos trzeba napisac, zeby zaistniec. I dzis i jutro. Ale rany julek co pisac. Czasami bardziej sensownie czasem mniej. Taka jest kolej rzeczy. Chcialoby sie czytac madre sensowne artykuly. A bywa? Otoz bywa roznie. Z racji tego, ze spedzam duzo czasu w necie czytam sporo. I oceniam ciekawowsc i celowosc artykulow. Jasne, ze z mego punktu widzenia.
Webmajster 17/06/2014, 8:01
do webmajstra tej strony:
grafika przed tekstem "Muszę zacząć od tego, że zawsze się potwornie bałam, że zachoruję." musi mieć padding - przynajmiej 5px, bo tekst włazi na obrazek, a to wygląda niechlujnie...
kama-kamaa 13/12/2012, 10:32
Podziwiam,gratuluje i zycze zdrowia!
Zofia52 13/12/2012, 8:43
Mario, możesz być wzorem dla nas. Podziwiam Cię i twój zapał do pracy dla dobra środowiska. Serdecznie Cię pozdrawiam i ściskam.
danuta 12/12/2012, 22:13
Maria,jestes wspaniala