Historia z korzeniami
Agnieszka Berlińska. Nikt nie gotował takiego rosołu jak babcia. Z kury zabitej przez dziadka. Ile razy próbowaliśmy odnaleźć ten smak z dzieciństwa? Bez powodzenia. Bo pewnych rzeczy nie da się dzisiaj odtworzyć. Ale trzeba o nich pamiętać.
Dziadkowie są naszą historią. Nie tylko historią rodziny, naszymi korzeniami, ale również – przez swoje życiorysy – historią ojczyzny. W Polsce stosunki dziadków z wnukami nie są tak zażyłe jak w krajach południowych, gdzie widok staruszki idącej pod pachę z nastoletnim wnukiem to normalka. U nas nastolatki raczej wstydzą się swoich dziadków. Niedzisiejszych, często nadgorliwie pobożnych, powtarzających na każdym kroku „jak ja byłam w twoim wieku...”. Dopiero później, jako dorośli ludzie, doceniamy koloryt tamtych opowieści.
Mają tym większą wartość, że wraz z dziadkami odchodzi pewna epoka. Europa, w której się wychowali to był zupełnie inny świat. Z innymi granicami, nieistniejącymi już państwami, społecznościami. Obowiązywały inne normy obyczajowe, zwyczaje, tradycja.
Moja historia
Kiedy myślę „dziadek”, widzę jego i siebie jak idziemy w zupełnej ciszy przez zasypane śniegiem Zalesie pod Warszawą. Mam 7 lat, jest grudzień 1981 roku. Dokoła nie ma żywej duszy, słychać tylko chrzęst naszych kroków na śniegu. „Pojedziesz z dziadkiem. Nie wiadomo na jak długo”. Jako mała dziewczynka nie rozumiałam, skąd te przymusowe wakacje. Wiedziałam, że stało się coś poważnego, ale była to wiedza dziecięca, wyniuchana z nerwowych gestów dorosłych, zdziwienia, że nagle zamknęli szkołę, żalu, że telewizja nie puszcza programów dla dzieci.
Dziadkowie mieszkali w skromnym domku w podwarszawskiej miejscowości letniskowej. Dojeżdżało się tam koleją podmiejską i ze stacji szło spory kawał na piechotę. Dzisiaj Zalesie jest jedną z tych miejscowości, w której celebrities i bogacze ze stolicy budują okazałe rezydencje, a ceny gruntów przyprawiają o zawrót głowy. Wtedy, 26 lat temu, w Zalesiu nie było nic. Letniskowe dacze obok wiejskich chałup. Spędzałam tam każde wakacje z koleżankami z różnych stron Polski, które przyjeżdżały do swoich dziadków. Sielanka. Ale tamta zima była inna.
Kiedy dorosłam, dowiedziałam się, że wyjechałam wtedy do dziadków, bo w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej wprowadzono stan wojenny. 13 grudnia 1981 roku na ulice wyjechały czołgi. Reżim komunistyczny obawiał się utraty władzy i rosnącego w siłę związku zawodowego „Solidarność”.















Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.