Szansa 50 plus

Opowieści Malgaskie

Po jednej i drugiej stronie ulicy mnóstwo sklepików i straganów. Każdy coś sprzedaje.






Po rocznym pobycie w Polsce, który był dla mnie rokiem sabatycznym a zarazem sympatycznym wróciłam ponownie na Madagaskar.

Po krótkim pobycie we Fianarantsoa, mojej pierwszej placówce gdzie pracowałam prawie 11 lat, zostałam posłana do naszej wspólnoty w Ambohidratrimo. Jest to małe miasteczko, położone ok 15 km od stolicy, na terenach plemienia Merina, plemienia, z którego wywodzili się władcy Madagaskaru.

Merina to Ci, którzy żyją na wyżynie. Karnacja ich skóry jest jaśniejsza od innych. Wyróżniają się też najwyższym poziomem cywilizacyjnym. Domy przeważnie piętrowe, budują z gliny i cegły. Merina mają poczucie wyższości w stosunku do innych plemion, maja głęboko zakorzenione poczucie niezależności i dumy.

Przywitało mnie nowe środowisko, zupełnie inne od plemienia Betsileo, wśród którego żyłam poprzednio; nowa wspólnota, nowe obowiązki; ale Pan Jezus i duch zgromadzenia ten sam.

Bardzo szybko poczułam się tu dobrze, bo właśnie tutaj, w tym czasie i tym miejscu czekał na mnie Pan.

Ambohidratrimo to nasza tzw. ojcowizna, bowiem jest to nasz pierwszy dom na Madagaskarze, którego historię pragnę Wam opowiedzieć.

Wiosna 1900 roku, czyli w rozpędzie kolonizacyjnej ofensywy, władze francuskie poprosiły naszą założycielkę Marię od Męki Pańskiej, o przysłanie sióstr do szpitala dla trędowatych w Ambohidratrimo.

Nie trzeba się wahać - powiedziała założycielka. Czuję że św. Franciszek daje nam trędowatych i odczytuję tę chwilę jako dar miłości Boga.

Pięć pierwszych sióstr przybyło do Tamatawe, wschodniego wybrzeża wyspy, 4 lipca 1900r: tego samego dnia i roku, kiedy nasze siostry FMM poniosły śmierć męczeńska w Chinach.

Po tygodniowej podroży (ok 350 km), siostry dotarły na miejsce i powierzono im opiekę nad 500 trędowatymi. Otoczyły ich też opieką duchową, organizując w jednym z baraków małą kaplicę. Siostry pomimo wielkiej biedy i trudnych warunków, odznaczały się wielką wiarą, odwagą i miłością bliźniego. Atmosfera w szpitalu dzięki pracy sióstr zmieniła się na lepsze.

Siostry kupiły w jednej z dzielnic niewielki teren i wybudowały dom, aby przyjąć w nim sieroty i dzieci, których rodzice byli trędowaci. 15 listopada 1904r niewielki dom był gotowy na przyjęcie licznej grupy maluchów.

W 1906 r weszła w życie na Madagaskarze ustawa o świeckości. Siostry nie mogły już opiekować się chorymi na trąd pomimo że Zgromadzenie zaproponowało całkowitą opiekę nad szpitalem. Prawo okazało się silniejsze nad miłością bliźniego. Siostry musiały opuścić chorych co było bardzo trudne i bolesne dla obu stron.

Od 1910 roku dziewczęta malgaskie zaczęły zgłaszać się do zgromadzenia, ale dopiero w 1922 roku został otwarty oficjalnie nowicjat w Ambohidratrimo, który istniał  do 1961r.

Sierot i potrzebujących przybywało z dnia na dzień i w 1911 siostry zaczęły budowę dużego domu niedaleko parafii, w którym z czasem oprócz sierocińca umieszczono szkołę dla dzieci  i dziewcząt, pracownie haftu i szycia dla kobiet z buszu, pensjonat . Siostry zajęły sie też pracą duszpasterską, odwiedzały chorych w domu.

Nowy dom został poświęcony w 1912r. Tak więc nasza posiadłość ma już swoją historię sięgającą prawie stu lat.

Sierociniec otwarto najpierw dla dzieci, których rodzice byli chorzy na trąd, ale zaczął przyjmować także inne sieroty z okolic. Ciągle przybywali nowi potrzebujący i był okres kiedy siostry nie miały nic, aby wykarmić dość liczną gromadę dzieci. Pan czuwał nad nimi i w najtrudniejszym momencie nagle ktoś przyniósł ryż. Właśnie tyle, ile było potrzeba.

Dzieło prowadzone przez siostry pomagało tamtejszej ludności poprawić swój styl życia. Coraz więcej było chętnych do kontynuowania nauki w szkole.

W miarę upływu lat powoli następowały zmiany: został zamknięty sierociniec, pensjonat, pracownia haftu, a siostry poświęciły się pracy w szkole i w duszpasterstwie.

Na misji została wybudowana nowa szkoła w 2003 roku, której patronem jest św. Józef. Mamy tu przedszkole, szkołę podstawową i gimnazjum. Ogółem 650 uczniów na rok szkolny 2009-10.

Wspólnota  liczy obecnie 5 sióstr: 4 Malgaszki i ja. Jedna liczy ponad 80 lat! Mamy też grupę aspirantek, które jeszcze się uczą.

Archiwalne zdjęcia i opowiadania starszych sióstr pokazują Ambohidratrimo za czasów kolonizacji francuskiej jako miejsce ładne, czyste, zadbane, czego nie można powiedzieć o nim dzisiaj. Kiedy wychodzę z domu na jedną z głównych dróg tuż obok , to przypomina mi się znana piosenka «Jadą wozy kolorowe z taborami………W jedną i drugą stronę ciągną wozy zaprzężone w woły, wiozą cegły, piasek, drewno, warzywa, ryż”.Od wczesnego rana słychać powolny stukot kół. W tym czy innym plemieniu wszytko jest w rytmie ”moramora” czyli powoli, bez pośpiechu. A droga nie wiadomo, w której porze roku lepsza w porze deszczowej błoto i strumyki, a w porze suchej tumany kurzu. Mam wrażenie, że wszyscy się do tego przyzwyczaili i nikt nie troszczy się, aby chociażby zrobić porządek obok swojej chatki.

Po jednej i drugiej stronie ulicy mnóstwo sklepików i straganów. Każdy coś sprzedaje. Nawet ten, kto ma na ziemi pięć bananów do sprzedania ma status sprzedawcy i tak cały dzień przesiedzi przy tym swoim dobytku, bowiem w obecnej sytuacji kryzysu politycznego, mniej jest kupujących niż sprzedających.

W Amohidratrimo mamy kościół katolicki, protestancki i masę sekt, które nie narzekają na brak wyznawców. Księża mają pod opieka kościoły w buszu, tak więc nie zawsze mamy możliwość uczestniczenia we Mszy św. Czasami cały tydzień nie ma księdza na parafii i dyżur w kancelarii pełni katecheta.

Często odwiedzają nas biedni, ich potrzeby to studnia bez dna. Najczęściej ludzie proszą o ryż i lekarstwa a dzieci jak tylko wyczują że siostry mają cukierki dzwonią do furty aż cały dom się trzęsie. Bo cukierkowa nowina rozprzestrzenia się szybko i co chwilę widać nowe twarze.
Wiele dzieci z naszej dzielnicy nie chodzi do szkoły. Powód wszędzie ten sam brak funduszy na posłanie dziecka do szkoły. Wiele ludzi dobrego serca podejmuje tzw. adopcje na odległość, która polega na pomocy dzieciom najbiedniejszym w zakresie edukacji.

To cenna i bardzo konkretna pomoc, za którą chciałabym gorąco podziękować.
Przypomina mi się w tym miejscu zdanie, które kiedyś dało mi wiele do myślenia.
"Dopóki  będzie żył na świecie obok Ciebie choćby jeden człowiek
Jego zdrowie, szczęście i samo życie będzie zależało także od Ciebie”.
Dzięki bezinteresownej pomocy innych, wiele dzieci z naszej wyspy odnalazło na nowo uśmiech a rodziny nadzieję.
I tej nadziei życzę każdemu z Was, bo jak mówi przysłowie angielskie
”Kto żyje nadzieją, tańczy bez muzyki”.

Z wdzięcznością i pamięcią modlitewną

S Władysława Piróg FMM
Madagaskar 06.01.2010

Tę i inne opowieści Siostry Sławy o Jej pracy na Madagaskarze oraz to jak trzy młode Polki zaangażowały się w pomoc tej heroicznej kobiecie możecie Państwo przeczytać i obserwować na bieżąco na stronie Fundacji Ankizy Gasy - Dzieci Madagaskaru:
http://www.dziecimadagaskaru.pl

Fundacja powstała po podróży Kasi, Patrycji i Agnieszki na Madagaskar, gdzie spotkały polską zakonnicę, S Sławę i zauroczyły się Jej ofiarną pracą na rzecz dzieci z najuboższych rodzin.

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • kama 01/04/2012, 22:45

    Totez nie neguje niczyjego czlowieczenstwa- nie mam ochoty tylko byc epatowana nawiedzonymi tekstami ...;)

  • tolerancja 29/03/2012, 16:53

    tolerancja przed wszystkim:) nawiedzeni, to tez ludzie:)

  • kama 29/03/2012, 10:36

    No oze przesadzilam- ale po niedawnej lekturze pseudofilozoficznych rozwazan jakiejs nawiedzonej katechetki stalam nieco nadwrazliwa...;)

  • niekatoliczka 28/03/2012, 23:42

    kama, chyba przesadzasz:) dobry człowiek, to dobry człowiek i wiara czy rasa nie ma tu nic do rzeczy

  • kama 28/03/2012, 18:27

    Czyzby kobieta50plus zaczela sie zmieniac na katolickakobiete50plus...?