Weranda literacka

A zupa...

Ale jej pozycja zawodowa, autorytet, duma osobista protestowały przeciw radykalnym rozwiązaniom. Zresztą mimo posiadania dyplomu uniwersyteckiego, ciągle była głupia i naiwna, bo ciągle wierzyła, że on się zmieni.
Stała przed lustrem w eleganckiej czarnej sukience i za pomocą korektora usiłowała zatuszować pęknięte naczynka krwionośne, które uformowały się w kształt fioletowego pajączka i wystawały złośliwie spod dość śmiałego dekoltu. Jeśli tego nie zrobi, na pewno znajdzie się ktoś na przyjęciu, kto zapyta: A co to? A skąd to? Nie powie przecież prawdy, bo znów by bolało. Już nie fizycznie, ale inaczej i wcale nie mniej.

Pajączek na dekolcie zrobiony został  parę lat temu za pomocą wskazującego palca, którym pomagał sobie, uderzając kilkakrotnie i konsekwentnie w to samo miejsce. Przekonywał ją,  że wszystko w tym domu jest jego, bo za jego pieniądze kupiona i wolno mu tutaj wszystko, a jej nic, bo jest głupią suką. Poszedł potem na strych, gdzie suszyło się pranie i poprzecinał nożem sznurki,  a przy okazji kilka sztuk ubrań. Chciał mieć pewność, że się boi jego szaleńczych pomysłów i dlatego będzie milczała. Ział przy tym tak przeraźliwą złością, że sapanie słychać było nawet u sąsiadów.

A zupa tego dnia nie była przesolona. Nigdy nie była. Obiad był bardzo smaczny i starannie przygotowany: pieczeń, ziemniaki, dwie surówki, w tym jego ulubiona. Mieszkanie było jak zwykle posprzątane, wszystko wyprane, zadbane, wypielęgnowane, załatwione, zorganizowane. Bo ona taka już jest. Wszystko musi chodzić jak w zegarku.

A przecież była przed południem w pracy. On już nie pracuje od kilku lat. Jest na rencie. Mógłby coś czasem w domu zrobić, pomóc, wyręczyć żonę. Ale gdzie tam. Od rana myśli ma zaprzątnięte tym, za co, z kim i czego by się napić. Ona pracuje zawodowo od prawie trzydziestu lat, bez przerwy, bez zwolnień lekarskich w nadmiarze, bez urlopów wychowawczych. A dzieci trójka. Na szczęście są już dorosłe.

W pewne lipcowe, upalne popołudnie poprosiła go, aby sąsiad, koleżka od kielicha, opuścił podwórze, ogród i obejście domu, bo chciała zdjąć bluzkę i posiedzieć w słońcu i poczytać, odetchnąć, nacieszyć się słoneczną pogodą, nabrać radośniejszych myśli.

Rzucił się na nią z pięściami i wyzwiskami w obecności sąsiada – koleżki, dwudziestoparolatka. Nie szczędził przy tym wyrazów oznaczających części ciała i sposoby prowadzenia się, chociaż nigdy sobie na nie to zasłużyła. Zawsze na pierwszym miejscu stawiała rodzinę i pracę i nie odważyłaby się, by uchybić swej godności osobistej. A była z siebie bardzo dumna. Była dobrą żoną, matką i dobrym fachowcem w swej branży.

Bluzkę zdjęła dopiero w domu i wyrzuciła do kubła. Miała rozprute szwy na ramionach, a pod pachami materiał po prostu się rozerwał. Nie żal jej było straconych, słonecznych chwil, ani bluzki. Serce rozdzierał ból tak ciężki, jakby klatkę piersiową przytłaczał wielki kamień. Podobno tak bolą zranione uczucia. Natomiast przedramiona, w które wbił złośliwe paluchy, kiedy nią szarpał, bolały fizycznie. Tam na podwórku nie czuła tego bólu, bo  z całej siły starała się, aby się nie przewrócić w obecności sąsiada, młodego człowieka, tak samo wrogo do niej nastawionego.

Lato było tego roku bardzo upalne, ale nie odważyła się założyć bluzki z krótkim rękawkiem i bez rękawka. Fioletowe sińce na przedramionach po kilku dniach nieładnie zzieleniały, a potem zżółkły. Kiedy zniknęły, zaczęła się deszczowa, jesienna pogoda.

Zachorowała na zapalenie oskrzeli. Leżała w łóżku rozdygotana wysoką gorączką i zimnymi dreszczami na plecach. Powiedział, że nie napali w piecu, bo mu się nie chce i nie jest mu zimno, więc nie ma po co. A jej było tak potwornie zimno, że nie wiedziała co ze sobą począć. Bezsilność bolała jeszcze bardziej niż ukłucia wskazującym palcem, od których popękały naczynka na dekolcie.

Kiedy wyjechała na kilka dni służbowo, znalazł na strychu tasak ocalały w jakiś sposób po pradziadkach. Naostrzył go jak samurajski miecz, oprawił w nową rękojeść i w pijackim zwidzie uganiał się za córkami, wykrzykując jak zwykle swoje ulubione wyrazy.

Córki miały jej za złe, że nie szuka sposobów rozwiązania domowego piekła.

Ale jej pozycja zawodowa, autorytet, duma osobista protestowały przeciw radykalnym rozwiązaniom. Zresztą mimo posiadania dyplomu uniwersyteckiego, ciągle była głupia i naiwna, bo ciągle wierzyła, że on się zmieni.

Policja przed jej domem? Znoszenie szyderczych uśmiechów sąsiadów? Pranie domowych brudów  przed policjantem, przed urzędniczką gminnej komisji do spraw alkoholowych, przed sądem? Wmawianie  koleżankom, że w czasie upału nie jest jej za gorąco?  Wmawianie sobie, że nie potrzebuje lipcowo uśmiechniętego słońca? Że można całe lato przesiedzieć w czterech ścianach mieszkania? Że naczynka krwionośne na dekolcie same pękają w tym wieku? Że dzieciom nie dzieje się żadna krzywda, bo są dorosłe? Że nie wolno ze swego życia robić teatru?
A przecież życie bywa teatrem. Czasem jest groteską, czasem czarną komedią, czasem dramatem. Ale trzeba koniecznie wpuścić widzów, nawet tych szyderczo uśmiechniętych, by
nie dopuścić do tragedii!

Wanda Szymanowska

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • albana 17/12/2011, 22:19

    Typowy przyklad koalkoholizmu . Ona jest po prostu chora i tak,jak cala rodzina wymaga specjalistycnego leczenia.To straszne ze mozna tak gleboko tkwic w przemocy,miec tak gleboko zakorzeniony syndrom ofiary,pozwalac krzywdzic siebie i dzieci,ktore cale zycie beda DDA i udawac,ze wszystko jest ok! To skandal,ze spoleczenstwo daje przywolenie na takie traktowanie kobiet i jeszcze dorabia do tego "szlachetna" ideologie ! Powinny byc zakrojone na szeroka skale akcje uswiadamiajace kobiety dlaczego i gdzie powinny w takich sytuacjach szukac pomocy.

  • MariaR 17/12/2011, 17:57

    Moze mimo wszystko za bardzo go kocha i nie potrafi sie od niego uwolnic gdyz dreczy ja psychicznie (poza fizycznym). Jesli "co ludzie powiedza" to tylko wymowka polaczona z jej strachem i miloscia rownoczsnie to nikt tego nigdy nie zrozumie i nie zmieni dopoty dopoki ona sama tego nie zrobi. Nie ma co jej oceniac, wiele kobiet jest w podobnych sytuacjach. A co do dzieci to jesli sa dorosle i wczesniej rowniez mogly/moga cos zrobic jesli to je boli...

  • Wanda Szymanowska 17/12/2011, 11:21

    Drogie Czytelniczki! Zależy mi na Waszych komentarzach. Komentujcie, proszę!

  • Wanda 16/12/2011, 21:32

    Czy "co ludzie powiedzą?" jest ważniejsze od życia w spokoju??

  • malgonia 16/12/2011, 9:14

    Trudne i bolesne, tylko w imię czego narażać dzieci na takie piekło.Nie rozumiem takich kobiet, nie oceniam , nie potępiam ale dziwi mnie to ogromnie.