Weranda literacka

Aiza ny fundalana?

Fascynujące są różnice kulturowe, jakże byłoby nudno na świecie gdybyśmy wszyscy podążali tym samym schematem!




No to jesteśmy już po naszych pierwszych wakacjach!
Mega zadowolone i rozmarzone powróciłyśmy z rajskiej wysepki na nasze mniej rajskie, ale już dobrze znane podwórko.

Jednym z powszechnych malgaskich zwyczajów jest obowiązek przywiezienia tzw "prezentu z drogi"-fundalana. I tak często Malgasz przywita Cię po powrocie nie słowami "cześć, jak było" tylko "Aiza ny fundalana" czyli gdzie jest mój prezent? Fundalana to najczęściej owoc lub lepiej-cały kosz owoców. Nazwa pochodzi od tego, iż podróż po Madagaskarze to zawsze bardzo długa przeprawa koniem, wozem, parowozem z paroma przesiadkami a przy drodze jak wiadomo cały czas ktoś coś sprzedaje. Jak tylko twój mały autobusik wypchany po brzegi ludźmi z wszelkimi ich tobołami, żywym inwentarzem, a często jeszcze i trumną z ciałem na dachu (bo akurat ten sam autobus został wynajęty a pogrzeb!) zatrzyma się po środku pola zaraz zjawiają się tubylcy i przekrzykując się wszyscy chcą sprzedać ci takie same owoce. Nie da się nic nie kupić, a jak już kupisz od jednego to i tak drugi nadal wciska Ci dwa razy więcej za tę samą cenę. A więc tym razem przywiozłyśmy z drogi kokosowe ciasteczka, 4 kokosy, cały kosz mandarynek, dwa kilo mini bananów, ananasa a po drodze najadłyśmy się liczi. Pycha!

Trudno było się wyrwać z błogiego nic nie robienia na wyspie St Marie, która jest niewiarygodnie boska. Błękit oceanu, spokój, cisza w dzień czy w nocy, niewiele turystów, przyjaźni mieszkańcy wyspy, niesamowita ciemność po zmroku, świetliki i miliardy gwiazd nadają temu miejscu charakter i atmosferę wakacji marzeń. Och St Mari I want to back again!

Póki co przed nami spotkanie polonijne w stolicy z okazji święta 3 maja. Co roku Polacy mieszkający na Madagaskarze, a jest nas tu ok 80 zjeżdżają z różnych stron, aby poświętować trochę razem, pośpiewać patriotyczne przyśpiewki. A więc i my będziemy jutro śpiewać jeśli tylko będziemy znać słowa;) Ciekawe są te spotkania bo Polacy na Madagaskarze to głównie misjonarze, którzy poświęcili swoje życie służbie drugiemu człowiekowi. Niektórzy spędzili tu już spory kawałek swojego życia, znają i opowiadają ciekawe historie często wprost z buszu. Może uda nam się zasłyszeć jakąś  to podzielę się następnym razem.

Przed nami jeszcze malgaski pogrzeb. Zmarła matka naszej znajomej, zostałyśmy więc zaproszone na pogrzeb.To ogromna impreza tu, której towarzyszy wiele różnych wierzeń i zwyczajów. Malgasze bardzo boją się zemsty przodków. Niektórzy mówią, że oni bardziej dbają o zmarłych członków rodziny niż o żywych, często samemu nie mając środków do życia w przypadku śmierci kogoś z rodziny zapożyczą się niewypłacalnie, aby tylko móc wyprawić pogrzeb zgodny z tradycją. To ma uchronić ich przed ewentualną zemstą zmarłych.

I tak np. praktykują przewijanie zwłok co parę lat. Obwijają kości w białe prześcieradła i wkładają z powrotem do grobowca, do czasu kiedy za jakiś czas zmarły nie przyśni się komuś z rodziny mówiąc, że jest mu zimno i trzeba go znowu obwinąć w nowe szmatki.

Imprezom towarzyszy zabijanie krowy, która jest jakby składana w ofierze i staję się łącznikiem między światem żywych i umarłych.

Madagaskar to tzw. kraj misyjny, ale jest tu wiele lokalnych zwyczajów, niezwykle odmiennych od naszych.

Fascynujące są jednak różnice kulturowe, jakże byłoby nudno na świecie gdybyśmy wszyscy podążali tym samym schematem!

Kasia Białous

2012-05-01

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.