Weranda literacka
Baśń Inki
Dziewczynka o imieniu Inka miała sześć lat, duże szare oczy i bladą buzię, była trochę za chuda i za mała jak na swój wiek, może dlatego, że często chorowała…
- Babciu - opowiedz mi bajkę, ale nie o królewnie ani o smokach, opowiedz o zwykłej dziewczynce, ale żeby działy się różne niezwykłe rzeczy…
No i Babcia opowiedziała Wnuczce baśń o Ince i Ali. Dziewczynka o imieniu Inka miała sześć lat, duże szare oczy i bladą buzię, była trochę za chuda i za mała jak na swój wiek , może dlatego, że często chorowała…
- To zupełnie jak ja! Też tak wyglądam i też często jestem chora - wykrzyknęła Wnuczka.
- Z powodu częstych wizyt u lekarzy była przewrażliwiona i nieśmiała, nie miała ani jednej bliskiej przyjaciółki, a bardzo jej brakowało kogoś takiego .
Wnuczka patrzyła na Babcię z podziwem. Skąd wiedziała?
Więc Inka wymyśliła sobie taką koleżankę równolatkę, Alę. Rozmawiała z nią o wszystkim, o czym chciała pogadać, o drobnych radościach- jak nowe buty, o strachu przed dentystą, o tym, że nie lubi jak dorośli zmuszają ją do jedzenia.
Mama martwiła się mizerną córeczką bo sama była duża i okrągła a Tatuś był według Inki ogromny, grał w piłkę i niecierpliwił się, że Inka jest gapa, nie umie nic złapać jak jej się do rąk rzuci.
Inka najbardziej lubiła siedzieć w swoim pokoju i bawić się lalkami. Jej ulubiona miała na imię Ala. Lalka miała okrągłą rumianą buzię, niebieskie oczy i blond loki. Właśnie tak powinna wyglądać jej przyjaciółka ,która też nosiła imię Ala.
Kolejna ropna angina, nowy antybiotyk i pan doktor zalecił koniecznie wyjazd na wieś, na kilka tygodni. Rodzinna narada trwała krótko, Mama spakowała rzeczy, swoje i córki i wybrały się w podróż, aż na drugi koniec kraju, pociągiem. Inka pierwszy raz jechała tak daleko i wszystko za oknem niezmiernie ja ciekawiło. Krajobraz z nizinnego przeszedł w górski i to był kres ich podróży. Na stacji czekał na nich jakiś pan, który wziął torby i poprowadził je polną drogą do takiego ładnego domku, całego w kwiatach.
Pojawiła się starsza pani, uśmiechnięta i kazała do siebie mówić „Babciu”.
Inka była z tego zadowolona, bo jej Babcia nigdy nie miała dla niej czasu, ciągle gdzieś pracowała albo wyjeżdżała. Dziadka nie lubiła a on też nie przepadał za dziewczynką, wolałby wnuka. Drudzy Dziadkowie mieszkali w innym kraju, na innym kontynencie, aż w Australii, tylko raz przyjechali Inkę odwiedzić.
Ta Pani Babcia hodowała kury i kaczki i to było bardzo zajmujące przyglądać się jak duże kaczki prowadzą stadko małych kacząt do wody.
Jedno tylko miała Inka strapienie i to aż tak bolesne ,że cały pierwszy dzień pobytu na wsi zalewała się łzami. Wysiadając z pociągu zapomniała zabrać ukochaną lalkę Alę!
Pani Babcia próbowała ją pocieszyć, pokazując jej kotkę z kociętami, ale Inki nic nie było w stanie rozweselić. Nawet lody, które Mama sama przyrządziła, z truskawkami z ogródka.
Inka w ogóle miała pretensje o to, że Mama tylko leży lub siedzi z książką , a nie chodzi z nią na spacery. W sprawie spacerów sprawa została określona jasno- Inka ma bawić się w ogródku, albo wychodzić z Panią Babcią dalej, na pole.
Był jeszcze Pani Babci syn, pan Janek, ale Inka trochę się go bała, bo prawie nic nie mówił, jak wracał do domu to jadł i potem siedział i coś rzeźbił w kącie. Nigdy się nie uśmiechał.
Inka trochę poweselała gdy razem z Panią Babcią oglądały, jak się kurczątka wykluwały ze skorupek z piskiem mokre i bezradne. Poza tym Mama obiecała jej nowa lalkę, podobną do tej zaginionej.
Pewnego dnia do domku na wsi przyjechała siostra Pani Babci, obie były zajęte rozmową i wspominaniem swoich młodych lat a Inka nudziła się, bo Mama leżała w pokoju i narzekała na ból głowy.
Inka więc wyszła po raz pierwszy sama, poza teren na którym wolno jej było przebywać. Pogoda była wyśmienita, słońce jasno oświetlało całą bujną zieleń i widniejące w oddali zarysy gór. Dziewczynka po chwili skręciła w boczną ścieżkę, bo tam na prawo ujrzała jakiś stawek zarośnięty rzęsą, a wiedziała, ze to rzęsa, bo w domu Rodziców stało duże akwarium.
Nagle Inka aż zamarła z wrażenia- tam, w pobliżu jeziorka mignęła czerwona spiczasta czapeczka i to był prawdziwy krasnoludek, taki jak w bajkach! Czapeczka migała w trawie raz z jednej, raz z drugiej strony, jakby właściciel czerwonej czapeczki bawił się z nią w chowanego. Inka pobiegła w ślad za nim i znalazła się w pięknym ogródku, pełnym różnokolorowych kwiatów, które wyglądały znajomo, ale nie do końca. Tam w głębi ogródka stał niebieski domek z czerwonym spadzistym dachem, otoczony nieznanymi jej dziwnymi drzewami, na których rosły owoce w kolorze fioletowym, z kształtu przypominały jabłka , ale nie do końca, bo były idealnie równe i okrągłe. Na progu wygrzewał się w słońcu malutki kotek, cały rudy. Inka nie była odważna, ale tym razem wcale się nie obawiała wejść do środka domku. Wiedziała, że ktoś czeka tam na nią.
W domku, na kanapie siedziała jakaś postać i gdy Ince oczy przyzwyczaiły się do przejścia z blasku słonecznego do cienia panującego w pokoiku - zrobiły się okrągłe ze zdziwienia. To była Ala, jej lalka, cudem odnaleziona i do tego żywa! Nawet strój miała podobny- sukienkę w białoszarą kratkę, z falbanami przy spódnicy.
-Jak się masz kochana Inko- powiedziała Ala. Czekałam tu na Ciebie.
Inka była coraz bardziej zdumiona. -To Ty istniejesz naprawdę- zapytała- myślałam, ze sobie Ciebie wymyśliłam…- szepnęła.
-Jak widzisz, mieszkam tutaj, razem z moimi skrzatami Makówką i Modraczkiem, są bliźniakami, to Makówka tu Ciebie przyprowadził.
Inka nie śmiała zapytać, co się z lalką Alą działo, jak zaginęła w pociągu, wprost nie wypadało o to pytać. Wyjrzała oknem, drugi skrzat miał niebieską czapeczkę a obaj mieli skośne oczy i żółtą skórę i wyglądali jak Chińczycy.
- O czym teraz myślisz , Inko ?- zapytała Ala.
-Jesteś taka ładna, chciałabym być do ciebie podobna- szepnęła Inka. Bo ja jestem brzydka, za mała, za chuda, mam proste, cienkie włosy.
-Ale to nieprawda!- zaprotestowała Lalka. Masz śliczne oczy i długie rzęsy i wcale nie jesteś za chuda. A z włosami zaraz coś zrobimy.
W ręku Ali pojawiła się jakaś różdżka i po kilku ruchach włosy Inki zamieniły się w burze gęstych loków.
-To ty umiesz czarować?! –wykrzyknęła dziewczynka.
- Trochę- odpowiedziała skromnie Ala.
Potem bawiły się wesoło, jadły jakieś pyszne owoce i piły sok o smaku jakiego Inka nie znała, wyśmienity, w kolorze fioletowym. Inka miała wyjątkowy apetyt, bo jeszcze zjadła jakieś pyszne ciastka z kremem.
W końcu przypomniała sobie o Mamie i wyruszyła w drogę powrotną , odprowadzana przez Modraczka w niebieskiej czapeczce. Obiecała wrócić nazajutrz.
Zamieszania w związku z jej zniknięciem nie było, Mama ucięła sobie drzemkę i dopiero wstała, a u Pani Babci jeszcze siedziała jej siostra.
Zastanawiała się, czy powiedzieć o swojej przygodzie Mamie, ale jakoś nie miała ochoty.
Zapytała tylko przy kolacji Panią Babcię czy skrzaty istnieją naprawdę.
Kobieta spojrzała na nią spod okularów. –Istnieją moje dziecko, tylko ja już dawno żadnego nie widziałam.
-A kiedy widziałaś w ogóle krasnoludka?
-Jak byłam w Twoim wieku. Pojawiały się zawsze jak byłam smutna, żeby mnie rozweselić. Ale jak dorosłam to przestały mnie odwiedzać. A Ty spotkałaś jakiegoś, Inko?
-Chyba tak, nie jestem pewna, może mi się zdawało. Inka wolała być ostrożna. Bardzo chciała jeszcze zobaczyć się z Alą.
Następnego dnia padał deszcz i Inka musiała siedzieć w domu. Z nudów poszła popatrzeć, co struga pan Janek. Były to mebelki do pokoiku dla lalek…
Pani Babcia wyjaśniła, ze to dla córki jego znajomego, Janki. Ale niepokojące było to, że nad stołem wisiało zdjęcie dziewczynki łudząco podobnej do lalki- Ali! Właściwie to na fotografii była jeszcze jedna osoba, pewnie mama albo siostra tego dziecka.
Mama wyjawiła córce tajemnicę – zdjęcie przedstawiało żonę i córkę pana Jana.
Obie mieszkały daleko stąd, ta pani na zdjęciu była już żoną innego pana. Czasem, rzadko Janek jechał córkę odwiedzić, pewnie dlatego rzeźbił drewniane szafki, łóżeczko, stolik i krzesełka dla lalek.
Te wykonane przez pana Janka mebelki bardzo przypominały sprzęty w domku Ali…
Następnego dnia po śniadaniu, a właściwie po kubku mleka, Inka wymknęła się do domku Ali.
-Powiedz mi, jak to jest, że sama tu mieszkasz?
Ala odpowiedziała, że po pierwsze nie jest sama, bo z Modraczkiem i Makówką, a jej mama i tata pojechali w podróż dookoła świata. Ince wydało się to dziwne, ale więcej nie pytała.
-Chcesz , to urządzimy sobie bal- powiedziała Ala.
-A kogo zaprosimy ?-spytała Inka.
-Zobaczysz. Lalka wzięła Inkę za rękę i poszły do ogródka. Rosły tam róże i chyba piwonie i słoneczniki. Tylko że róże były niebieskie, piwonie pomarańczowe a słoneczniki miały czerwone płatki. Ala dotykała po kolei różdżką kwiatów i róża stała się wysoką dziewczyną w niebieskiej lśniącej sukience, o długich włosach i niebieskich oczach, piwonia miała piwne oczy i pomarańczową z falbanami suknię, a w miejscu gdzie rosły słoneczniki pojawili się czterej chłopcy o rudych włosach i zielonych oczach, bardzo do siebie podobni.
Zabawa bardzo się udała. Modraszek grał na flecie a Makówka na harmonijce ustnej. Wszyscy tańczyli, popijali pyszny zimny sok, śmiechów i radości było bez końca. Ale w końcu Inka musiała się pożegnać, obiecując wrócić.
Wobec takich atrakcji pobyt z Mamą wydawał się nudny, a do tego Pani Babcia ni z tego ni z owego zapytała Inkę , czy chciałaby mieć brata.
-W żadnym wypadku – odpowiedziała dziewczynka. Koleżanka z placu zabaw skarżyła się jej kiedyś, że odkąd w domu pojawił się jej mały brat, wszyscy jakby zapomnieli o jej istnieniu.
Mama cieszyła się, że jej córka dobrze wygląda, lepiej je i jest pogodna.
-Mamo , poznałam prawdziwą przyjaciółkę – pochwaliła się Inka.
-Tu, na tym pustkowiu? –zdziwiła się Mama. To zaproś ją do nas.
Inka zastanawiała się, czy to będzie możliwe.
Zapytała więc Alę, czy może ją odwiedzić.
-To niemożliwe- odpowiedziała Ala. Nie zadaję się z dorosłymi- ucięła krótko. Ciągle coś nakazują i zakazują i nie wierzą w baśnie.
Tego dnia urządziły sobie przejażdżkę na ogromnych liściach po stawku, w towarzystwie skrzatów i stadka kaczek z kaczętami. Te wielkie liście niosły je tak szybko, jakby miały motor podłączony. Inka zaśmiewała się na całe gardło.
Te jej wycieczki samopas jakoś dziwnie uchodziły niepostrzeżone, Mama się wyraźnie gorzej czuła i była zadowolona, że córka sama sobie radzi z czasem wolnym i zawsze punktualnie pojawia się na obiedzie, nareszcie ma apetyt i rumianą , opaloną buzię, Pani Babcia zajęta była pomaganiem chorej sąsiadce a jej syn pracował całe dnie w polu. Tak więc wszystko układało się pomyślnie. Zabawy i rozmowy Inki i Ali toczyły się bez przeszkód. Ala zawsze potrafiła wymyślić i wyczarować coś niezwykłego. Ostatnio nauczyła Inkę huśtać się wysoko, wysoko na najwyższym drzewie, do którego umocowana była huśtawka i dziewczynka nic a nic się nie bała.
-Pamiętaj Inko, jesteś ładna, mądra i samodzielna i mnóstwo rzeczy potrafisz robić!- powtarzała Ala.
Niestety w końcu pobyt na wsi się skończył, przyjaciółki płacząc żegnały się, a Inka koniecznie obiecała wrócić z rok.
Tata przyjechał autem i z wielkim koszem jabłek od Pani Babci i drewnianą kołyską od pana Janka odjechali do domu .
I niestety najgorsze obawy Inki się spełniły- Mama urodziła jej i siostrę i brata -bliźnięta! Kołyska była przewidziana na jedno niemowlę, ale pan Janek obiecał przysłać drugą.
Ince nikt obiecanej nowej lalki nie kupił, rodzina była zajęta obsługiwaniem tych wrzeszczących zawiniątek, wyjątkowo brzydkich, dziewczynka zupełnie nie rozumiała zachwytów nad nimi.
Nadal rozmawiała z Alą, ale tylko w wyobraźni, wiedziała jednak, że gdzieś tam Ala czeka na nią i już nigdy nie czuła się samotna.
Następnego lata pojechała do tej podgórskiej wsi zaproszona przez Panią Babcię. Tata zawiózł ją autem i musiał zaraz wracać do Mamy i bliźniaków.
Inka od razu pobiegła w stronę domku Ali. Wszystko wyglądało jak poprzedniego lata, tylko bardziej zarosło zielenią. A kolory były wręcz niesamowite. Na ganku siedziało kilkoro kociąt- rudo- czarnych. Ala w domku smażyła konfitury, pachniało różami, skrzaty siedziały na ławie i obrywały płatki fioletowych kwiatów. Dziewczynki uściskały się serdecznie.
Ala położyła na talerzyku konfiturę z niebieskich róż.
-Nie chcę wracać do domu, chcę zostać tu z Tobą- powiedziała Inka.
Mama i Tata mają nowe dzieci a mnie już nikt nie kocha i nie potrzebuje.
Ala popatrzyła na nią w zamyśleniu. –Zobaczymy, co da się zrobić- szepnęła…
Tymczasem wybrały się do lasu na grzyby, w towarzystwie skrzatów, które pierwsze znajdowały najlepsze okazy.
Drzewa w lesie stawały się coraz wyższe, jakieś dziwne krzewy o poplątanych gałęziach zagradzały drogę. Pod nogami Inki przebiegła salamandra i dziewczynka pobiegła za nią chcąc wziąć ją w ręce. Oczywiście, to się nie udało, za to znalazła się zupełnie sama w gęstym lesie. Wystraszona zaczęła wołać Alę, Modraszka i Makówkę. Ale nikt nie odpowiadał na jej wołanie. Wybuchnęła płaczem i pobiegła przed siebie, kaleczyła sobie ręce o jakieś kolczaste krzewy, ale ze strachu bólu nie czuła. Wydawało jej się, że wieki całe tak chodzi po lesie, zaczęło się już zmierzchać. Zmęczona i głodna Inka zasnęła pod jakimś drzewem. Nagle przerażona otworzyła oczy- nad nią pochylał się kudłaty łeb i otwarty pysk z wielkim jęzorem. Inka straciła zupełnie głos. ..
Wtem dobiegł ją głos pana Janka- Bari! Gdzie jesteś piesku?
Zwierzę odwróciło łeb i zaszczekało. Pojawił się wyraźnie uradowany pan Janek
-Ale nas wystraszyłaś , dziecko, jak mogłaś tak sama do lasu pójść? Dobrze, że Bari cię znalazł. To oswojony wilk, znaleziony przez sąsiadów jako szczenię i odchowany, nie bój się go.. –Tam w domu czeka na ciebie ktoś.
Okazało się, że Tatuś przyjechał odwiedzić Inkę. Był strasznie zdenerwowany z powodu całego zdarzenia, ale przytulił i ucałował córkę i powiedział: - Wiem, że czujesz się trochę odsunięta na dalszy plan przez nasze maluchy, ale bardzo cię kochamy, pamiętaj i jesteś naszym skarbem..
Inka poczuła ogromną ulgę i radość. Postanowiła zaprowadzić Tatę do Ali.
Więc poszli w znane dziewczynce miejsce. Wszystko było jednak nie takie jak kiedyś. Owszem, był stawek porośnięty rzęsą, kaczki pływały po nim, rosły kwiaty, ale zwyczajne żółte kaczeńce, czerwone maki i niebieskie niezapominajki. Inka pobiegła dalej, w miejscu ślicznego domku stała stara drewniana szopa w środku- na zniszczonej ławie leżała lalka, jej zgubiona przed rokiem, Ala… Tuż obok zwiędłe dwa kwiatki- mak i modraczek-bławatek…
Inka wzięła lalkę na ręce.- Dziękuję ci Ala…-szepnęła.
Zdzisława Wenska














Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
willama 01/06/2012, 8:33
to trudna sytuacja dla małych dzieci kiedy rodzi się braciszek lub siostrzyczka. dorośli niesłusznie bagatelizują ten problem małego człowieka
Amalia 10/05/2012, 16:24
Dziewczynka na zdjęciu bardzo przypomina mi kogoś w rodzinie. Wygląda bajecznie, a szczególnie jej oczy. Bardzo ładna bajka. W dzieciństwie bardzo lubiłam świat baśni.
martyna 10/05/2012, 9:42
dziewczynka na zdjęciu ma niesamowitą minę - komentarz jest absolutnie zbędny. doskonałe zdjęcie