Weranda literacka
O myszy, która czytała romanse
Pragnienie miłości nie ma nic wspólnego, ani z siwizną, ani z metryką
No! To koniec na dziś!
Maria zdjęła z wieszaka jesionkę, zawiązała apaszkę pod szyją, wyjęła z szuflady biurka klucze i stanęła przy drzwiach, by je za moment zamknąć z zewnętrznej strony.
Omiotła ostatni raz badawczym wzrokiem całą bibliotekę, jak to miała w zwyczaju od ponad dwudziestu lat. Zdało jej się, że coś czmychnęło pod regałami, na których stały uwielbiane przez czytelniczki, romanse. Takie samo wrażenie odniosła już wczoraj, przedwczoraj, trzy dni temu, tydzień temu…W każdym razie od jakiegoś czasu dziwne uczucie towarzyszy jej, kiedy wieczorem zamyka bibliotekę.
Koniecznie musi jutro kupić pułapki na myszy. Jeszcze tego by brakowało, żeby się tu rozpanoszyły! W jej bibliotece!
Wyszła wreszcie, rozmyślając intensywnie, bo mysz wydała jej się dziwnie powolna, jak na ten gatunek gryzoni przystało. Ponadto intrygował ją ostatnio pan Dionizy.
Codziennie, od niepamiętnych czasów, przychodził do biblioteki. Miał swój ulubiony stolik w czytelni i filiżankę, w której Maria lub jej koleżanki, podawały mu herbatę. Rozsiadał się wygodnie w fotelu i czytał. Książki wypożyczał tylko w piątki, ale przychodził z nimi każdorazowo. Takie swoiste noszenie drwa do lasu.
Był niesłychanie uporządkowany, elegancki i szarmancki w starodawnym stylu.
Nosił kapelusz, którym odwzajemniał ukłony na ulicy, płócienną marynarkę i kamizelkę. Z kieszonki kamizelki zwisał łańcuszek zegarka.
Kto jeszcze dzisiaj nosi takie zegarki? Kto jeszcze szczyci się tak nienagannymi manierami?
Kto jeszcze traktuje bibliotekę jak świątynię pism wszelakich, kiedy wokół szaleje Internet?
Nikt! Tylko pan Dionizy!
Upodobania czytelnicze też ma osobliwe i doskonale znane Marii i jej koleżankom. Czyta tylko klasykę. Ech, tam, czyta! On smakuje książki! Delektuje się nimi jak młodzież hamburgerem. Wraca do ulubionych pozycji, rozdziałów, fragmentów, wersów, rozbiera ich stylistykę na czynniki pierwsze i składa z powrotem, nadając jej kształt niekoniecznie zgodny z zamysłem autora, lecz ze swoim, nietuzinkowym, jedynym w swoim rodzaju, zapotrzebowaniem. Tych wielkich – Szekspira, Byrona, Słowackiego, Miłosza, Szymborską, nazywa alchemikami słowa. Czyta w skupieniu, zamyka oczy, doznaje swoistego katharsis, a potem zamyka książkę i tak oczyszczony wraca do życia doczesnego.
Maria zauważyła, że Dionizy od jakiegoś czasu zachowuje się dziwnie. No, cóż! W tym wieku ma się prawo do dziwactw, trudności z pozbieraniem rozbieganych myśli i w ogóle do wewnętrznego chaosu.
Kiedy opuszczał bibliotekę, miał w zwyczaju żegnać się wylewnie ze wszystkimi paniami bibliotekarkami, życzyć im miłego popołudnia, spokojnego wieczoru i dziękować za herbatkę.
Od paru dni nic! Wymyka się niepostrzeżenie, bez słowa, zostawiając na stoliku filiżankę po herbacie.
Myśl o Dionizym nie dawała Marii spokoju. Uknuła wreszcie szatańską intrygę zmierzającą do wykrycia tajemnicy starszego pana. Intuicja podpowiadała jej, że mysz zagnieżdżona w bibliotece ma jakiś związek z jego dziwnym zachowaniem.
Jeszcze tego samego wieczoru zatelefonowała do Iwony, najmłodszej bibliotekarki i poleciła jej, by przyszła następnego dnia do pracy na popołudniową zmianę, bo ona wyjeżdża na konferencję.
Wydała jeszcze Iwonie polecenie, by w międzyczasie uporządkowała półkę z romansami, bo straszny bałagan ktoś tam zrobił..
***
Kiedy Iwona przyszła do pracy, pan Dionizy siedział, jak zwykle, przy swym ulubionym stoliku i czytał, wzdychając raz po raz. Maria znów odniosła dziwne wrażenie, że nie jest skupiony na tyle, by celebrować swoje obcowanie z wielką literaturą. Rozglądał się dziwnie, obrzucał badawczym spojrzeniem innych czytelników i raz po raz spoglądał w stronę regału, pod którym, według przypuszczeń Marii, zagnieździła się mysz.
Skoro Iwona już jest, Maria przystąpiła do realizacji swojego skrupulatnie obmyślonego planu: zdjęła z wieszaka jesionkę, zawiązała apaszkę pod szyją, stanęła w progu czytelni i pożegnała się:
-Do zobaczenia, panie Dionizy!
-Do jutra, Iwono! Wychodzę!
Trzasnęła z impetem drzwiami wejściowymi, cichaczem przemknęła do swojego kantorka i zamknęła się od wewnątrz na klucz. Uzbrojona w plastikowe pudełko z obiadem, termos z kawą, butelkę z wodą, książkę i latarkę kieszonkową, postanowiła przesiedzieć tu jak mysz pod miotłą, a nie pod regałem, do wieczora, a jak trzeba będzie, to nawet dłużej.
Plecy ją rozbolały, nogi zdrętwiały, aż wreszcie drzwi trzasnęły i usłyszała odgłos zamykanego na klucz zamka.
Iwona skończyła pracę i wyszła.
Sięgnęła po latarkę, ostrożnie otworzyła drzwi kantorka, z sercem trzepoczącym się jak ptak na uwięzi, wydostała się na zewnątrz. To, co zobaczyła, przeszło jej najśmielsze oczekiwania:
Przy półce z romansami pełzał na czworakach kształt ludzki, również uzbrojony w latarkę kieszonkową. Ta część ciała, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę, a nabierają trywialnego miana, wycelowana była w kierunku Marii i niewątpliwie należała do Dionizego.
Widok był tak komiczny i zaskakujący, że obydwoje parsknęli śmiechem.
-Panie Dionizy, proszę podać rękę! Pomogę panu wstać! – uprzejmie zaproponowała Maria.
-Pani pozwoli, że się wytłumaczę. – wystękał Dionizy, chociaż Maria wcale nie oczekiwała wyjaśnień.
Dionizy nie ustępował:
-Czuję się strasznie zawstydzony, ale muszę się do czegoś przyznać. Uważacie mnie za wielkiego konesera literatury, mistrza czytania między wierszami, znawcę chybotliwego znaczenia wyszukanej metafory, a ja po prostu zapragnąłem wartkiej, romansowej fabuły. Miłości, miłości, bardzo potrzebuję! I proszę nie patrzeć ze zgorszeniem na moje siwe włosy.
Pragnienie miłości nie ma nic wspólnego, ani z siwizną, ani z metryką.
A gdzie mogę spotkać wielką miłość? Tylko w bibliotece!!!
Wanda Szymanowska














Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Zofia 03/01/2017, 10:05
Ten, kto twierdzi, że szczęścia ne można kupić za żadne pieniądze, najwyraźniej nigdy nie był w księgarni :)))
Wanda 20/05/2012, 10:15
Ale to pragnienie jest wstydliwe! Leciwi muszą zastosować kamuflaż, żeby idiotycznie nie wyglądać.
Amalia 19/05/2012, 14:13
Fajne opowiadanie i całkowicie zgodne z życiem. Mimo wieku z siwizną zawsze pragnie się wzajemności i tego płomyczka w sercu.