Weranda literacka

Poetka w areszcie

Dotąd gościły w tym przybytku gwiazdy disco polo, sportu i inne sławy. Poezji jeszcze nie było.




Tak, byłam w Areszcie Śledczym w Łodzi, przy ul. Smutnej.
Ale nie martwcie się moi przyjaciele i nie cieszcie wrogowie – nie zamknęli mnie. Zostałam zaproszona przez panią kapitan Dorotę Wątłą-Bechaj na spotkanie autorskie „Miłość sercem pisze”.

Dotąd gościły w tym przybytku gwiazdy disco polo, sportu i inne sławy. Poezji jeszcze nie było. Do zwykłej tremy doszedł jeszcze niepokój, kiedy dowiedziałam się, że będę zamknięta z ok. 50 osadzonymi.

Mam znajomych, którzy pracowali w areszcie, nasłuchałam się i naczytałam przeróżnych opowieści. Koledzy żartowali ze mnie, że mam się ubrać „na zakonnicę”. Głupstwa wygadywali, a ja chociaż wiem, że piękna i młoda to byłam dawno temu, ale pewność siebie jakoś u mnie malała.

Jako że strzeżonego Pan Bóg strzeże odziałam się w golfik i buty na płaskim obcasie. Bardziej jednak bałam się tego, że osadzeni mogą chcieć wykorzystać okazję takiego spotkania do własnych celów, np. przedstawienia jakichś swoich roszczeń. W zamieszaniu i ja mogłabym oberwać.

Niepotrzebnie się niepokoiłam. Pani kapitan, która włożyła mnóstwo pracy i czasu w przygotowanie spotkania przekazała mnie w kompetentne ręce kpt Michała Falkowskiego. Pod fachową opieką przystojnego mężczyzny poczułam się bezpiecznie i podreptałam z nim do sali.

Bramy i furty, które mijaliśmy robiły wrażenie. W spotkaniu uczestniczyło ok. 40 osadzonych. Okazało się, że było im miło posłuchać liryki miłosnej, ciepłych i sercem pisanych wierszy.

Przeplatałam je satyrą, która wywoływała śmiech i brawa. Nie było tego szmeru rozmów świadczącego o znudzeniu. Kiedy jeden z panów uznał, że może przestać być miły odpowiedziałam mu wierszem, który okazał się trafiony, bo pan przestał przeszkadzać. Zresztą inni również go uspokajali, bo rzeczywiście chcieli słuchać.

W chwili przerwy pogadałam trochę ze słuchaczami. Pytałam, czy również piszą – nie chcieli się przyznać. Odpowiadali żartem, że piszą ale skargi i petycje do dyrektora. Po spotkaniu niektórzy z panów podziękowali mi i prosili o wiersze. To było bardzo miłe. Ucieszyłam się, że zostałam zaproszona do stałej współpracy i że nie była to ostatnia wizyta.

Jolanta MiśkiewiczOd zawsze pisałam do szuflady. Od 2008 r. biorę udział w programie "Babcia nadaje", który teraz przekształcił się w "Latające Babcie". Piszemy bajki, wydajemy książeczki, spotykamy się z dziećmi w przedszkolach, ośrodkach, bibliotekach i czytamy nasze bajki. Zdarzają mi się już samodzielne spotkania autorskie - niestety nadal nie mogę  przekonać wydawnictw, że moje utwory są warte druku. Piszę bajki, wiersze, artykuły do Kobiety Puszystej i Kobiety Łódź, książki dla dorosłych. Wysłałam też sztukę na Komediopisanie. Wraz z innymi Latającymi Babciami jesteśmy ostatnio ulubienicami łódzkich mediów. Pozdrawiam serdecznie.

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.