Weranda literacka

Walentynkowa teoria liczbowa

Walentynkowa teoria liczbowa Nie przepadam specjalnie za liczbami, wolę słowa, ale to właśnie liczby potrafią opisać dokładnie, bez wątpliwości daną sytuację. Wiem wtedy, że gdy spotykam ukochaną osobę to moje serce bije z prędkością 200 uderzeń/min. Ciśnienie krwi w naczyniach krwionośnych wzrasta a i stężenie adrenaliny jest zatrważająco wysokie.

Czy można więc uczucia przełożyć na równania liczbowe? Czy i jakie liczby mogą się nam kojarzyć z określonymi uczuciami np. z miłością. Taka właśnie liczbowa teoria miłości przyśniła mi się w tym przed–Walentynkowym czasie.

1. Najpierw pojawiła się jedynka, która z miłością, uniesieniami i innymi gorącymi uczuciami nie ma przecież nic wspólnego. Oschła, chuda i niesympatyczna nie może mnie zauroczyć a tym bardziej opisać uniesień emocjonalnych. Poza tym wprawdzie dobrze być tym pierwszym i jedynym ale przecież zgodnie z zasadami szkolnej oceny – także nieodpowiednim.

2. Pierwsze koty poszły więc za płoty a ja zaczęłam myśleć o dwójce. Mnie wychowanej w dawnych czasach, to właśnie dwójka kojarzy się z najgorszą oceną. Na starcie więc dwójka ma już przegrane. Nie, kategorycznie nie - dwójka nie opisze miłości tak jak bym tego chciała. Nie pasuje i już! Choć sama jest elegancka,  wysmukła i przypomina łabędzia, to jednak łabędzi śpiew jest ostatnią z pieśni, którą chciałabym usłyszeć. Liczba ta ma wprawdzie związek z człowiekiem - każdy z nas ma przecież dwoje oczu, uszu, rąk i nóg to jednak pamiętajmy, że nieszczęścia chodzą parami.

3. Więc jeśli nie dwójka to może okrąglutka trójka zaspokoi moje matematyczno-miłosne wyliczanki. Trójka uważana jest podobno za liczbę doskonałą. Mamy boskie trójce w wielu religiach, mamy niebo, ziemię i piekło no i początek, środek i koniec. Przysłowie mówi, że gdzie dwóch się kłóci tam trzeci korzysta ale ja myślę, że ukochany, który plecie trzy po trzy, jest zaledwie dostateczny – taki ani zły ani dobry, taki niech się więc trzy-ma się innej panny.

4. Liczba cztery uchodziła kiedyś za liczbę świętą. Często szukamy czterolistnej koniczynki, która ma nam przynieść szczęście, są cztery pory roku a Światowid miał twarze skierowane w cztery strony świata. Jest to liczba bardzo istotna w naszym życiu  - przechodzimy przez cztery fazy życia - dzieciństwo, młodość, okres dorosły i starość. Nijak jednak nie mogę poczuć związku tej liczby ze zwykłym zakochaniem, przelotnym romansem, czy wielkim miłosnym uniesieniem. Czterej jeźdźcy Apokalipsy z pewnością nie przywiozą mi dobrych wieści a kuty na cztery nogi amant, który zamknie mnie w wieży na cztery spusty i będzie dzielił każdy włos na czworo nie uśmiecha mi się.

5. No i Alleluja!! W mojej głowie pojawiła się piątka, która pasowała mi do wszystkiego. Lubię piątki w każdej postaci. Czerwona, wypasiona piąteczka niesie same dobre skojarzenia a piątek ( szczególnie po południu ) to najlepszy dzień w tygodniu. Tyle jeszcze przed nami!!!

Lubię maj (piąty miesiąc w roku) i chętnie przybijam piątkę swoim dzieciom. Zajrzałam więc do sieci, by sprawdzić, czy moje senne mary były prorocze i piątka może być symbolem miłości, czy raczej miałam koszmary i powinnam mniej jeść na kolację. Na stronie www.symbolika.net znalazłam następujący opis cyfry 5. 

„Jest sumą pierwszej cyfry parzystej 2 i pierwszej nieparzystej 3. To symbol zjednoczenia, centrum, harmonii i równowagi, istnienia materialnego, postrzegalnego. Liczba 5 uważana była za liczbę szczęśliwą. Była między innymi symbolem potęgi Boga i człowieka (rozstawione nogi i ręce oraz głowa). Mamy pięć palców u ręki, pięć palców u stopy, pięć zmysłów: wzrok, słuch, dotyk, węch i smak. Reprezentuje także człowieka (jak na pentagramie Agryppy) i wszechświat oraz jego dwie osie pionową i poziomą, przechodzące przez wspólny środek. 5 staje się w ten sposób symbolem doskonałości i porządku. W symbolice hinduskiej 5 jednoczy w sobie 2 oznaczające zasadę żeńską i 3 zasadę męską. Wyraża w ten sposób życie. Oznacza człowieka oraz mikrokosmos. Jest to cyfra symbolizująca życie na łonie natury i jak twierdzą Chińczycy tam gdzie się ona pojawia tam szczęście jest blisko. Symbolizuje również 5 świętych planet znanych pitagorejczykom. „

W poczuciu zjednoczenia w piątce żeńskiego i męskiego pierwiastka z przeświadczeniem, że moja miłość jest na piątkę a ja nie jestem dla nikogo piątym kołem u wozu zaprzestałam dalszych poszukiwań liczbowego równania miłości. I choć 7 symbolizuje szczęście a 8 doskonałość to 5555555555555555555555555555 będą dla mnie zawsze symbolem tego co najlepsze, najgorętsze i najciekawsze – symbolem miłosnych uniesień.

 

Beata z Mazur

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.