Zapachy dzieciństwa

Zapachy dzieciństwa Świat Julii był bogaty, różnorodny, kolorowy i pachnący. Pachniał tysiącem nut ale kilka z nich było najważniejszych. Te Julia lubiła najbardziej i właśnie o nich opowiedziała mi pewnego niedzielnego popołudnia. Do dziś uwielbiam zapach pomarańczy - mruczała pod nosem z uśmiechem na ustach i rozmarzeniem w oczach.

Potem popłynęła opowieść o skrzynce pełnej pomarańczy, która stała na schodach i czekała na Boże Narodzenie. Nie można było zjeść ani jednego owocu przed świętami. Czasami Julia zaglądała na strych i wdychała ten oszałamiający aromat.

Inny, bardzo istotny, może nawet najważniejszy zapach to zapach jeziora. Towarzyszył Julii przez cały rok i tak wbił się w jej pamięć, że po latach to właśnie zapach wody, wilgoci, trzcin i przybrzeżnych roślin mogła nazwać zapachem swojego dzieciństwa.

Potem w kolejności szły bzy. Boże jak one pachniały!!! Dookoła domu Julii zamiast ogrodzenia rosły drzewa, które na wiosnę zamieniał się w ścianę pełną liliowych kiści. Gdy przychodził maj bzy miały swój czas, swoje pięć minut. Wylewały się spośród gałęzi powodzią kwiatów i rozsiewały swój słodki zapach w promieniu kilkudziesięciu metrów.

Do tego dopisałabym jeszcze konwalie, przypomniała sobie Julia. Tak, maj, to przecież miesiąc z Dniem Mamy, a mama właśnie dostawała od Julci najpiękniejsze w okolicy, zerwane z samiutkiego rana konwalie. No i lipy, nie zapomnij o lipach… Koniecznie musisz o nich napisać. One przecież też pachniały i to jak!!! Lipy… o tak. Dwa dorodne drzewa zamiast bramy wyznaczały wjazd na podwórko domu dziewczynki. Późnym latem w ich koronach rozbrzmiewał koncert, chyba na tysiąc pszczół. Babcia Ania w piękne, ciepłe, bezdeszczowe dni zbierała kwiaty lipy, suszyła i robiła potem wszystkim domownikom rozgrzewające herbatki.

Co tam jeszcze pachniało ….zastanawiała się dziewczynka. No przecież, jak mogłabym zapomnieć- złapała się za głowę. Zapach ciasta Babci Ani. Mmmmmm!!! Babcia piekła najlepsze ciasta pod słońcem - serniki, torty, murzynki, itd… Ale Julia wprost pasjami lubiła zwykły jabłecznik. Dla Babci Ani żadne ciasto nie stanowiło problemu a już jabłecznik- szast, prast i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawiał się przynajmniej raz w tygodniu na stole w kuchni. Julia nie mogła się wtedy doczekać pierwszego, jeszcze ciepłego kawałka, który babcia posypywała obficie cukrem pudrem. Pachniały jeszcze kwiaty na łące. Rumianki, koniczyny, maki, chabry i wiele innych kwiatów zbierała Julia podczas swych spacerów po łąkach nieopodal domu. Towarzyszył jej wtedy kotek Łatek, który raz po raz wyskakiwał ponad trawy łapiąc a to motyla, a to świerszcza lub muchę. Julia śmiała się wtedy i karciła Łatka za jego psoty.

Truskawki z ogródka, poziomki z lasu, i czarne porzeczki prosto z krzaka były także istotne w tym Julcinym kalejdoskopie zapachów. Julcia najbardziej lubiła z samego rana, jeszcze przed śniadaniem wybiec w piżamie do ogrodu i tam skubnąć truskawkę, pozbierać parę gron porzeczek czy zjeść malinkę. Takie poranne przysmaki pachniały i smakowały dziewczynce najbardziej. Tak marząc o zapach i przysmakach nawet nie zauważyłyśmy, że nadszedł wieczór i trzeba iść spać. Jestem pewna, że sny Julii a pewnie i moje będą dzisiaj pełne pięknych zapachów z dzieciństwa.

Beata z Mazur

Autor wpisu*:
2 x 7 (mnożenie) =