Miłość po pięćdziesiątce

Miłość po pięćdziesiątce Miłość po pięćdziesiątce – nowa, choć od lat ta sama. Ostatnio na spacerze widziałam dwoje starszych ludzi. Szli trzymając się za ręce i uśmiechając się do siebie. Koło nich biegał mały chłopczyk i co chwilę podbiegał do nich krzycząc „Babcia patrz…”, „Dziadek chodź!”.

Piękny obrazek, ale jakże rzadko spotykany. Taka miłość nie zdarza się często. Ludzie po latach małżeństwa, po wspólnych sukcesach i porażkach, wspólnie wychowujący dzieci, potem cieszący się z wnuków, tak często zapominają o sobie. Przestają mówić o tym, że się kochają. Nie przytulają się już do siebie, nie chodzą za rękę. A gdzie się podziała miłość? Umarła, wygasła? Raczej nie. Zazwyczaj przerodziła się w inne, bardziej dojrzałe uczucie. Uczucie miłości dojrzałej. Ona jest tylko trzeba uświadomić sobie jej istnienie. Co z tego, że ma ona już nie wiele wspólnego z dawnym zakochaniem. Co z tego, że przestał się w niej już liczyć pociąg fizyczny. Co z tego, że nie jesteście już tymi samymi ludźmi, co kilkadziesiąt lat temu, gdy ujrzeliście się po raz pierwszy. Czy to wszystko oznacza, że jest gorsza? Nie. Wprost przeciwnie. Dojrzała miłość to coś pięknego i prawdziwego. To herbata dokładnie taka jak lubisz. To ciepłe słowo po meczącym dniu. To wspólne radości i wspólne smutki, wspólne wspomnienia i ciepły dom. Dojrzała miłość jest zrozumieniem i wsparciem, pociechą i ciepłą dłonią gładząca cię po policzku. Jest wyjątkowa i nie do krupienia, nie dla każdego. Zakochać może się każdy i w każdym wieku. Nie tak trudno przeżyć szaloną spontaniczną miłość rodem z Hollywood. Ale trudno jest osiągnąć coś tak wyjątkowego jak miłość dojrzała. Do tego trzeba lat wspólnie spędzonych, do tego trzeba przeżyć nie zawsze szczęśliwych. Do tego potrzeba wytrwałości i cierpliwości by pokochać lub zrozumieć wady drugiego człowieka, by zrozumieć i zmienić siebie.

Niektórzy po latach małżeństwa z rozżaleniem i tęsknotą patrzą na młodych i zakochanych w sobie ludzi. Niektórzy patrzą też z zazdrością i poczuciem straty czegoś tak pięknego. Ogień w ich domu wygasł już dawno a mąż czy żona to tylko współlokator ten sam od lat. Ale od takiego spojrzenia na świat nikt nie jest szczęśliwszy. Zamiast zazdrościć i patrzeć tęsknie, trzeba wziąć się w garść i zrobić, co ze swoim życiem, niech inni patrzą zazdrośnie na ciebie. Zamiast mieć za złe mężowi, że nie mówi ci już ja pięknie wyglądasz, może sama zrób pierwszy krok. A może, jeżeli chcesz to usłyszeć zrób coś w tym kierunku. Chcesz słyszeć komplementy, gdy w domu panuje nuda i monotonia? Gdy każdego dnia wyglądasz tak samo od tygodni, miesięcy a może lat? Zastanów się, co ty zrobiłaś by wasze życie wyglądało inaczej. I nie mów, że już za późno, bo na zmiany zawsze jest dobry czas. Zacznij od siebie. Idź do fryzjera, do kosmetyczki (nawet, jeżeli nie robiłaś tego od lat). Idź na zakupy, ale nie po kolejną „szarą spódnicę” a po coś nowego, spontanicznego. Ładnie ci w czerwonym? Kup czerwoną sukienkę i nie mów, że nie wypada, nie musisz przecież kupować jej w kroju dla nastolatki.

Kup dobre wino, przygotuj kolację przy świecach. Rozkochaj męża w sobie na nowo. Nie czekaj aż to on zrobi ten pierwszy krok do zmiany na lepsze. Nawet, jeżeli wydaje ci się, że to on wprowadza chłód do waszego domu (w końcu to on nie mówi ci jak bardzo cię kocha, to on nie przynosi kwiatów, od tak, za to, że jesteś), to tak naprawdę nudę w tym związku pielęgnowaliście od lat oboje. Szkoda życia by czekać, że coś stanie się samo. Jeżeli ty nic nie zrobisz, lepsze może nigdy nie nastąpić.

A gdy już zrobisz ten pierwszy krok, nie poprzestawaj na tym. Nie możesz liczyć na to, że jedna kolacja wszystko zmieni. Miłość by rozbłysła wszystkimi kolorami tęczy musisz pielęgnować każdego dnia. Dbaj o wspólne chwile. Spędzacie wspólnie popołudnie? To dobrze – zróbcie coś razem. Co z tego, że w zlewie jest pełno brudnych naczyń? Nie uciekną. A miłość czeka. Weź męża za rękę i idźcie na spacer podziwiać piękno przyrody i rozmawiać o wszystkim i niczym. A może będzie to pierwsze takie popołudnie od lat? Od ciebie zależy czy ostatnie.

Małgorzata Ożóg-Wierzbicka

 

Autor wpisu*:
2 x 7 (mnożenie) =