Wymieniłam program na dysku

 Wymieniłam program na dysku Nie, dziękuję - jestem na DIECIE!  Odpowiadasz grzecznie, gdy ktoś Cię częstuje, a potem wracasz do domu i robisz nalot na lodówkę. Przecież ja nic prawie nie jem, a schudnąć nie mogę! Twierdzisz tak uparcie, ale kiedy wracasz do domu kupujesz chude mleko i kilogram śliwek w czekoladzie.

Ja mam taką przemianę materii i nic się zrobić nie da! No tak, nie ma nic lepszego, niż wmówienie sobie samemu, że tyje się nawet od powąchania marchewki!

Mogłabym mnożyć tych przykładów jeszcze wiele, ale to, na co chciałabym zwrócić uwagę, to przede wszystkim nasz własny twardy dysk, (czytaj: mózg), w którym przechowujemy wiele informacji, a między innymi te, które są zakodowanymi wyobrażeniami na nasz temat. Jak się postrzegamy? Ja od zawsze widziałam w sobie pulchną dziewczynę i do póki tak na siebie patrzyłam i taki program na temat swojej sylwetki przechowywałam w głowie, taka po prostu byłam. Ale dzban nosi wodę, dopóty, dopóki ucho się nie urwie! No i urwałam je któregoś dnia! Wymieniałam program i podziałało!

O dziwno, to był ten kolejny poniedziałek, od którego wszystkie kobiety na świecie zaczynają znowu dietę ( po ociekającym w słodycze weekendzie), kiedy to obudziłam się z przeświadczeniem, że mogę schudnąć. To jest proste! – pomyślałam, no i stało się w myśl reguły: Jesteś tym, czym są twoje myśli. Wtedy to przestałam się odchudzać. Odstawiłam na bok wszystkie tuczące ,,świństwa”, jak: słodycze, biała mąka i przetwory mleczne. Resztę wspaniałości jadłam do woli, ale im większe było moje przekonanie, że jest mnóstwo zdrowych i przesmacznych rzeczy do zjedzenia, tym mój apetyt był mniejszy. Różnorodność dań, jakie wtedy kreował mój mózg była tak bogata, że to, w zupełności zaspokajało mój głód. No cóż, nic dziwnego, bo kiedy cały czas jadło się jak pewne zwierzątko na ,,ś”, a potem nagle twoje oczy zobaczyły tak extra przypindrowane talerze, jak u Królowej Elżbiety na niedzielnym obiedzie, to i żołądeczek zaczął zachowywać się, jak mały polny ptaszek, który tam skubie a tu spróbuje. Mój apetyt był mniejszy również dlatego, iż nagle moje ciało zaczęło tak systematycznie jeździć na rowerze, tańczyć i ćwiczyć, że moja dusza ledwo nadążała. Miałam przy tym tyle zabawy, jak nigdy dotąd, ale z kolei moi sąsiedzi byli w opałach. Dlaczego? No bo moja dusza poszła w tango z ciałem i wtedy się zaczęło! Zaczęłam spełniać swoje marzenia i zmieniać życie.

Lekcje śpiewu. Tak, najgorzej było wtedy, kiedy przerabiałam repertuar Bajmu, no bo wyciągnąć to wysokie zdanie z piosenki: ,,[…] obiecaj mi lawinę uniesieniaaaaaaaa” było nie lada wyczynem. A to się mój nauczyciel nagłowił. Pomogło. Im więcej ćwiczyłam, tym sąsiedzi częściej i głośniej słyszeli moje ,,uniesienia” bez fałszywej nuty. Jak ja się wtedy otwierałam. Normalnie śpiewałam i rano i wieczorem, w weekendy przed południem i po południu ! 

Rysunek. Kupiłam suche pastele i zaczęłam rysować. Najczęściej budynki, ale i mały akt się zdarzył. Jednego czego żałuję, to tego, że nigdy nie przestałam się na tyle kontrolować w rysowaniu, by samej tworzyć. Zawsze musiałam się na czymś wzorować, by zachować równowagę i rozmieszczenie przestrzenne na papierze.

Shopping. Od momentu kiedy zaczęłam chudnąć, zakupy zaczęły sprawiać mi przyjemność. Kiedy wchodzisz do przymierzalni i odkrywasz, że spódnica, którą przymierzasz jest za duża, to z niepohamowaną radością wołasz ekspedientkę i prosisz ją o tę samą spódnicę, ale w mniejszym rozmiarze.

Wzrasta poczucie wartości. Tak – nie da się ukryć, że osoby przy kości mają zaniżone poczucie wartości. No bo jak tu mówić o atrakcyjności ciała, kiedy Twój brzuch jest jak koło ratunkowe, a uda jak serdelki? I zanim do potencjalnego kandydata dotrze to, że jesteś np. piękną kobietą, bo bogatą wewnętrzne w duchowe wartości, to mimo to, na początku, nie dostrzega ich, bo kryją się w szafie twego utuczonego ciałka. Taki potencjalny kandydat ma wtedy pod górkę, no bo potrzebuje więcej czasu, żeby Cię poznać, a przecież tak ważne jest te pierwsze siedem sekund!!!! Dla mężatek pozostawiam wersję: uwiedź swojego męża po raz kolejny.

Masz więcej energii. Zdecydowanie osoby, które widzą jak pięknieją, automatycznie robią się zdrowsze. Mają więcej zapału do wszystkiego i energia rozpiera je od rana do wieczora! Ja np. po lekcjach śpiewu zabierałam się za taniec. Wcale nie przeszkadzało mi to, że nigdy nie umiałam tańczyć. Zakładałam szpilki, najlepszą kieckę i włączałam swój ulubiony kawałek, na tyle energiczny by móc wyginać śmiało ciało. Po takich jednoosobowych dyskotekach czułam się rewelacyjnie, bo stres dnia codziennego uciekał gdzie pieprz rośnie.

Wychodzisz z ukrycia. Bycie chudszą niż zwykle, stworzyło we mnie silne poczucie odrodzenia się na nowo. Jak Feniks z popiołów. Na nowo też zaczęłam smakować przyjaźni i spotkań międzyludzkich. Stałam się bardziej wyczulona na potrzeby, nie tylko swoje, ale przede wszystkim innych. Spotkania z przyjaciółmi były dla mnie tak cudownymi momentami, jak jedzenie truskawek, które uwielbiam. Po prostu delektowałam się każdą minutą spędzoną razem z nimi.

Wszystkie wymienione powyżej przykłady zaczerpnięte z mojego życia i moich dietetycznych doświadczeń zdarzyły się naprawdę, ale to nie oznacza wcale, że tak będzie też w twoim przypadku pączuszku. Sam musisz się odkryć i uznać za prawdę to, w co wierzysz.

A co z efektem jojo? Jest. Po czterech latach zderzyłam się z nim, jak z wielką ścianą. Takie są skutki nie bycia w równowadze. Już nie śpiewam, nie rysuję, a przyjaciele są daleko. Stres powrócił z krainy pieprz i wanilia i wskoczył do szafy mojego ciała. Właśnie zresetowałam program. Zaczęłam znowu. Od tego poniedziałku.

Trzymajcie kciuki!

Qsobie-sukces,rozwój,duchowość

 

Autor wpisu*:
2 x 7 (mnożenie) =