ElKis/Sępica

Sępica czyta Danutę Wałęsę

Danuta Wałęsa napisała do bólu szczery pamiętnik swego życia, a jednocześnie w każdym calu wiarygodny dokument o przełomie w myśleniu polskiej kobiety.




Nie miałam zamiaru czytać tej książki. Owszem, autorka onegdaj podbiła mnie klasą, z jaką w imieniu męża odbierała Nagrodę Nobla, ale nie było w niej niczego, co wzbudzałoby moje zainteresowanie. Wręcz odwrotnie – nasze światy w żadnym punkcie się nie przenikały. Nigdy nie marzyłam o posiadaniu ośmiorga dzieci. Moje życie nie toczyło się w rejonach robotniczych strajków. Nie rajcowały mnie też ogrodowe przyjęcia  imieninowe. Dostałam książkę w prezencie i przed oddaniem jej w dobre ręce wrzuciłam w nią oko. I przeczytałam całą, od początku do końca, nie omijając jednego zdania.

I uważam, że jest to książka niezwykle ważna. Która nie tylko przyciąga, nie tylko wzrusza. Jej bohaterka, niczym  Alicja z Krainy Czarów, przerzucana przez koleje losu w coraz to inne krainy, po latach dochodzi do momentu, w którym musi zadać pytanie o samą siebie: Kim jestem, co znaczę?

Tego pytania nie usłyszała ani od rodziny, w której przyszła na świat, ani w wiejskiej szkole, ani od mężczyzny, którego pokochała. Z wielką determinacją zrealizowała marzenie, aby wyrwać się z zapadłej wsi, a potem po prostu „intuicyjnie” szła przez życie, pełniąc swoje obowiązki – jak pełniła je matka i inne znane jej kobiety.

Aż przyszedł moment, w którym postanowiła to pytanie zadać - intuicyjnie, bo ten właśnie sposób był jej przynależny. Więc napisała książkę - o sobie i o swoim życiu. A książka strzeliła jak grom z jasnego nieba, bo okazała się być o sprawach  zasadniczych, fundamentalnych.

Danuta Wałęsa, przykładna żona i matka, wystawiła na drogę lustro. Wystawiła je polskiej rodzinie, hołdującej starym, polskim zasadom i tradycyjnej hierarchii wartości.

Ta  „prosta” dziewczyna z zapadłej wsi, zapracowana  „gospodyni domowa”, zdyscyplinowana „matka  Polka” ośmiorga dzieci, odkryła, że jej życie rodzinne, mimo dramatycznych trudów i niebywałych wyrzeczeń nie było… życiem w partnerstwie.

I zafrasowała tym okrutnie nie tylko swego osobistego Małżonka. Liczne grono poważnych panów także się zafrasowało i poczuło zaskoczonymi. Po raz pierwszy bowiem nie jakaś tam wyrodna feministka, ale uczciwa, porządna, godna zaufana matka ośmiorga dzieci i żona Noblisty pokiwała im spracowanym paluszkiem: że dotychczasowa rola i pozycja kobiety w rodzinie jest już bardzo, bardzo  de mode. I że najwyższa pora przyjąć to do wiadomości.

Danuta Wałęsa napisała do bólu szczery pamiętnik swego życia, a jednocześnie w każdym calu wiarygodny dokument o przełomie w myśleniu polskiej kobiety. Dała dowód, że w Polsce  odchodzi w przeszłość patriarchalny model rodziny. Stworzyła dokument epoki, który – chciał nie chciał! - wejdzie do podstawowego kanonu lektur feministycznych. Bo o cóż innego chodzi w feminizmie, jak nie o PARTNERSTWO kobiety i mężczyzny, w każdej dziedzinie życia?

Elżbieta Kisielewska
foto: Alicja Kozłowska


PS. Michał  Kobosko we Wprost kpi, że z Danuty Wałęsy nie da się zrobić ikony feministycznej rewolucji. Nikt o zdrowych zmysłach tego nie zamierza! Zupełnie wystarczy, że wyłamała cegłę w murze. Może nie pierwszą, ale bardzo, bardzo widoczną i… głośną.


Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • Dorota z Koszalina 03/06/2012, 20:18

    Tak trafne spostrzeżenia ...Pani Danuta zrobiła na mnie wrażenie...nie spodziewałam się że opowie o tylu swoich osobistych przemyśleniach... Tak... w partnerstwie siła... Pozdrawiam autorkę...

  • Loyettania 12/05/2012, 16:05

    Ja przeczytalam te ksiazke jak tylko wyszla ( globalizacja ! ) i generalnie odebralam ja tak samo, jak Ty, Sepico. Podyskutowalam tez z kolezankami, aby nie czepialy sie kwiatkow, ktorych Danuta Walesa nie dostawala od meza ( nie wiem zreszta dlaczego dziennikarze tez sie tego uczepili ), bo nie jest to ksiazka-rozliczenie z mezem, ale przemyslenie o wlasnym zyciu.

  • elka 25/04/2012, 21:34

    Nie ukrywam, że Sępicę bardzo szanuję za niezależność Jej sądów oraz unikanie schematów i stereotypów w opiniach. Dlatego jutro biegnę do księgarni po książkę, co do której miałam spore "zdalne" wątpliwości. Teraz ich nie mam, bo szanuję też tych, którzy jeśli nie "wyrywają murom zęby krat", to chociaż "wyłamują cegłę w murze" .

  • kama 25/04/2012, 9:36

    Teraz,kiedy Lech jest juz na emeryturze- p.Danuta nie jest juz Matka-Polka... ;) Czy i jak maz z nia rozmawia- tego nie wiem- ( ty Wando tez pewnie nie wiesz) ale z pewnoscia dopiero teraz mozna mowic o czyms w rodzaju partnerstwa. Aczkolwiek- niezaprzeczalnym faktem jest,ze to wlasnie dzieki mezowu p.Danuta jest tym,kim jest i ma taka a nie inna pozycje- i to takze ma swoje znaczenie.

  • Wanda 24/04/2012, 12:55

    Partnerem można być skacząc przez mur i robiąc kolejną rewolucję! Wszytko zależy od postawy wobec żony. Nie traktować jak służącej i kucharki ale rozmawiać, dyskutowac, konsultowac, słowem traktowac naprawdę jak partnerkę. Przecież teraz kiedy Lech Wałęsa jest na emeryturze może stać się partnerem dla swojej zony ale chyba nie chce:(

  • kama 24/04/2012, 10:05

    A niby w jaki sposob,decydujac sie na 8 dzieci mozna zyc w partnerskim zwiazku...?Zwlaszcza z takim mezem,jak Lech,ktory zajmowal sie glownie polityka,strajkami i rewolucja...?Jak niby takie partnerstwo mialoby wygladac? Czy on powinien zrezygnowac z dzialalnosci i pomagac w gospodarstwie domowym( co wowczas staloby sie z ta rewolucja..? ;)) czy tez ona- pooddawac dzieci do do domu dziecka i skakac z nim przez mury...? Decydujacym czynnikiem ,stojacym u podstaw model tego malzenstwa jest posluszenstwo dogmatom koscielnym,nakazujacym rodzic dzieci tyle,ile Pan Bog da,bo wszelka ingerencja w plodnosc i regulacje poczec jest grzechem.Mozna wiec albo zostac przymusowa "Matka Polka" i byc w porzadku wobec kosciola,albo w ''ciaglym grzechu" miec zwiazek partnerski.I to jest,moim zdaniembardzo istotnymaczkolwiek pomijany aspekt.

  • Basia 24/04/2012, 8:37

    Nie tak dawno stałam w księgarni i mocno zastanawiałam czy kupić książkę pani Danuty czy nie. Wyszłam bez książki, doszłam do wniosku, ze kolejna opowiastka "jak mi dobrze, jak mi źle, jakie fajne życie mam, co mąż powiedział, co córce ugotowałam, a co restaurator dał na urodziny męża" nie jest mi potrzebna.
    Dzięki twojej recenzji wrócę i kupię.
    Dziękuję - Basia