Sępicy dramatyczne drapanie

 Ale muszą przecież istnieć granice – chciwości, krętactwa, bezpardonowej walki o władzę. Wiec pytam. Czy, gdyby na czele tych banków, tych rządów, tych partii, stały kobiety…

 
Jesień przepiękna, słoneczna, od krytykanctwa separująca, ku spokojowi i sielskości skłaniająca…

Ale nie czas na odpoczynek od myślenia, na relaksowy, jesienny bezwład. A nawet wręcz odwrotnie. Bo ten chaos złowieszczy, który zapanował na świecie i ten bajzel, który zafundowała nam jedna z naszych partii, o trwogę przyprawia, o wielkie pytanie woła.

A brzmi ono tak:

Czy, gdyby na miejscu tych bankierów wszelkiej geograficznej maści, nadmuchujących do nieprzytomności kredytowe balony, i na miejscu tych greckich krętaczy od kreatywnej księgowości, i na miejscu tych naszych prawicowych torreadorów, co zamiast atakować byka, atakują siebie nawzajem – czy gdyby na ich miejscu byli nie mężczyźni, lecz kobiety – działoby się tak samo strasznie?

Wiem, że banki nie są od filantropii i zarabianie jest nie tylko ich prawem ale i obowiązkiem, więc chęć zysku musi istnieć. Wiem, że polityka musi być skuteczna, więc musi istnieć umiejętność jej prowadzenia. Wiem, że różnice zdań i podziały w partiach to rzecz normalna, bo zużywają się i ludzie i strategie, więc konieczni są następcy i nowe kierunki myślenia.

Ale muszą przecież istnieć granice – chciwości, krętactwa, bezpardonowej walki o władzę.

Wiec pytam.

Czy, gdyby na czele tych banków, tych rządów, tych partii, stały kobiety…

Czy byłyby tak samo chciwe ciągłych, coraz większych zysków - wszelkimi sposobami i za każdą cenę? Czy tak samo brudno i kłamliwie prowadziłyby politykę? Czy tak samo pazernie wzajemnie by się wycinały, nie bacząc nawet na interes własnej partii?

Czy te bezpardonowe walki o władzę i kasę, na wszystkich kontynentach i we wszystkich kulturach nie są tak oczywiste, tak wręcz naturalne, bo jego podłożem jest występujący u męskich osobników naturalny testosteron?

Jak by to było, gdyby na miejscu tych bulterierów, za wszelką cenę i każdym kosztem prących do władzy i do zysku – stały kobiety?

Co byłoby naturalnym fundamentem ich działania?

Co byłoby fundamentem ich walki o zwycięstwo, o władzę, o pieniądze?

A może nie traktowałyby tego w kategoriach walki?

I polityka nabrałaby ludzkiego oblicza?

Zgodnie z sępią naturą chciałabym dopaść ten problem, rozdrapać go do krwi ostatniej, dowiedzieć się, jak brzmi odpowiedź.

Lecz kobiety u władzy występują tylko sporadycznie, nieomal w charakterze wypadków przy pracy, jak rodzynki w zakalcowatym cieście. Za wielką wodą Madeleine Albright I Hilary Clinton, trochę bliżej Angela Merkel, Christine Legrande i Helle Thorning-Schmidt, u nas Hanna Suchocka. To dramatycznie za mało, aby udowodnić, że szanse na zmianę reguł tego świata mają właśnie kobiety.

Ale - i tej jesieni mówią to już sami mężczyźni - wiadomo, że zmiana tych reguł jest niezbędna.

Lecz skoro to właśnie testosteron zapędził świat w kozi róg...?

Elżbieta Kisielewska
foto: Alicja Kozłowska

 PS. Między mną a Gazetą Wyborczą krąży duch. Chwilę po tym, jak wysłałam napisany wczoraj tekst do redakcji portalu, czytam na 30 stronie poniedziałkowej Gazety „Gdyby zamiast Lehman Brothers istniał bank Lehman Sisters, nie mielibyśmy dziś na świecie tego bałaganu” .Tak powiedziała Gazecie unijna komisarz Viviane Reding. A wiec ten duch krąży szeroko… To bardzo dobrze wróży sprawie!

Autor wpisu*:
2 x 7 (mnożenie) =