Finanse 50 plus

Budowanie kapitału, czyli łapanie klienta na żel

Chciałam się dowiedzieć, co teraz mają do zaofiarowania instytucje finansowe, no to wiem...

Wściekła byłam. Zawsze w takich razach ogarnia mnie furia.

A było tak.
Dzwoni telefon. Powściągliwa panienka służbowym, eleganckim głosikiem pyta się, czy ja to ja. Potakuję. Panienka się przedstawia i okazuje się, że jakieś towarzystwo ubezpieczeniowe z rozmaitymi opcjami na oszczędzanie chce zapolować na moją kasę. Na kasę, której zresztą nie mam, ale mogłabym mieć, być może. Kto mnie nadał? Notariusz? Urząd skarbowy? Bank? Kto im podał bez mojej zgody numer telefonu, nazwisko i imię? Ustawa o ochronie danych to fikcja. GIODO, gdzie jesteś?!

Był taki krótki czas w moim życiu, że administrowałam rodzinnymi zasobami. Przelały się przez moje konto spore sumy. I nagle, jak spod ziemi zaczęły pojawiać się propozycje, listowne i telefoniczne. Wszyscy wyciągali łapy po tę kasę, licząc na to, że coś na mnie zarobią. Ochrona danych osobowych to pic na wodę fotomontaż.

Odpytałam panienkę: kto, skąd i dlaczego, nie uzyskałam żadnej odpowiedzi, po czym umówiłam się na osobistą rozmowę, zakładając, że przynajmniej czegoś się dowiem o temacie. Panienka wyznała, że chce mnie zachęcić do budowania kapitału i skorzystania z innych usług. Spotkaliśmy się w pięknistym budynku, w eleganckim pomieszczeniu, z dziełem sztuki nowoczesnej na ścianie, i przy biurku z fantazyjnym obszernym blatem. Chciano mi dać do picia kawę albo herbatę.

Podziękowałam. Tak między nami mówiąc, miałam zamiar szybko to załatwić. Na  miejscu okazało się, że jest ich dwoje i we dwójkę mnie maglowali. On miał nieziemsko nażelowanego jeża, a ona była strasznie spięta i chudzinka, ale było bardzo miło, bo nażelowany się okropnie cieszył ze wszystkiego. Potem się nawet zastanawiałam, czy sobie czymś tego nastroju nie wzmacniał.

Najśmieszniejsze było to, że nagle nabrali wody w usta i chcieli, żebym ja im powiedziała, czego chcę. A przecież to oni nalegali, żebym się trudziła podróżą w te niepiękne i smrodliwe okolice centrum.

No dobrze, dobra dusza ze mnie i w końcu uległam i podjęłam tę grę. Rozpytałam ich dosyć dokładnie o ubezpieczenia na wypadek niezdolności do pracy.

Na początek powiedzieli, że najmniejsza stawka wynosi miesięcznie parę złotych i to była marchewka, którą złapałam. Czasami ubezpieczanych badają za darmo. Wiem już, że większość moich znajomych raczej nie ma na co liczyć. Kiedy się jest poważnie chorym (cukrzyca albo po zawale, albo po operacji na raka), wrzucają tak wysokie stawki ubezpieczeniowe, że robi się absurdalnie. Trzeba być zdrowym jak koń, wtedy ubezpieczą. Absurd, kto zdrowy o tym myśli?

Poza tym koniecznie chcieli, żebym swoje nadwyżki zostawiała właśnie u nich. Ale kiedy na koniec zapytałam, co takiego jest w ich firmie, że właśnie ją powinnam wybrać, czym różni się pozytywnie od innych ‒- nie otrzymałam jakiejś szczególnie ambitnej odpowiedzi.

I teraz mam tu na stole stos papieru, bo sobie zażyczyłam wzorów umów. I czekam na info, co mogą mi zagwarantować, jeśli padną razem z moją zainwestowaną kasą, bo nażelowany pan nie umiał mi powiedzieć. Mieli wszystkie informacje na okoliczność mojego padnięcia finansowego, swojego nie brali pod uwagę.

Chciałam się dowiedzieć, co teraz mają do zaofiarowania instytucje finansowe, no to wiem. To jest pewnie dobre dla kogoś, kto nie umie sobie sam odkładać pieniędzy, a bardzo chce. Za lenistwo się płaci. Można jeszcze mieć przyjemność raz w miesiącu oglądać nażelowanego i jego towarzyszkę w bardzo luksusowym obiekcie architektonicznym przy kawie lub herbacie. I to koniec.

Zastanawia mnie jeszcze, co za kreatura sprzedała moje dane osobowe. Taki mały zgrzyt.


Ewa Mach
Źródło www.finanse-na50plus.pl 

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • ewa maria 12/07/2012, 14:35

    mój stacjonarny telefon dzwoni przynajmniej ze 4 razy dziennie, różne to są oferty i propozycje. znają numer i nazwisko pytają o adres, żeby przesłać ofertę pocztą.
    nawet szkoda mi tylko wszystkich dzwoniących, ale cóż zdecydowanie odmawiam.

  • lu yang 24/06/2012, 21:11

    te instytucje doskonale żyją z naiwnych klientów, specjalnie szkoleni (zwłaszcza ubezpieczeniowe) agencji/specjaliści uczą się technik manipulowania. klienta mają gdzieś liczy się tylko prowizja, zysk. ja uciekam a już zwłaszcza od tych okazji wszelakich za 1 zł .

  • kama 01/03/2012, 10:31

    Malgonia zabrzmiala jak rasowy "łapacz" ( czyt przedstawiciel) jakiejs firmy ubezpieczeniowej...;) To prawda- szkoli sie takowych w praniu mózgu potencjalnym naiwnym i skutecznym wpychaniu im maximum produktu przy minimum odpowiedzialnosci. Mowi sie tylko o korzysciach a nie o wylaczeniach ( o tym mozna doczytac sie samemu w gaszczu paragrafow,ktore najpierw nalezy od łapacza wyrwac. A na "przetwarzanie "danych osobowych godzimy sie sami - podpisujemy takie oswiadczenie miliony razy.Co prawda godzimy sie pod przymusem ( bo jesli nie podpiszemy to nie uzyskamy tego,co akurat uzyskac usilujemy) -ale dalszy handel naszymi danymi jest juz, wobec powyzszego- legalny.

  • se 01/03/2012, 10:17

    hmm! jak twórczo...

  • malgonia 27/02/2012, 6:55

    Dane osobowe sprzedał bank za odpowiednia kwotę.Rozmowa z klientem to analiza potrzeb klienta.Wszystko co piszesz to standardy wymagane w firmie.tak się ludzi szkoli i wymaga od nich takiego przeprowadzenia rozmowy.Natomiast społeczeństwo polskie powinno zrozumieć , że skoro ubezpiecza sie samochód, dom, firme to też trzeba ubezpieczyć dostarczyciela lub dostarczycielki kasy dla rodziny.A o tym trzeba pomyśleć jak sie jest młodym człowiekiem/ wtedy niska składka i towarzytstwo przyjumje z dobrodziejstwem inwentarza/