Rynek 50 plus
Kłótnie w małżeństwie dziecka
Gdy małżeństwo dziecka przeżywa gorszy okres, jego rodzice nie tylko zaczynają się martwić, ale też zostają postawieni przed trudnymi wyborami – czy wtrącać się, kiedy jest się pytanym o zdanie?
Czy reagować na małżeńskie kłótnie, jeśli dochodzi do nich podczas wizyty w Waszym domu? I w końcu – czy przyjąć pod dach syna lub córkę, która „ma dość”?
GDY ATMOSFERA PSUJE ORODZINNY OBIAD
Kiedy zapraszasz rodzinę swojego dziecka wraz z nim samym, najprawdopodobniej spodziewasz się przyjemnej atmosfery, radosnych chwil czy chociażby miłego popołudnia. Tymczasem od szczegółu do ogółu, para gości zaczyna porządną kłótnię. Częstą reakcją w takiej chwili jest milczenie i zakłopotanie gospodarzy. No co właściwie robić – próbować ich pogodzić i ratować atmosferę? Zdecydowanie nie. Jeśli drobne uwagi zmieniają się w wojnę, najlepszym i jedynym słusznym rozwiązaniem jest stwierdzenie wprost – „nie życzymy sobie kłótni w naszym domu. Jesteście gośćmi i wprowadzacie nas w zakłopotanie. Przygotowaliśmy się, a wy nie tylko nie potraficie tego nie doceniacie, ale psujecie miłą atmosferę”. Takie szczere słowa zadziałają znacznie skuteczniej, niż ciche prośby: „oj nie kłóćcie się… komu nałożyć sałatki?”
MAMO, NO SAMA POWIEDZ!
„No powiedz, mam rację, czy nie?” – niezależnie od tego, czy słowa te padają z ust córki, syna, synowej czy zięcia, trudno uniknąć uczucia zażenowania. Czasem, chcąc dobrze, staramy się „delikatnie” zasugerować, kto może mieć rację w powstałym sporze. To jednak rzadko zdaje egzamin. Znacznie częściej kłótnia się po prostu zaognia, a z ust tego, komu nie przyznano racji, pada: „Taaak?! To może powiedz mamusi też, jak było ostatnio!”. Najlepsza reakcja na próbę wciągnięcia nas do małżeńskiej kłótni jest zatem prosta odpowiedź: „Nie wtrącam się i nie mam zamiaru tego robić, to Wasze sprawy”
MUSZĘ Z KIMŚ POROZMAWIAĆ…
Zupełnie inaczej wygląda kwestia reakcji na gorącą kłótnię małżonków, zupełnie inaczej też chcemy się zachować, gdy dzwoni do nas dziecko, które po prostu musi się wyżalić. Chyba nie ma świecie kochającej matki, która słysząc przez telefon płacz córki, chłodno odpowie: „To wasze sprawy, porozmawiajmy o czymś innym”. Niezwykle trudno też odmówić synowi pomocy, kiedy mówi, że już nie wytrzymuje i prosi o kobiecą radę. Co zatem zrobić? Wszystko oczywiście zależy od sytuacji. Jeśli zdarzenie ma charakter incydentalny, wysłuchanie żalu i doradzenie jest jak najbardziej słuszne. Pamiętajmy jednak, żeby powstrzymać się od negatywnych opinii na temat drugiej (nieobecnej!) strony. Zamiast mówić: „nie rozumiem, jak on mógł się tak zachować, zwykły cham”, lepiej zaproponować jakąś formę pomocy. Na przykład zabranie dzieci na dwa, trzy dni i pozwolenie małżonkom na spokojne rozmowy i kilka chwil dla siebie.
Nasze podejście do sprawy powinno wyglądać inaczej, jeśli takie „płaczliwe telefony” powtarzają się często. Po pierwsze, możemy nawet nie wiedzieć, że zięć czy synowa mają do nas żal o „stanie po stronie córeczki czy synka”. Nawet, jeśli tak nie jest, sam fakt ciągłego dzwonienia do rodziców i ich cierpliwe słuchanie powoduje niechęć u drugiej strony sporu. Po drugie, rodzice nie są od rozwiązywania problemów małżeńskich swoich dzieci. Gdy już trzeci raz w tygodniu sytuacja się powtarza, powiedz wprost, że nie tędy droga. Spytaj, jakiego rozwiązania problemów pragnie Twoje dziecko i jeśli możesz, pomóż – ale niech nie sprowadza się to tylko do roli słuchającego.
CZY MOGĘ ZATRZYMAĆ SIĘ U CIEBIE NA KILKA DNI?
Sytuacja, w której dziecko staje w drzwiach domu rodzinnego z walizką i nieszczęśliwym wyrazem twarzy, potrafi porządnie zmartwić każdego rodzica. Do niepokoju związanego z kłopotami młodego małżeństwa, dochodzi kwestia przyjęcia dziecka pod swój dach – czy powinno się tak „pomóc” dziecku, czy raczej dla dobra jego związku… odmówić? Zdania są podzielone i nie ma w takiej sytuacji uniwersalnego wyjścia. Czasem rzeczywiście taka „ucieczka” nie przynosi niczego dobrego, z drugiej strony złapanie oddechu od ciągłych awantur może wyjść parze na dobre. Rozwiązaniem może być zgoda pod jednym warunkiem – uprzedzamy syna czy córkę, że mamy zamiar zadzwonić do zięcia lub synowej i poinformować, że nie stoimy po żadnej ze stron w tej kłótni. I rzeczywiście to zrobić. Dzięki takiej reakcji nie tylko unikniemy przyjęcia niechcianego stanowiska „sprzymierzeńca”, ale damy też do zrozumienia, że nie wtrącamy się w związek.
Karolina Wojtaś
Zdjęcie www.sxc.hu / stevekrh19
GDY ATMOSFERA PSUJE ORODZINNY OBIAD
Kiedy zapraszasz rodzinę swojego dziecka wraz z nim samym, najprawdopodobniej spodziewasz się przyjemnej atmosfery, radosnych chwil czy chociażby miłego popołudnia. Tymczasem od szczegółu do ogółu, para gości zaczyna porządną kłótnię. Częstą reakcją w takiej chwili jest milczenie i zakłopotanie gospodarzy. No co właściwie robić – próbować ich pogodzić i ratować atmosferę? Zdecydowanie nie. Jeśli drobne uwagi zmieniają się w wojnę, najlepszym i jedynym słusznym rozwiązaniem jest stwierdzenie wprost – „nie życzymy sobie kłótni w naszym domu. Jesteście gośćmi i wprowadzacie nas w zakłopotanie. Przygotowaliśmy się, a wy nie tylko nie potraficie tego nie doceniacie, ale psujecie miłą atmosferę”. Takie szczere słowa zadziałają znacznie skuteczniej, niż ciche prośby: „oj nie kłóćcie się… komu nałożyć sałatki?”
MAMO, NO SAMA POWIEDZ!
„No powiedz, mam rację, czy nie?” – niezależnie od tego, czy słowa te padają z ust córki, syna, synowej czy zięcia, trudno uniknąć uczucia zażenowania. Czasem, chcąc dobrze, staramy się „delikatnie” zasugerować, kto może mieć rację w powstałym sporze. To jednak rzadko zdaje egzamin. Znacznie częściej kłótnia się po prostu zaognia, a z ust tego, komu nie przyznano racji, pada: „Taaak?! To może powiedz mamusi też, jak było ostatnio!”. Najlepsza reakcja na próbę wciągnięcia nas do małżeńskiej kłótni jest zatem prosta odpowiedź: „Nie wtrącam się i nie mam zamiaru tego robić, to Wasze sprawy”
MUSZĘ Z KIMŚ POROZMAWIAĆ…
Zupełnie inaczej wygląda kwestia reakcji na gorącą kłótnię małżonków, zupełnie inaczej też chcemy się zachować, gdy dzwoni do nas dziecko, które po prostu musi się wyżalić. Chyba nie ma świecie kochającej matki, która słysząc przez telefon płacz córki, chłodno odpowie: „To wasze sprawy, porozmawiajmy o czymś innym”. Niezwykle trudno też odmówić synowi pomocy, kiedy mówi, że już nie wytrzymuje i prosi o kobiecą radę. Co zatem zrobić? Wszystko oczywiście zależy od sytuacji. Jeśli zdarzenie ma charakter incydentalny, wysłuchanie żalu i doradzenie jest jak najbardziej słuszne. Pamiętajmy jednak, żeby powstrzymać się od negatywnych opinii na temat drugiej (nieobecnej!) strony. Zamiast mówić: „nie rozumiem, jak on mógł się tak zachować, zwykły cham”, lepiej zaproponować jakąś formę pomocy. Na przykład zabranie dzieci na dwa, trzy dni i pozwolenie małżonkom na spokojne rozmowy i kilka chwil dla siebie.
Nasze podejście do sprawy powinno wyglądać inaczej, jeśli takie „płaczliwe telefony” powtarzają się często. Po pierwsze, możemy nawet nie wiedzieć, że zięć czy synowa mają do nas żal o „stanie po stronie córeczki czy synka”. Nawet, jeśli tak nie jest, sam fakt ciągłego dzwonienia do rodziców i ich cierpliwe słuchanie powoduje niechęć u drugiej strony sporu. Po drugie, rodzice nie są od rozwiązywania problemów małżeńskich swoich dzieci. Gdy już trzeci raz w tygodniu sytuacja się powtarza, powiedz wprost, że nie tędy droga. Spytaj, jakiego rozwiązania problemów pragnie Twoje dziecko i jeśli możesz, pomóż – ale niech nie sprowadza się to tylko do roli słuchającego.
CZY MOGĘ ZATRZYMAĆ SIĘ U CIEBIE NA KILKA DNI?
Sytuacja, w której dziecko staje w drzwiach domu rodzinnego z walizką i nieszczęśliwym wyrazem twarzy, potrafi porządnie zmartwić każdego rodzica. Do niepokoju związanego z kłopotami młodego małżeństwa, dochodzi kwestia przyjęcia dziecka pod swój dach – czy powinno się tak „pomóc” dziecku, czy raczej dla dobra jego związku… odmówić? Zdania są podzielone i nie ma w takiej sytuacji uniwersalnego wyjścia. Czasem rzeczywiście taka „ucieczka” nie przynosi niczego dobrego, z drugiej strony złapanie oddechu od ciągłych awantur może wyjść parze na dobre. Rozwiązaniem może być zgoda pod jednym warunkiem – uprzedzamy syna czy córkę, że mamy zamiar zadzwonić do zięcia lub synowej i poinformować, że nie stoimy po żadnej ze stron w tej kłótni. I rzeczywiście to zrobić. Dzięki takiej reakcji nie tylko unikniemy przyjęcia niechcianego stanowiska „sprzymierzeńca”, ale damy też do zrozumienia, że nie wtrącamy się w związek.
Karolina Wojtaś
Zdjęcie www.sxc.hu / stevekrh19















Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
jula 25/05/2013, 13:35
...I nie, o szmatach, gdyby komus przyszlo na mysl zainicjowania dalszego toku myslenia o poslankach.
Poslanka to twor, pani poslanka to potwor.
Niech mi bedzie wybaczone przed niedzielna msza!
Bardotka56 24/05/2013, 20:53
Przecież wyraźnie napisane jest o kłótniach, nie o przemocy ;)
Justa 20/05/2013, 11:49
Rady ogolnie dobre,ale z jednym wyjatkiem- jesli w gre wchodzi przemoc- nalezy sie wtracic i to radykalnie.w takim przypadku 'umysie rak" byłoby czyms nagorszym.