Styl 50 plus

Człowiek zwany kobietą

Człowiek zwany kobietą 4 przykazania człowieka zwanego kobietą. Nie raz dostałam w tyłek od życia. I to chyba właśnie dlatego zaczęłam się interesować czymś więcej niż tylko pracą i zapewnieniem sobie bytu, całkiem niezłego z resztą:) Moja podróż w głąb siebie to był długi ciąg zbiegów okoliczności i spotykania po drodze osób, które pozwoliły mi na ukształtowanie się we mnie nowej wersji mnie.

Dużo lepszej, dodam. Teraz siebie lubię, teraz mam do siebie zaufanie, ośmieliłam się także zaufać światu. Drzewiej byłam nerwową heterą. I piszę to z pełną odpowiedzialnością za słowo. Mam nowych przyjaciół i całkiem nowe stare życie. Tak jakbym zaczęła wszystko od nowa. Jakby dana mi była nowa szansa. Ale w międzyczasie dane mi także było sięgnąć dna, przeżyć kilka załamań, rozstań z moim narzeczonym (aktualnie mąż), porzucić pracę, kupić dom, posadzić drzewa i urodzić dziecko. Wszystko, o czym marzyłam. Za wyjątkiem tych dołów naturalnie i ostatniej awarii gaźnika w samochodzie (tego nie miałam w planach). Co chcę napisać, to to że czytając dziesiątki publikacji nt. szczęścia, dobrobytu szukałam sposobu na natychmiastową poprawę. I czasem rzeczywiście ta przychodziła. Natychmiastowa poprawa w jakimś zakresie mojego życia. Tym boleśniej wtedy odczuwałam dyskomfort w innych aspektach. Czasem życie przynosiło też stosowną korektę. Po wzlocie, następował bolesny upadek. A raczej konfrontacja z moimi kodami ukrytymi w podświadomości. Im głębiej się jednak nad tym zastanawiałam, tym większe dawałam sobie przyzwolenie, aby myśleć o swoich porażkach w sposób pozytywny. Bez nich nie byłoby mnie tu i teraz (a jest tu przyjemnie). Życiowe porażki powodowały, że szukałam pomocy na zewnątrz. Większość z tych ludzi, do których trafiłam kazało mi szukać wewnątrz. I choć bardzo mi się to nie podobało, bo wolałam wierzyć, że to życie wpakowało mnie w taki dołek, to jednak z czasem zaczęłam przyjmować porady i zmieniać swój tok myślenia, a za nim szło dopasowanie rzeczywistości. Fakt, był tu pewien poślizg czasowy. Świat potrzebuje czasu żeby zweryfikować na ile poważne są nasze marzenia. Jednak teraz jestem w miejscu, o którym kiedyś nawet nie ośmieliłabym się marzyć. I z tego miejsca, patrząc wstecz na moje życie chciałabym też dać parę rad:

Po pierwsze, primo - zaufaj sobie i przestań się obwiniać. Czasem nie widać sensu w tym, że zwalniają nas z pracy albo biznes nie kręci się tak jak trzeba, albo relacje z najbliższymi nie są takie, jakie miały być.

Po wtóre: daj sobie trochę luzu i trochę więcej przyjemności. Do tej pory mam problem z dawaniem sobie przyjemności, więc wiem, że nie będzie łatwo. Ale od czegoś trzeba zacząć.

Po trzecie: rób co chcesz. A przynajmniej staraj się robić, co chcesz. Małymi kroczkami, przyzwyczajając siebie i swoją podświadomość, możesz doprowadzić do stanu, kiedy większość z twoich działań będą to rzeczy, którymi lubisz się zajmować, robisz to z chęcią i nikt nie przekonuje cię, że tak trzeba, należy. W szczególności, sama siebie nie przekonujesz, że tak trzeba i należy.

Po czwarte: bądź dla siebie dobra. To właściwie powinien być punkt pierwszy i drugi i ostatni. Bo od tego się wszystko zaczyna i na tym kończy. Jeśli nie będziesz dla siebie dobra, świat otrzyma stosowny komunikat. Da ci ani mniej, ani więcej niż ty sama sobie dajesz. Więc lepiej bądź dla siebie dobra!

Beata Markowska

http://www.solaris-rozwojosobisty.pl/

 

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • Anna Kempisty 13/07/2017, 9:08

    Z wykształcenia jestem psychologiem. Zawód wybrałam świadomie i z pełnym przekonaniem, że praca z ludźmi to najlepsze co w życiu chciałabym robić. Jest wiele osób, które nie radzą sobie ze stresem, z życiem i przeciwnościami czy problemami, które los, inni ludzie lub przede wszystkim my sami stawiamy przed sobą. Bo podobno człowiek sam dla siebie jest największym ograniczeniem.
    I chociaż życie weryfikuje pewne nasze decyzje, bo od wielu lat stawiam ludziom tarota to zdecydowanie jest to nadal praca z ludźmi i ich problemami. Mechanizm jest jeden. Okłamujemy w życiu samych siebie, podążamy za celami, które nie są nasze, wytyczamy sobie cele, które są dla innych. Na ile w nas samych jest zgodność z prawdą, w której chcemy żyć? Na ile nasze marzenia są realizowane, a na ile są tylko marzeniami, którymi złudnie żyjemy? Cała radość człowieka zawiera się w nim samym. To tam kryje się odpowiedź na wiele osobistych i życiowych pytań, ale na ile chcemy je w sobie odkrywać? Życie w zgodzie ze sobą daje szczęście, pokochać samego siebie daje poczucie radości i zadowolenia i lepiej i przyjaźniej patrzymy na innych i Ci inni lepiej patrzą na nas. Mamy talenty, zasoby z których nie korzystamy. Patrzymy na zasoby innych zazdroszcząc im tego, a sami marnujemy potencjał, który w nas drzemie, a wystarczy go tylko uruchomić. Skupiamy się na problemach, bo one emocjonalnie dominują, wywołują silne emocje, obok których trudno przejść obojętnie. Nie mamy czasu i przestrzeni skupić się na sobie. Jeśli to sobie uświadomimy to droga do szczęścia i życia w zgodzie ze sobą jest już prosta. Często to ja jako wróżka uświadamiam ludziom, którzy przychodzą do mnie postawieni pod mur przez życiowe zawirowania. Cieszę się jeśli ktoś pomyśli o swoim potencjale na poważnie. Zajmie się nim, otoczy miłością i opieką, bo wtedy zaczyna się miłość do samego siebie.
    W pełni zgadzam się z Panią Beatą, ma słuszną rację. Bądźmy dla siebie dobrzy, bo my dla siebie samych jesteśmy najważniejsi.
    A Ty czytelniku jak dawno zadałeś sobie to ważne dla Ciebie pytanie: kim jestem i dokąd zmierzam? Co kocham i co robię dobrego dla siebie i innych a na ile wciąż oczekuję od życia wielu rzeczy nie dając od siebie nic w zamian? Jakie ważne dla siebie cele życiowe realizujesz, a na ile leżą one odłożone na później. Może to dobry czas żeby przewartościować priorytety.

  • Kochana Pani Beato! 04/04/2014, 23:25

    Z calej Pani wypowiedzi przemawia wielka madrosc zyciowa. Faktem jest, ze kazdy z nas idzie wlasna droga i swoim najwlasniejszym sposobem. Dla jednego taki sposob wydaje sie madry, dla drugiego najglupszy na swiecie. Czasem czuje sie jak dziecko we mgle. Jakby wrzucono mnie na gleboka wode i wlasnie ucze sie plywac. Nikt za nas nie przezyje klopotow, zmartwien. Mamy to zakodowane dla siebie. Tylu problemow ile mnie spotkalo w ostatnich latach nie ma chyba nikt. Zreszta nikomu tego nie zycze. Wiem jedno. Znam wyjscie z tej matni. Moze to niepopularne stanowisko. Wsrod mlodych. Ja taka mloda nie jestem. Ofiarowalam zycie swoje i swojej rodziny i moich przesladowcow internetowych Stworcy. Wiem, ze to dobry wybor. W imie Boze. Co bedzie? Jestem o to spokojna. Nie bylo wyjscia. Zostalam przyparta do sciany. Ale ciesze, ze jest tak jak jest.