Już czas?
Przeminęło szybko jak huragan, teraz mam za ścianą śliczną medytacyjna muzyczkę, przy której pięknie się śpi. Czasami coś lżejszego, co trzeba wyciszać intensywnie. Dziewczyna mojego syna prawie od nas nie wychodzi (nazywam ją synową), bo tak dobrze się tu czuje (ma własne mieszkanie, ale wolą być tu, bo tu jest „fajniej”, a wszystkiemu winna jest moja nieograniczona skłonność do „adoptowania” każdego człeczka którego napotkam na swojej drodze, zwłaszcza kiedy czuję, że tego potrzebuje). Drzwi do swojego pokoju jednak miewam zamknięte, a to znaczy, ze trzeba pukać przed wejściem i liczyć się z tym, że zachcę być sama.
(Mam jeszcze jedną swoją dzieweczkę, która jest dorosła i niepełnosprawna ruchowo, jest sierotą. Troszkę jej pomagałam, na ile mogłam, czego skutek jest taki, że właśnie będę miała przyjemność niedługo odwiedzić ją i jej narzeczonego w Brukseli i bardzo się z tego cieszę.)
Teraz moje rodzone dzieci właściwie są dorosłe. Dorosłe w sensie metrykalnym i dorosłe w sensie społecznym. Zapewne w końcu skończą jakieś studia, pójdą do jakiejś pracy, córka już podjęła takie wyzwanie tj. pracowała. Niedawno załogowali się na jakiś uczelniach. Czekają na wyniki. Ja podchodzę do tego spokojnie, jak zwykle traktuję tę rzecz raczej jako ich sprawę, chociaż ze zdanej matury cieszyliśmy się kiedyś wszyscy razem jednakowo.
W tym roku chciałabym się już z nimi rozstać. Chcę żeby wzięli swoje utrzymanie w swoje ręce, a ja im tylko pomogę.
Jest nam bardzo dobrze razem. Najbardziej lubię z nimi gdzieś wychodzić, a to zdarza się coraz rzadziej. Poza tym lubię z nimi usiąść i długo rozmawiać, ewentualnie się sprzeczać na jakieś ważne tematy. Lubimy pić razem herbatę i jeść coś, co któreś z nas zrobiło (najczęściej syn albo ja), lubimy słuchać oryginalnej muzyki, oglądać ciekawe filmiki w necie i podsyłamy sobie czasami linki mailem albo przez komunikator. Nie korzystamy z telewizora, Internet jest naszym oknem na świat. W pewnym momencie zgodnie orzekliśmy (zgoda była bardzo mocno przeze mnie negocjowana), że telewizor nic nam nie daje, a to, co ważne i tak dzieje się na żywo. Przekonałam ich i nie oglądamy telewizorni. Lubimy czytać różne ciekawostki (ostatnio zafascynowaliśmy się domami budowanymi pod ziemią, od razu sobie taki dom wymarzyliśmy i zaczęliśmy dyskutować, jak go postawić).
Chciałabym się z nimi już rozstać. Czuję, że dłuższe przebywanie razem stworzy dziwną sytuację, ja pozostanę w nieskończoność mamuśką, a oni moimi dzieciątkami. Trudno mi jest. Przeszłość dogania, przyzwyczajenia się uruchamiają i co chwila stawia nas w sytuacjach, które nie są normalne. Ja wchodzę w rolę mamuśki, która pomaga, ale i próbuje się wtrącać w nie swoje sprawy, kontroluje (to te moje błędy), chce rządzić odbierając im samodzielność i odpowiedzialność, oni zaś wchodzą w rolę dzieciaczków, którzy są prowadzeni za rączkę (ich odwieczna beztroska i radosny brak powagi mnie czasem irytują). Rozstanie – tak to czuję - jest nieuchronne i potrzebne w przypadku dorosłych ludzi. Więc rozstaniemy się, a spotykać się będziemy już inaczej.
Będzie mi chyba bardzo smutno, ale czuję że robi się już nieco nam ciasno, to znaczy mnie się robi za ciasno. Mam wrażenie, że oni chyba woleliby być ze mną, ale „macierzyński materiał” się już zmęczył.
Zawsze uwielbiałam z nimi gdzieś się włóczyć po świecie. Wczoraj wróciliśmy z takiego wypadu. Weekend spędziliśmy więc z moją koleżanką i jej mężem, mają piękny drewniany dom nad jeziorem. Dawno nie było nam tak dobrze, dokazywaliśmy przy ognisku do 2 w nocy, hałasowaliśmy na rowerze wodnym, pływałam. Tak się składa, że na dzień dzisiejszy moje dzieci bardzo lubią moich znajomych, chyba mamy podobny gust. Może kiedy będziemy osobno i będziemy spotykać się, „powłóczymy” się gdzieś razem. Chciałabym wziąć ich na parę fajnych wypadów ... mam już pomysły, muszę tylko uciułać troszkę pieniędzy... może się uda.
Syn właśnie przeczytał ten artykuł, podobał mu się. Wspomniał, że znajomi mu zazdroszczą. Jestem dumna jak pawica, nie wiem z czego, ale jestem.
autorka











Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.