Life in plastic is fantastic
Do pracy – też pięknej – chodzi się przecież odpoczywać. Piękni ludzie się nie przemęczają...
Owo oderwanie od rzeczywistości, pogrążenie się w radosnej konsumpcji na miarę wyobrażeń o luksusie i życiu wyższych sfer tzw. przeciętnego odbiorcy, nie jest jedyną cechą szczególną najnowszych polskich komedii romantycznych. Natrętne przypominanie nam, czyj produkt mamy kupić, jakiej stacji słuchać oraz jakich komputerów używać, to ta bardziej przyziemna i łatwiej czytelna promocja. Komedie romantyczne oferują nam bowiem coś jeszcze, swoisty bonus do biletu – nachalną promocję lajfstajlu.
Rzut oka na nazwiska popularnych autorek – Katarzyna Grochola i Ilona Łepkowska – może wiele wyjaśnić. Balansujemy między serialową tandetą a popularną tzw. literaturą dla kobiet, niezłomnymi dostarczycielkami dyscyplinujących wzorców. Przekroczenie norm – jeśli się zdarza – jest pozorne. Po chwili i bohaterki, i my zostajemy przywołane do porządku. Jeśli rozbierzemy na części ten trening, okaże się, że ignoruje on przemiany obyczajowe ostatnich kilkudziesięciu lat. Wciska swoje bohaterki w ciasne ramy patriarchatu, zachowując przy tym pozory liberalizacji. Kobieta jest pięknym przedmiotem (pożądania), której celem życiowym jest znalezienie męża i założenie rodziny. Praca to fanaberia, której może się oddawać, jeśli akurat męża szuka. Ma być czysta, cnotliwa i skromna w ubiorze oraz obyciu. Brzmi znajomo? Nic dziwnego, bowiem komedie romantyczne tyleż odzwierciedlają dominujące wzorce zachowań i normy, co je współtworzą.
Poczytaj mi, mamo...
Kobieta realizuje się w macierzyństwie. Aby było ono doskonałe, musi towarzyszyć jej mąż; samodzielne macierzyństwo jest piętnowanym pomysłem. Owa pierwsza prawda objawiona staje się źródłem perypetii „Rozmów nocą” i „Tylko mnie kochaj”. W pierwszym filmie bohaterka, której nie udaje się zbudować związku z żadnym z przelotnych partnerów, decyduje się urodzić dziecko. Z poduszką pod bluzką zapisuje się do szkoły rodzenia i rozpoczyna casting na tatusia. Dziecko należy począć naturalnie, dla jego dobra oczywiście. Wiemy już, którą wersję ustawy o in vitro twórcy byliby skłonni wesprzeć; nie dziwi, że byłaby to ta najbardziej restrykcyjna. Piękność poznaje swojego rycerza, zachodzi w ciążę i pozwala sobie wybić z głowy fanaberie o samotnym wychowywaniu potomka. Okazuje się też, że „tak naprawdę” pragnie małżeństwa i stabilizacji u boku ukochanego kucharza; konkurs na ojca okazał się (a może od początku był?) wyrafinowanym castingiem na męża.
Mamusia dzielnego kucharza urządza rockandrollowe imprezy i gotowa byłaby zaakceptować nawet homoseksualizm swego syna, żeby tylko się z kimś związał. Bycie singlem jest bowiem większym tabu. Szerzej opisane są relacje rodzinne w „Tylko mnie kochaj”. Samotna matka wraca do Polski, by po siedmiu latach „odzyskać” miłość ojca swojej córki, którym został w trakcie zapomnianej licealnej imprezy. Niewiasta zatrudnia się w firmie ukochanego, teraz rzutkiego architekta. Zlecenie, przy którym mają wspólnie pracować, zapewnił (jej czy jemu?) ojciec dziewczyny. Ważną rolę odgrywają też jej bracia: policjant w skórzanym mundurku i na motorze rozkochuje w sobie rywalkę, drugi brat wzbudza zazdrość, a trzeci po prostu pojawia się we właściwych miejscach. Historia miłosna staje się historią rodzinną: eteryczna Julia potrzebuje mężczyzn, sama przecież nie poradziłaby sobie z przeciwnościami losu, w tym własną matką, która omal nie rujnuje świetlanej przyszłości Julii i Michała.
Istotą rodzinną jest Judyta z „Nigdy w życiu” i „Ja wam pokażę”. Porzucona przez męża buduje sobie życie od nowa: stawia dom i spotyka nowego mężczyznę. W drugiej części filmu omal go nie traci. Adam wyjeżdża na stypendium do Ameryki; w tym samym momencie pojawia się były mąż, który porzucony przez dwukrotnie młodszą Jolę postanawia odzyskać byłą żonę. Wspiera go w tym cała rodzina, zwłaszcza dorastająca córka, która ze skrzynki mailowej matki pisze do Adama. Wspieraliby go do dalej, gdyby nie wiarołomna Jola, wcześniej dumna z mężowskiego nazwiska, nie wróciła do Tomasza. Ocala to możliwość happy endu – czyli ślubu. Także dla bohaterki „Jeszcze raz” relacje z córką są ważniejsze od jej własnych potrzeb: zostawia ukochanego i pędzi do Warszawy, bo córka chce z nią porozmawiać. W drodze ulega wypadkowi, co sprowadza do szpitala nie tylko córkę, ale także dzielnego ratownika TOPR. I znów mamy happy end. Oraz pierwszy morał: jeśli coś jest ważne dla kobiety, to macierzyństwo i rodzina.
Kobieta pracująca, czyli żadnej pracy się nie boję?
Płacąc daninę współczesności, komedie romantyczne pokazują cały zastęp bohaterek borykających się z problemami zawodowymi. Emancypacja jest pozorna: żadna z bohaterek nie jest menadżerką czy informatyczką, jeśli architektem – to specjalistką od ukwiecenia („Tylko mnie kochaj”). Twórcy ściśle przestrzegają podziału na zawody męskie i kobiece; kobiece to te związane z dbałością o domowe ognisko, najlepiej zresztą pracować w domu. Panie odpisują na listy w czasopiśmie kobiecym („Nigdy w życiu”), zajmują się roślinami („Nie kłam, kochanie”), lepią anioły z ciasta („Rozmowy nocą”), przymusowo realizują się w cateringu lub sprzątaniu, choć są zdolnymi młodymi projektantkami („Dlaczego nie”).
Praca to miejsce straszliwe, do którego lepiej nie chodzić. Czyha tam na dzielne heroiny szef, który próbuje zaciągnąć na randkę („Nigdy w życiu”), od odpowiednio uległej postawy uzależnia awans („Nie kłam, kochanie”) lub przyjęcie do pracy („Dlaczego nie”). Czyhają tam też inne kobiety, które kradną pomysły lub zmuszają ukochanych do wygibasów pod biurkiem w zamian za awans („Dlaczego nie”), z zazdrości przyczyniają się do nieporozumień między kochankami („Nigdy w życiu”). W pracy można też poznać lub „odzyskać” ukochanego, czatować, uprawiać namiętny seks w toalecie lub piłować paznokcie („Tylko mnie kochaj”).
„Dlaczego nie” proponuje, w najbardziej wyrazisty sposób, wyjście z kłopotu, jakim jest praca. Gosia, zetknąwszy się z brudem i niemoralnością, ucieka na wieś, do rodziców, gdzie odnajduje ją ukochany, brany za ochroniarza pan prezes. W malowniczej rzeczce obiecują sobie miłość po grób. Ewentualne plany zawodowe młodej zdolnej projektantki znikają jak kamfora. Uzupełniamy morał numer jeden: pracować można, ale tak, by nie kolidowało to z obowiązkami domowymi, a najlepiej tylko do ślubu.
Tylko złe czarownice są brzydkie
W pracy nasze nieskazitelne bohaterki spotykają nie tylko mężczyzn, wolnych i do wzięcia; czasem są tam też inne kobiety. I te inne kobiety są naprawdę inne, różnią się od romantycznych heroin i ich przyjaciółek nie tylko charakterem (krótko mówiąc: są bezwzględne, wredne i niemoralne), ale i wyglądem. Kwestia wyglądu jest bodaj ciekawsza.
Pozytywne bohaterki nieodmiennie są Kopciuszkami: szare myszki, starannie ubrane, skromnie, klasycznie bądź sportowo, ale na pewno nie wyzywająco. Garsonka, dżinsy, piżama z pieskiem – oto stosowny przyodziewek cnotliwych dam. Włosy proste lub w naturalnym nieładzie; wyrafinowane fryzury zostawiamy podłym uwodzicielkom. Wyglądają w nich zresztą podobnie groteskowo, jak na (zbyt) wysokich obcasach, w (zbyt) wąskich spódnicach, czy (karykaturalnie) „seksownej” bieliźnie.
Kopciuszek nie może zapomnieć o makijażu – obowiązkowym zestawem jest tzw. makijaż naturalny, ukryty przed wzrokiem ciekawskich, dyskretnie podkreślający zalety urody oraz naturalnego piękna, przypadkowo zbieżnego z aktualnym kanonem. Kopciuszek pięknieje dla ukochanego mężczyzny. Judyta zakłada czerwone sukienki z wielkim dekoltem i szminkuje usta. Gosia z „Dlaczego nie” sukienkę balową – oraz zapewne zestaw do makijażu i akcesoria fryzjerskie – otrzymuje od pana prezesa, który przygotowuje kąpiel w pianie i kieliszek różowego szampana. Biała zwiewna sukni Julii w zakończeniu „Tylko mnie kochaj” też wpisuje się w ten schemat. Z ubraniami podkreślającymi kobiecość trzeba poczekać na jej odkrywcę. Nie możemy być zbyt świadome kobiecości ani (przepraszam wrażliwe uszy) seksualności. Karą jest porzucenie przez kochanka, który, nawet jeśli do tej pory lubował się w niezobowiązujących romansach, teraz pokocha prawdziwą miłością przemiłą, dziewczęcą, dobrą i zakochaną w nim od pierwszego wejrzenia ogrodniczkę („Nie kłam, kochanie”). Mamy więc trzeci morał – siedzieć w popiele i czekać na swego księcia.
Ci wspaniali mężczyźni...
Książę także jest ciekawą figurą. Choć komedia romantyczna to gatunek kierowany do kobiet, kłębią się w nim także stereotypy dotyczące mężczyzn. Idealny książę musi być prawdziwie męski – dać po buzi natrętowi albo wyruszyć na akcję ratowniczą („Jeszcze raz”). Musi być zadbany, ale nie przesadnie wymuskany. Musi dobrze zarabiać, a przynajmniej uczciwie pracować („Nie kłam, kochanie”). Musi tropić wytrwale meandry, po których podąża myśl ukochanej, ratować z opresji, cierpliwie ją odszukiwać, jeśli akurat ucieknie i podejmować za nią decyzję – na przykład, mocno przytrzymać, kiedy zamierza ją pocałować, a ona akurat wyraża pewną dezaprobatę. Twórcy „Nigdy w życiu” jakby nie słyszeli, że nie znaczy NIE. Wydaje się zresztą, że twórcy komedii romantycznych o wielu rzeczach nie słyszeli...
Dagmara Rode
Magazyn Młodej Kultury Slajd











Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.