Weranda literacka

Jeżyk

Pani Jolanta Pinkowska z Łodzi jest autorką bajki „Jeżyk”. Maciek, wnuczek jednej z naszych redakcyjnych koleżanek, który ma 5 lat narysował specjalnie dla swoich kolegów i koleżanek z całej Polski kolorowego jeżyka, Maciek rysował jeżyka słuchając bajki.

Redakcja kobieta50plus.pl ma nadzieję, że zarówno bajka, jak i rysunek Maćka spodobają się zarówno babciom, jak i dzieciom.


Szedł sobie Jeżyk polną ścieżką , podśpiewywał wesoło, bo miał akurat dobry humor. Przeszkadzała mu tylko jedna rzecz w życiu, a dotyczyła  jego wyglądu. Tą rzeczą, jeśli można to tak nazwać – były kolce. Tak - kolce, które wyrastały z jego ciała. Ale przecież bez kolców nie byłby już jeżem tylko czymś innym – ale on o tym jeszcze nie wiedział. Postanowił zmienić swój wygląd, , bo tylko te kolce powodowały, że od czasu do czasu tracił dobre samopoczucie. Nie mógł wtedy dla siebie znaleźć miejsca i czarne myśli przejmowały nad nim władzę. Nic mu się wtedy nie chciało robić. Postanowił to zmienić.

Będąc raz w takim właśnie stanie wyruszył przed siebie. Zamierzał wędrować tak długo, aż znajdzie rozwiązanie swojego problemu. Nie wiedział co to by miało być, kiedy i jak się dokonać. I tak wędrując raz w dobrym był humorze, a raz w złym, w zależności od tego, jakie myśli dominowały w jego małej główce.

Pewnego dnia dotarł na skraj przepaści, na dnie której ujrzał młodą ropuchę mocno poturbowaną upadkiem z wysokości i przesuszonej skórze z braku wody.

- Pomóż mi Jeżyku – słabym głosem poprosiła Ropuszka. – Nie zostawiaj mnie tu samej na pewną śmierć – i zapłakała ostatnimi łzami. Żal wielki ogarnął Jeżyka i zaczął myśleć jak może pomóc Ropuszce. Myślał i myślał, i nic nie mógł wymyślić, a ropucha nikła w oczach, coraz mniej i mniej jej było.

Nagle spadł rzęsisty deszcz i odżyła Ropucha, poczuła się lepiej, choć w dalszym ciągu była przecież uwięziona. A Jeżyk w dalszym ciągu myślał i myślał , i nic nie mógł wymyślić.

Przechodził nieopodal drogą Żółwik. Bardzo nieszczęśliwy żółw z powodu własnego wyglądu. Nie podobała mu się jego własna skorupa, która jego zdaniem była zbyt ciemna i w nieregularne wzory. I jemu żal się zrobiło Ropuszki, zaczął więc płakać rzewnymi łzami nad jej losem, rozczulając się nad nią i nie wiedzieć kiedy również nad sobą.

Widział to wszystko Jeżyk, który w zaroślach rozmyślał. Obserwując tak Żółwika, ujrzał w jego postaci samego siebie, swoją bezradność, samotność, zagubienie, niezdecydowanie i niemoc.  Nawet niezdarność w jego ruchach, która uzewnętrzniała nie akceptację samego siebie, wydała się żółwikowi bliska i uzmysłowił sobie, że i on podobnie wygląda i postępuje.

Wyszedł z zarośli Jeżyk i tak zagadał do wędrowca :

- Dzień dobry Żółwiu. Nie płacz. Pomożemy Ropuszce.

- Ale jak ? W jaki sposób możemy jej pomóc? – zanosił się od płaczu Żółw. – Nic do głowy mi nie przychodzi. Czy masz może jakiś pomysł ? 

Speszył się Jeż, bo przecież nie miał nawet najmarniejszego pomysłu.

- Jeszcze nie wiem w jaki sposób możemy jej pomóc, ale musimy zrobić to koniecznie – powiedział.

- Ale jak ? Głowa mnie już rozbolała od tego myślenia i rozpaczy – odrzekł Żółw. – Ojej, pęka mi głowa! Czuję, że już dłużej nie wytrzymam! Muszę odejść i zażyć jakąś tabletkę, bo zwariuję! Wybacz Jeżu, ale muszę już iść – po czym odszedł powoli ciężko wzdychając i zostawiając Jeżyka w ogromnym zdumieniu.

Nie tego spodziewał się Jeż. Myślał, że razem będzie im łatwiej i w końcu uratują Ropuchę. Zasnął wreszcie dotknięty postępowaniem Żółwika Jeż, a gdy się przebudził ujrzał przepiękny widok zachodzącego słońca w oddali nad górami. Spojrzał w dół, a tam spała  Ropuszka. Całą noc, całą noc rozpamiętywał swoje życie Jeż. Starał się dociec, dlaczego był taki  jak Żółw. Ale przecież nie był dokładnie taki sam jak on, bo nie odszedł, nie uciekł. I to On wyruszył w drogę, aby pozbyć się tego, co mu przeszkadzało w życiu.

Rano umęczony całą tą sytuacją, która go przerastała miał ochotę zrobić dokładnie to samo co Żółw, czyli uciec. Został chyba tylko dlatego, że był zbyt zmęczony, bo młody jeszcze przecież był i nie miał tylu sił co dorosłe jeże. Rano po nieprzespanej nocy zapadł w drzemkę, a gdy się przebudził dojrzał ropuszkę niknącą pod prażącym słońcem stojącym w zenicie. Narwał liści wilgotnych, które  udało mu się jakoś znaleźć i zrzucił jej. A ona spijała z nich wodę, przykryła się nimi i wychyliła główkę, aby chociaż wzrokiem podziękować swojemu przyjacielowi – mogła go chyba już tak nazwać.

Po południu przebiegał tamtędy Królik. W tej samej chwili dostrzegł Jeżyk Królika, a Królik Jeżyka. Podszedł długouchy do kolczatka i spytał, jaki jest powód jego zmartwienia. Jeżyk tylko główką wskazał przepaść, gdzie Królik dojrzał Ropuszkę i w jednej chwili wszystko zrozumiał. Nakazał mu zaraz zrywać ziele skrzypu z którego uplótł mocny sznur. Jednym końcem obwiązał pień drzewa, a drugi zrzucił w przepaść. Po czym skoczył ogromnym susem w dół. Resztką sił wczepiła się Ropuszka w futro Królika, a ten zaczął się gramolić po sznurze z ziela skrzypu do góry. Jeżyk w tym czasie przycupnął na skraju przepaści i z ogromnym napięciem śledził karkołomną wspinaczkę.

Nareszcie ! Po długiej minucie wydostał się Królik z Ropuszką na grzbiecie z pułapki. Po czym pożegnał się prędko, bo spieszył się na przyjęcie urodzinowe do swojej przyjaciółki. I tyle go widzieli. A Ropuszka tak wdzięczna  za uratowanie życia dziękowała gorąco Jeżykowi i skłoniła go, aby odprowadził ją do domu, który znajdował się nad pobliskim stawem. Gdy się już tam znaleźli, liczna rodzina Ropuszki i znajomi rodziny otoczyli przybyłych, a ona dokładnie opowiedziała wszystkim o swojej przygodzie, o odważnym Króliku, niezłomnym Jeżyku i ich czułych sercach.

Wieczorem ropuchy zorganizowały wystawne przyjęcie na cześć uratowanej i jej wybawcy. Na środku stawu zasiedli na ogromnym liściu łopianu Jeżyk i Ropuszka niczym jakiś król i królowa. Nad nimi na granatowym niebie świeciła duża srebrna kula zwana księżycem, a wokół roztaczał się upojny zapach maciejki i innych roślin w tą upalną, czerwcową noc. I usłyszał Jeżyk najpiękniejszy koncert w swoim życiu, kantatę wyśpiewaną na jego cześć przez dziesiątki żab. Na tę okoliczność został specjalnie wystrojony. Na każdym jego kolcu mienił się kwiatuszek w srebrnej poświacie księżyca. Ujrzał swe odbicie w wodzie i nie dowierzał własnym oczom, wyglądał…tak pięknie. Tak na marginesie, to zanim wyruszył w świat, wydawało mu się, że może podczas tej wędrówki odkryje, że tak nie lubiane przez niego kolce na coś wreszcie się zdadzą, będą dla innych użyteczne, a on dzięki temu je zaakceptuje i doceni siebie. Ale jak widzicie życie może potoczyć się zupełnie inaczej niż przypuszczaliśmy.

Po tej przygodzie Jeżyk i Ropuszka zostali najlepszymi przyjaciółmi, a Jeżyk nie uważał już, że jest jakimś dziwolągiem, polubił swoje kolce i częściej się uśmiechał niż bywał smutny.


Jolanta Pinkowska

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.