ElKis/Sępica

KINO KC prezentem dla Sępicy

Jakby specjalnie dla mnie, jakby w odwecie za te szmatławe czasy, gdy WADZA gnoiła nawet za słowa z teatralnego programu







Pokoleniu  50+ gmach KC zawsze kojarzył się ze słowem: władza. A dokładniej - z wadzom. Ten syndrom partyjnego lingwistycznego niechlujstwa był  używany jako symbol. WADZOM się nie podzielimy! - groził Gomułka.


SŁOWA ważne były wtedy, gdy miały za zadanie trzymać za pysk lub były nieprawomyślnie. Na słowa nieprawomyślne był tzw. zapis.


W gmachu KC byłam jeden jedyny raz i przeżyłam tam największe w życiu upokorzenie.


Lata 80. W teatrze, w którym pracuję, za dwa dni ma się odbyć premiera. Kołowrót diabelny, wszyscy zakręceni. I wtedy okazuje się, że Mysia nie zwolniła programu teatralnego. Mysia, czyli cenzura. Co oznacza, że na premierę nie będzie programu. W dodatku każą natychmiast się stawić. I to nie na Mysiej, jak normalnie, lecz w samym Komitecie Centralnym. Takiego wezwania nigdy jeszcze nie mieliśmy. Co się stało?!


Trwają  ostatnie próby, cała Dyrekcja zajęta, przed oblicze najwyższych cenzorów może pójść jedyna wolna osoba, autorka programu, ja.


W ponurym, ciemnym  holu wielkiego gmachu KC PZPR na rogu Alej Jerozolimskich i Nowego Światu czuję się jak przybłęda. Sprawdzają dowód, telefonują gdzieś, że jestem, prowadzą po schodach.


Idę przeraźliwie długim korytarzem, mijam dziesiątki drzwi, wchodzę. Za biurkiem siedzi duży facet. Elegancki garnitur, zimna twarz. Każe siadać i natychmiast  zaczyna wrzeszczeć. „Co to znaczy!? Co wy sobie myślicie?! Jak śmieliście to zrobić!?


Czego chce? O co mu chodzi?! Dlaczego zachowuje się jak ostatni knajak…?!  A on  bluzga we mnie tym „wy”, szydzi, kpi… Czuję się, jakby wylewał na mnie kubeł pomyj.


„O co chodzi?! Nie rozumiecie, o co chodzi?! A skąd w programie Mikołajska!? Z jakiej racji mamy ją propagować?! Jakim prawem ją rozsławiacie?!”


Dziesiątki SŁÓW, kipiących bezbrzeżną pogardą, wstrętnych, napastliwych, których potem nawet  nie będę w stanie odtworzyć. Wielki, odchylony w fotelu, z naprzeciwka, znad biurka, rzuca nimi we mnie, jakby chciał mnie obrzygać.


Siedzę oniemiała. To jest jak odzieranie z człowieczeństwa. Nikt nigdy nie zwracał się do mnie takim chamskim tonem. Nigdy nie doświadczyłam takiego poniżenia, zeszmacenia.


Ten człowiek przeprowadza akcję gnojenia za napisane SŁOWA. Za nazwisko  Haliny Mikołajskiej, aktorki, członkini KOR-u, ikony sprzeciwu wobec władzy.


Mija kilka dziesięcioleci i oto dostaję od Historii rekompensatę. Jako  dziecko marzyłam, żeby mieszkać nad kinem i pójść do niego, kiedy tylko zechcę. I teraz czytam, że w gmachu KC działa… Kino KC. To Karolina Bieńko, młoda entuzjastka sztuki filmowej,  realizuje swój własny, prywatny projekt. Jakby specjalnie dla mnie, jakby w odwecie za te szmatławe czasy, gdy WADZA gnoiła nawet za słowa z teatralnego programu, dostaję w  prezencie wspaniałe, studyjne kino, kilkadziesiąt kroków od domu.

Elżbieta Kisielewska
foto: Alicja Kozłowska 

 

 

 

Dołącz do dyskusji - napisz komentarz

Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.
Obraźliwe komentarze są blokowane wraz z ich autorami.

  • Alodia1949 24/11/2011, 22:23

    I to jest chchot historii. Ten pozytywny.
    A z panią Mikołajską bylam internowana w Gołdapi.