Sępica nie lubi lata?!
Mimo, że dla Sępicy szklanka jest zawsze do połowy pełna, są niestety chwile, gdy napadają ją „poranne smuteczki”, czyli, brutalnie rzecz nazywając – chandra, przygnębienie, pospolita deprecha. Najczęściej jesienią – i to jest wśród ogółu ludności powszechne. Oraz zimą, gdy brak jest rozweselającego śniegu. Także, co gorsza, wiosną. No bo jak tu w 67 wiośnie życia brać się za wiosenne amory? Oraz, co już najgorsze jest – latem. Tak, tak, bywa, że Sępica nie lubi lata.
Groza i wstyd!
Jak tu nie lubić lata?! Za co?- dziwią się młodsze roczniki. A proszę bardzo – odpowiada, powiem. Wiedzcie, młodziaki, co was czeka.
Sepica nie lubi lata za cholerne upały, w które nie jest ideologicznie słuszne chodzić po rozgrzanym mieście. Bo nadmierne nagrzanie ciała powoduje, że z głową robi się coś nie tak.
Za nazbyt piękną pogodę, której towarzyszy nazbyt wysokie ciśnienie. Bo ono groźne jest dla nadciśnieniowców, niestety, w całej rozpiętości ciała i ducha.
Za deszcze nagłe, którym towarzyszy ciśnienie nazbyt niskie, które też nie jest wygodne, bo senność nadmierna człowieka napada zupełnie bez powodu.
Za przewalanie się ciśnień z góry w dół i z dołu do góry, bo podejrzane szumy w mózgu się pojawiają, bez żadnej potrzeby.
Za ciągoty do rozkładanie się na ślicznym słoneczku, a tu figa z makiem, bo skóra sucha, suchsza, coraz suchsza, wiórek przebrzydły!
Za chuć wielką nadmorską rzucania się w Bałtyku fale, a tu, diabli nadali, siła w rączkach nie ta co dawniej, a niby dlaczego?!
Za to, że półgoło nie można sobie pochodzić. Nie, wcale nie dlatego, że nie wypada. Niewypadanie to Sępice mają gdzieś. Ale za to, że do patrzenia na tę goliznę należałoby otoczeniu dopłacać. A nie ma z czego. Albo liczyć jako patrzenie charytatywne. Ale tego jeszcze nie wymyślono.
Za wielką chęć zwiedzania świata, które powoduje, iż kolanko lewe kuleje coraz mocniej i mocniej, bo niewydolne, psiekrwie, stało się, ni stąd ni zowąd.
I wreszcie za powszechne występowanie lodów, których jeść nie można, bo szczerzą z nich kły nienawistne kalorie, szczególnie niebezpieczne dla 50++++.
No i za to, że te lody się topią przed zjedzeniem do końca!
I z czego się tu, sępie piórko, latem cieszyć?!

Elżbieta Kisielewska
foto: Alicja Kozłowska
PS. Na takie stany istnieje, na szczęście, poeta Gałczyński, towarzysz młodości pięknej i bujnej: „Małe rzeczy foremne! Zegar w rogu na ścianie -/ małe muzykowanie;/ flaszki z atramentami, nuty, z kory czółenka/ i wy, kawy ziarenka,/ kwiat na oknie, sęk w desce, złoty pył nad podwórzem,/ wszystkie rzeczy nieduże:/gwiazdka śniegu, listeczek,/ wstążki, płomyki świeczek,/ wieża w szachach, lis w bajce, wiatr, co w drutach brzęczy -/ małe, wesołe rzeczy!”











Dołącz do dyskusji - napisz komentarz
Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.
Dodaj pierwszy komentarz i bądź motorem nowej dyskusji. Zachęcamy do tego.